languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Emilyyyyy15 cze 2026

Pół godziny później siedziała już w SUV-ie z Bennettem, czekając na pojawienie się Calluma. Co dwa tygodnie jadała kolację z Grahamem, wujem Calluma. Był on „aniołem biznesu” dla Vane Corp, a jedyną rzeczą, o którą prosił w zamian, były kolacje z Callumem.

Graham był kimś, kogo Callum tolerował nieco bardziej niż innych, podobnie jak Desmonda i ją samą. Czasami prosił ją, by również poszła na kolację, innym razem pozwalał jej iść do domu. Nie zdziwiło jej, że chciał ją tam dzisiaj, biorąc pod uwagę wyjątkowo gęste chmury wiszące nad jego głową.

Callum w końcu wsiadł na tylne siedzenie samochodu. Usiadł obok niej, zostawiając wolne środkowe miejsce. Posłała mu lekki uśmiech, a on skinął jej głową.

— Czy ty... — zaczął.

Wiedziała, o co zapyta. — Pana pranie zostało odebrane i zawiezione do domu — powiedziała spokojnie.

— A co z... — dodał.

— Pana garniturem na galę w ten weekend? Wyprasowany i skrojony. Też jest u pana w domu — odparła tym samym spokojnym tonem.

Callum powoli skinął jej głową, przyglądając się jej uważnie. — Dobrze. Dobra robota — rzucił krótko.

Było to najbliższe „dziękuję”, na jakie kiedykolwiek zdobył się jej szef, więc w odpowiedzi uśmiechnęła się do niego ponownie.

Dwadzieścia minut później Bennett wysadził Ari i Calluma pod kolejną luksusową restauracją wybraną przez Grahama. Callum miał na tyle kultury, by przytrzymać jej drzwi samochodu, a ona podziękowała mu skinieniem głowy, wysiadając.

Graham czekał już w środku, gdy weszli, i oboje skierowali się w jego stronę, z Callumem depczącym jej po piętach. Usiadła naprzeciwko Grahama, mając Calluma po swojej prawej stronie.

— Ach, moja droga Rhodes. Wciąż pracujesz dla tego zrzędliwego małego gnojka? — zapytał Graham, unosząc kieliszek zdecydowanie zbyt drogiego Cabernet Sauvignon i biorąc długi łyk.

Zaśmiała się i skinęła głową. — Tak.

Callum parsknął i uniósł szklankę whisky, którą Graham zdążył już dla niego zamówić. — Chciałem czystą, staruszku — poskarżył się na lód w szklance.

— Wezmę tę, jeśli jej pan nie chce. Zamówię panu nową — zaproponowała szefowi.

Callum spojrzał na nią z zaciekawieniem, po czym podał jej whisky. Ari wypiła ją bez problemu, krzywiąc się lekko, gdy piekący płyn spłynął do gardła.

Kolacja przebiegała tak jak zawsze: Graham nieustannie dogryzał Callumowi, a Callum odpowiadał z coraz mniejszą cierpliwością w miarę upływu czasu.

Ari włączała się do rozmowy, gdy uważała to za stosowne, ale większość czasu spędziła na cichym delektowaniu się stekiem i warzywami. To była jedyna prawdziwa zaleta tych wystawnych kolacji: drogie jedzenie.

Zauważyła, że Callum zerka na nią częściej niż zwykle. Jak zawsze nie potrafiła wyczytać nic z jego twarzy, ale z każdą chwilą czuła się coraz bardziej nieswojo. Nie wiedziała, co chodzi mu po głowie, i to sprawiało, że była zdenerwowana.

W końcu skończyli posiłek i Graham wstał, by się pożegnać. — Wciąż nie wiem, dlaczego u niego pracujesz. Mogłabyś znaleźć coś o wiele lepszego, Rhodes. Czy on ci chociaż dobrze płaci? — zapytał Graham, wkładając marynarkę w trakcie mówienia.

— Płaci mi wystarczająco dobrze. Na zawsze pozostanę z górą kredytów studenckich, ale to nie jego wina. Tak to już jest, gdy trzeba samemu opłacić studia.

Ari wzruszyła niedbale ramionami, unikając wzroku Calluma. Zazwyczaj nie rozmawiała o swoich zarobkach z nikim, a już na pewno nie przy szefie.

Graham zaśmiał się i pokręcił głową. — Daj swojej asystentce podwyżkę, ty cholerny bachorze — skarcił Calluma.

Poczuła, jak jej twarz robi się ciepła, i ze skrępowaniem spojrzała na stół. — Naprawdę, Grahamie. Jest w porządku. Dziękuję za kolację, jak zawsze — powiedziała uprzejmie starszemu panu.

Callum piorunował Grahama wzrokiem, ale nie zrobił nic i nie powiedział ani słowa.

Graham był przyzwyczajony do jego zachowania i po prostu czochrał go po włosach, po czym odwrócił się i wyszedł z restauracji.

Callum znów na nią patrzył, a ona tym razem odwzajemniła spojrzenie. — Proszę pana? Idziemy? — zasugerowała.

Patrzył na nią jeszcze przez chwilę, a ona zaczęła czuć się niepewnie.

— Czy mam coś na twarzy? — zapytała, chwytając serwetkę i szybko wycierając usta.

— Z twoją twarzą wszystko w porządku. Chodźmy — powiedział cicho Callum, wstając z krzesła i prowadząc z powrotem do Bennetta.

Droga do domu upłynęła w milczeniu i Ari nie potrafiła dokładnie określić dlaczego, ale Callum wydawał się wyjątkowo spięty przez całą jazdę. Kiedy Bennett wysadził ją pod domem, a ona życzyła mu dobrej nocy, Callum nawet na nią nie spojrzał.

Nie zraziła się jego zachowaniem, ale była nieco zdezorientowana.

W końcu weszła do środka po wyjątkowo męczącym dniu, zrzuciła przeklęte szpilki i przygotowała sobie kąpiel z pianą.

Ari szybko się rozebrała i przez długi czas moczyła się w ciepłej, zachęcającej wodzie. Kiedy jej skóra była już porządnie pomarszczona, wyszła i ubrała się w swoją zwykłą koszulę nocną. Umyła zęby i zmyła makijaż. W końcu podeszła do łóżka, ziewając co chwila.

Właśnie miała podłączyć telefon do ładowania, gdy otrzymała wiadomość tekstową. Dochodziła już północ i zastanawiała się, kto mógłby do niej pisać o tej porze.

Była jeszcze bardziej zaskoczona, gdy zobaczyła wiadomość od Calluma. Nigdy nie komunikował się z nią w ten sposób. Zawsze były to maile, rozmowy osobiste lub połączenia telefoniczne.

„Muszę z tobą o czymś porozmawiać na naszym zwykłym spotkaniu jutro rano” — głosiła wiadomość.

„Czy wszystko w porządku, proszę pana?” — odpisala.

„Idź spać”.

Wpatrywała się w telefon zdezorientowana. Dlaczego zachowywał się tak dziwnie? O czym chciał z nią porozmawiać i dlaczego ostrzegał ją wcześniej?

„Tak jest, proszę pana. Dobranoc”.

Potem już nie odpowiedział, a ona czuła się niespokojna przez dłuższą chwilę, zanim organizm w końcu pozwolił jej zasnąć.

~O~O~O~

Następnego ranka Ari przeszła przez swoją rutynę przygotowań, decydując się na dopasowaną czerwoną sukienkę kończącą się tuż przed kolanami. Wybrała parę czarnych szpilek i dopełniła strój czarnymi nylonami.

Zostawiła rozpuszczone swoje czarne jak noc włosy, szybko je podkręcając wprawnymi rękami. Makijaż wykończyła odważną czerwoną szminką. Następnie chwyciła teczkę i płaszcz.

Trzydzieści minut później dotarła do Vane Corp. z herbatą Calluma i swoją kawą w dłoniach. Robiła, co mogła, by nie denerwować się tym, o czym Callum mógłby chcieć rozmawiać, ale było to niemal niemożliwe.

Zastanawiała się, czy nie posunęła się za daleko, popierając pomysł Desmonda o znalezieniu kogoś do publicznego randkowania i ślubu, bez względu na to, jak bardzo byłoby to udawane. Ari po prostu powiedziała, co myśli, ale Callum nie zawsze był osobą, która ceniła taką bezpośredniość, o ile w ogóle ją cenił.

Dotarła na swoje piętro, wysiadła i poszła zostawić płaszcz oraz teczkę w gabinecie. Wyprostowała ramiona, wzięła głęboki oddech i w końcu przeszła do sąsiedniego gabinetu Calluma.

Weszła do środka, stawiając jego herbatę na stałym miejscu, a potem usiadła przed biurkiem ze swoją kawą.

Stał przy oknie, jak to zwykle rano, z rękami w kieszeniach czarnych spodni od garnituru. Odwrócił się do niej i ze zdziwieniem zauważyła, że ma na sobie tylko białą koszulę. Była wyprasowana i wpuszczona w spodnie, jak zwykle, ale chyba nigdy wcześniej nie widziała go bez marynarki.

Rękawy koszuli miał podwinięte do przedramion, a dwa pierwsze guziki były rozpięte. Wyglądał... inaczej, a ona walczyła ze sobą, by odwrócić wzrok.

Ari wiedziała, że Callum jest atrakcyjny i wiedziała, że wszyscy inni też to zauważają. To nie było zaskoczeniem, ale nigdy nie zwracała na to uwagi. To byłoby wysoce nieprofesjonalne, nie wspominając o tym, że Callum był trudnym człowiekiem pod każdym względem.

Nie potrafiła wyczytać nic z wyrazu jego twarzy, gdy do niej podchodził. Zatrzymał się przed nią, opierając się o biurko i splatając ramiona na piersi.

Wpatrywał się w nią przez długą, przeciągającą się chwilę, a nagłe, niewytłumaczalne napięcie w pokoju stało się niemal duszące.

— Proszę pana? Przejrzymy plan dnia? — zasugerowała w końcu, starając się, by jej głos brzmiał neutralnie.

Callum odchrząknął. — Wstań, Ari. Stań tam. — Wskazał na środek gabinetu.

Posłała mu dziwne spojrzenie, ale odstawiła kawę na biurko. Potem wstała i podeszła tam, gdzie wskazał. Stała z rękami splotniętymi przed sobą.

I wtedy Callum zaczął powoli krążyć wokół niej. Śledziła go wzrokiem za każdym razem, gdy przechodził przed nią.

Czuła się całkowicie wystawiona na widok, jakby była pod mikroskopem. Jakiego rodzaju, tego nie była pewna. Wiedziała tylko, że Callum patrzy na nią, na całą ją. Czy coś było nie tak z jej wyborem stroju? Nie różnił się od tego, jak ubierała się przez ostatnie trzy lata. Z pewnością nie mógł stać się teraz aż tak drobiazgowy.

— Proszę pana, co pan właściwie robi? — zapytała powoli, przełykając ślinę w nagle wyschniętym gardle.

— Callum — odpowiedział spokojnie jej szef, nie przestając krążyć wokół niej.

Callum? Nigdy nie zwracała się do niego po imieniu. Przynajmniej nie prosto w twarz. Co to, do cholery, miało być?

— Słucham? — postanowiła dopytać, a jej głos był o oktawę wyższy niż zwykle.

Callum zatrzymał się gwałtownie przed nią, a ona drgnęła z zaskoczenia, bo był bliżej niej niż kiedykolwiek. Nawet gdy miała na sobie szpilki, wciąż był od niej wyższy; musiała zadzierać głowę, by nawiązać kontakt wzrokowy. Jego szare oczy wyglądały dziś na wzburzone, a jej w gardle zaschło jeszcze bardziej.

— Na potrzeby tej rozmowy chciałbym, żebyś mówiła mi po imieniu, Callum — wyjaśnił jej szef.

Jego głos był opanowany i gdyby nie intensywność jego spojrzenia, pomyślałaby, że jest po prostu znudzony.

— W porządku... Callum, o co w tym wszystkim chodzi? — Jego imię brzmiało obco na jej języku, gdy wypowiadała je w jego obecności.

Callum wziął głęboki oddech, wciąż stojąc bezpośrednio przed nią i patrząc jej w oczy. — Ria. Dwadzieścia osiem lat. Jedynaczka, wychowana przez samotnego ojca w nadmorskim miasteczku w Maine. Studiowałaś PR i zarządzanie biznesem. Ukończyłaś New York University z trzecią lokatą w roczniku, gdy miałaś dwadzieścia cztery lata. Przez rok pracowałaś w startupie, który już nie istnieje. Potem przyszłaś pracować dla mnie, tutaj w Vane Corp., i jesteś tu od tamtej pory.

Callum mówił tak rzeczowo, jakby recytował przemówienie na korporacyjnym spotkaniu, a nie opowiadał jej historię jej własnego życia.

— Masz spore grono przyjaciół, miałaś kilku chłopaków, ale nic poważnego. Jesteś miłą dziewczyną i wszyscy tutaj w Vane Corp. bezsprzecznie cię lubią. Wiesz, jak pracować z opinią publiczną i wyciągnęłaś mnie z niejednej dwuznacznej sytuacji, odkąd tu zaczęłaś.

Callum zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów, a ona znów poczuła się zbyt obnażona. Ponownie napotkał jej spojrzenie, lekko skinąwszy głową.

— Jesteś atrakcyjną kobietą i twoja twarz jest z pewnością symetryczna — powiedział od niechcenia, a oczy Ari rozszerzyły się na ten dziwny... komplement?

— Jak wielki masz dług za studia, Rhodes? — zapytał teraz Callum.

Przełknęła ślinę, a jej serce zaczęło bić jak oszalałe. To był pierwszy raz, kiedy nazwał ją Rhodes.

— Nie widzę związku, proszę pana — odpowiedziała przez zaciśnięte zęby.

Callum parsknął. — Callum — przypomniał jej i dodał stanowczo: — Po prostu odpowiedz na pytanie.

Ari westchnęła i spojrzała na Calluma, marszcząc brwi w całkowitym osłupieniu. — Pięćdziesiąt tysięcy dolarów, Callum — uległa, mimo dyskomfortu.

— Jakieś inne zaległe długi? — zapytał, wracając do swojego fotela za biurkiem.

Potraktowała to jako znak, że też może usiąść, i zrobiła to z wdzięcznością. Jej nogi w tym momencie były niemal jak z waty. — N-nie. Wolę, by moje życie było tak proste, jak to tylko możliwe, jeśli chodzi o finanse — powiedziała Callumowi szczerze.

Callum skinął głową w zadumie; oparł brodę na dłoniach. Wciąż przyglądał jej się z ciekawością, co tylko potęgowało jej zdenerwowanie.

— Mam dla ciebie propozycję — zaczął, a ton jego głosu był całkowicie nieprzenikniony. — Uzgodniłem to już z Desmondem, a także z Xanderem z kadr — dodał ze wzruszeniem ramion. Wyjął czarny folder z szuflady biurka i położył go przed nią.

Ari przesunęła się nieco na krześle, a on otworzył dla niej okładkę folderu. Była zaskoczona, że przygotował coś takiego bez jej pomocy. Zastanawiała się znowu, o co do cholery chodzi, skoro zabierał się do tego w taki sposób.

Otworzyła usta ze zdumienia, patrząc na górę pierwszej strony wpiętej w folder. Nagłówek głosił:

„Umowa małżeńska pomiędzy Callumem Vanem a Rią”

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Zasady gry: Ślub z moim gburowatym szefem | StoriesNook