languageJęzyk

Rozdział 5

Autor: Emilyyyyy15 cze 2026

Ari wpatrywała się w Calluma, jej myśli pędziły w zawrotnym tempie, a dłonie na kolanach stały się wilgotne. Zauważyła, że Callum uważnie ją obserwuje, ale nie potrafiła opanować wyrazu swojej twarzy, nawet gdyby chciała.

— Ja nie... Co to jest, Callum? — zapytała cicho.

Callum wywrócił oczami. — Myślałem, że nagłówek czyni sprawę dość oczywistą — powiedział, brzmiąc teraz na raczej znudzonego. — Kiedy ty i Desmond zapędziliście mnie wczoraj w kozi róg, zacząłem myśleć o tej propozycji. I wtedy wydało mi się to dość oczywiste, naprawdę.

Przez chwilę znów lustrował jej twarz. — Nie mam czasu szukać kogoś, by zaproponować taki głupi układ. Mało tego, większość kobiet uważam za... trudne w nawiązaniu kontaktu — kontynuował, machając ręką — a kiedy byliśmy wczoraj na kolacji z Grahamem, przypomniałem sobie, jak łatwo nawiązujesz kontakt z ludźmi. Masz talent do sprawiania, by ktoś czuł się swobodnie, i nawet ja nie czuję odrazy do twojej obecności w małych dawkach.

Ari wiedziała, że powinna czuć się urażona sposobem, w jaki o niej mówił, ale była zbyt zdezorientowana i zszokowana, by w pełni to do niej dotarło.

Oczywiście zachęcała Calluma, by kogoś poślubił. Nawet rozwodziła się nad tym, dlaczego to dobry, a wręcz praktyczny pomysł. Ale nie miała na myśli tego, by zwrócił się do niej, by obsadzić tę rolę. To było wysoce niestosowne z kilku powodów.

— Spotkałem się z Desmondem późno wczoraj wieczorem, a z Xanderem dziś rano. Chociaż technicznie jest to normalnie naruszenie polityki firmy, Xander jest skłonny zrobić wyjątek. Wszyscy widzą spadające akcje i wszyscy chcemy to naprawić — Callum mówił teraz oschle i widać było, jak bardzo wciąż jest poirytowany obecną sytuacją firmy.

— Bez wątpienia pojawią się plotki. Ale radzenie sobie z nimi to część twojej specjalizacji, zgadza się? Dopilnujemy, by publicznie ogłosić, że dopiero niedawno zostałaś moją narzeczoną, i że nie wspięłaś się na swoje stanowisko poprzez robienie mi loda czy coś w tym stylu — paplał dalej Callum ze wzruszeniem ramion.

Twarz Ari spłonęła rumieńcem na tę swobodną wzmiankę o jego, kurczę... organie płciowym. Co to w ogóle za rozmowa? Nie mógł przecież mówić poważnie o tym, co sugerował.

— Callum... Przecież nie możesz mówić poważnie. Nie mogę... nie mogę... wyjść za ciebie — niemal pisnęła. Jej wyobraźnia szalała, a ona wpadała w panikę.

Callum fuknął i pokręcił głową. — Nie bądź śmieszna, Ari. To wszystko jest czysto na pokaz. Myślałem, że to też jest oczywiste. — Wskazał na umowę końcówką pióra. — To całkiem proste. Czy mogę to z tobą omówić? — zapytał, zerkając na nią.

Przełknęła ciężko, starając się uspokoić serce i umysł. — Ja... Jasne — wykrztusiła w końcu.

Callum skinął głową i odchrząknął. — Dobrze, jak mówiłem, to proste. Jest tylko kilka zasad i wiąże się to z kilkoma korzyściami dla ciebie. — Wskazał sekcję odpowiednio zatytułowaną „zasady”, a ona pochyliła się, by z lękiem śledzić tekst.

— Po pierwsze, czas trwania umowy to rok od udawanego ślubu, z opcją przedłużenia, jeśli zajdzie potrzeba. Ślub odbędzie się, gdy tylko Desmond i Xander uznają, że nadszedł czas, byśmy się „ustatkowali”. Po drugie, musimy chodzić na przynajmniej jedną randkę w tygodniu i musi to być miejsce publiczne. To kluczowe, by paparazzi zrobili nam kilka zdjęć.

Callum patrzył na nią, by upewnić się, że uważa, a ona posłała mu słabe skinienie głowy na znak, że tak jest. Przynajmniej w pewnym stopniu. W głowie kręciło jej się od nadmiaru wrażeń.

— Po trzecie, musisz mi towarzyszyć na wszelkich galach, kolacjach biznesowych i wyjazdach przez cały ten okres. Będziesz dalej pełnić obowiązki mojej asystentki, ale dojcie ci dodatkowa odpowiedzialność udawania mojej narzeczonej, przynajmniej publicznie. Po czwarte, musisz być przygotowana na trzymanie mnie za rękę, przytulenie czy pocałunek, jeśli sytuacja będzie tego wymagać — Callum mówił tonem klinicznym, co tylko potęgowało jej zawroty głowy.

Pocałunek? Mówił o całowaniu jej, a ona czuła, jakby miała zemdleć. Nie tak wyobrażała sobie tę rozmowę. Była niesamowicie zaskoczona, że Desmond i Xander już zaakceptowali ten pomysł, ale po głębszym zastanowieniu nie mogła być aż tak zdziwiona. Sytuacja firmy była tragiczna i wszyscy o tym wiedzieli.

— Jak to brzmi do tej pory? — Callum przerwał, by ją zapytać.

Ari wzięła głęboki, drżący oddech, a potem zaśmiała się nerwowo. — Czy mogę mówić szczerze? — zapytała prezesa.

Callum po prostu skinął głową w odpowiedzi, a ona polizała usta.

— Jestem taka zdezorientowana, Callum. Jak ty... Jak możesz się na to zgadzać? Ze mną?

Szukała na twarzy Calluma czegokolwiek, co pomogłoby jej zrozumieć, ale jego stała stoicka maska była nienaruszona.

— Powiedziałem ci, Rhodes. Twoja osobowość pasuje do naszych obiektywnych potrzeb. I jestem w stanie znieść przebywanie blisko ciebie. Poza tym jesteś atrakcyjną kobietą i zdaję sobie sprawę, że istnieją gorsze opcje do rozważenia. — Callum ponownie wzruszył ramionami.

Była przyzwyczajona do bezduszności Calluma, gdy mówił. Ale sposób, w jaki mówił o niej, zarówno ją konsternował, jak i sprawiał, że czuła się... dziwnie.

— Jakie są pozostałe zasady? — zapytała cicho.

Callum spojrzał z powrotem na umowę, zanim kontynuował czytanie. — Ani ty, ani ja nie możemy sypiać z nikim innym ani z nikim się umawiać w tym okresie. Zaznaczam też, że nam również nie wolno sypiać ze sobą — wyjaśnił.

Wciąż walczyła z myślą o całowaniu Calluma, nie mówiąc już o sypianiu z nim. Miała ochotę zapaść się pod ziemię. — Co jeszcze? — wykrztusiła.

— Przede wszystkim: nie wolno ci się we mnie zakochać — powiedział Callum, nagle niesamowicie intensywny i poważny.

Skuliła się lekko pod jego spojrzeniem i wzięła kolejny głęboki oddech. — To... nie wyobrażam sobie, by miało stanowić problem, Callum. Po pierwsze, nie jesteś zbyt przystępną osobą — powiedziała szczerze.

Callum wywrócił oczami na jej słowa. — Chcesz usłyszeć, co ty zyskasz na tym układzie? — zapytał beznamiętnie.

Ari mogła tylko słabo skinąć głową, podczas gdy jej umysł walczył, by nadążyć za tempem rozmowy.

— Spłacę twoje kredyty studenckie, o ile oczywiście nie dojdzie do naruszenia umowy. Będę to robił w ratach. Pięć tysięcy dolarów tu, tam, coś w tym stylu. Pokryję też wszelkie koszty podróży, randek, kolacji i sukienek, których możesz potrzebować. Jeśli pojawi się coś jeszcze lub czegoś będziesz potrzebować, też to pokryję — Callum wciąż mówił tak swobodnie, że nie mogła przestać się na niego gapić.

— Callum... To... Nie... To byłoby zdecydowanie za dużo. Moje kredyty są astronomiczne. Nie mogę tego przyjąć. — Jąkała się, ale w końcu wyrzuciła to z siebie. To było zbyt wiele.

Callum wywrócił oczami z poirytowanym mlaśnięciem. — Ari, nie lubię rozmawiać o pieniądzach, ale krótko mówiąc... Pięćdziesiąt tysięcy dolarów to dla mnie nic. Nie powinnaś się przejmować takimi rzeczami. Chcę tylko wiedzieć, czy widzisz siebie w tej roli. Jesteś mądrą i zdolną dziewczyną.

Zawahał się przez chwilę, jakby rozważał powiedzenie czegoś jeszcze.

— Wiem, że jestem... dość trudną osobą. Ani razu nie kwestionowałaś dlaczego, ani nie życzyłaś sobie, bym był inny. To, co mówisz, gdy mnie nie ma w pobliżu, to nie moja sprawa. Ale prosto w twarz zawsze byłaś pełna szacunku, nawet gdy się ze mną nie zgadzasz. Jesteś, mówiąc szczerze, idealną osobą, by odgrywać rolę mojej narzeczonej... lub żony. Jesteś takim wizerunkiem, jakiego potrzebuje Vane Corp. Możesz... możesz pomóc odwrócić losy, Ari. Jeśli oczywiście chcesz.

Callum wyglądał na nieswojo, prawiąc jej komplementy, a Ari była zaskoczona, że w ogóle był w stanie być tak bezpośredni.

Rozważyła jego ofertę. Wizja tego, że jej kredyt studencki może zniknąć, była chyba najbardziej nęcącą częścią wszystkiego, co powiedział. Wiedziała, że będą szczegóły do ustalenia i wiele przeszkód po drodze, które nieuchronnie sprawią, że poczuje się więcej niż niekomfortowo. Ale teraz rozumiała też, dlaczego zwrócił się właśnie do niej.

To miało sens. To było cholernie szalone, ale... to naprawdę miało sens.

Odchrząknęła i wyprostowała się na krześle. — Mam kilka aneksów do dodania do umowy — powiedziała, starając się brzmieć pewnie.

Na ułamek sekundy na twarzy Calluma mignęła ulga, po czym wrócił jego typowy beznamiętny wyraz twarzy. — Co masz na myśli? — zapytał ostrożnie.

— Musisz oddać mi kontrolę nad swoimi mediami społecznościowymi, zwłaszcza nad Pinnacle. Jeśli to ma mieć jakiekolwiek szanse na sukces, nie możesz już wdawać się w kłótnie w internecie. Muszę kontrolować i fabrykować twoje przyszłe posty — powiedziała Callumowi głosem śmiertelnie poważnym.

Callum skrzywił się. — Wdaję się tylko w kłótnie, które są tego warte — mruknął z niezadowoleniem.

Powstrzymała się od wywrócenia oczami. — Zgadzasz się czy nie? — Przeszła do konkretów.

Callum westchnął i skinął głową. — Jasna cholera. Dobra — warknął do niej.

Uśmiechnęła się półgębkiem. — Doskonale, dziękuję za rozsądek. — Następnie odchrząknęła. — Ponadto masz mnie zawsze traktować z szacunkiem w tej sytuacji. Ale nie masz mnie traktować inaczej, gdy jesteśmy w pracy.

Mówiła poważnie. Nie chciała specjalnego traktowania, zwłaszcza biorąc pod uwagę, z jak wieloma plotkami będzie musiała się zmierzyć, jeśli rzeczywiście upubliczni ten „związek”.

— Z tym poradzę sobie bez problemu. Coś jeszcze? — zapytał Callum, odwracając umowę, by dopisać zaproponowane przez nią aneksy.

— Tylko jedno — powiedziała cicho, przygryzając dolną wargę i patrząc Callumowi prosto w oczy. — Tobie też nie wolno się we mnie zakochać — stwierdziła stanowczo.

Callum spojrzał na nią z osłupieniem. — To nie problem. Nigdy nie byłem zakochany — odpowiedział tym samym rzeczowym tonem, którego używał przez całą rozmowę.

Spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem. Nigdy nie był zakochany? Przypuszczała, że w przypadku kogoś tak zamkniętego w sobie jak Callum, ma to sens. Mimo to wytrąciło ją to nieco z równowagi.

Ari polizała usta i skinęła głową. — W porządku zatem — udało jej się wykrztusić.

Callum odwrócił folder z powrotem w jej stronę i wyciągnął swoje grawerowane wieczne pióro, by je wzięła. — No cóż? Wchodzisz w to czy nie? — zapytał, badając wzrokiem jej twarz.

Przez chwilę patrzyła na Calluma, a potem w dół na umowę.

Czy ona naprawdę to robiła? Zastanawiała się mgliście, co pomyśli Julian, albo co gorsza... co pomyśli jej ojciec? Ale nie mogła zaprzeczyć, jak wiele znaczyło to dla Vane Corp. i o ile łatwiejsze byłoby jej życie, gdyby kredyty studenckie zostały spłacone.

W jej głowie wirowało mnóstwo pytań. Serce podpowiadało jej, że to zły pomysł i że nieuchronnie obróci się przeciwko niej, kończąc się gorzkim finałem. Ale postanowiła odsunąć te myśli i zamiast tego chwyciła pióro.

Ari podpisała się na wskazanej linii przerywanej, a potem oddała pióro Callumowi. Patrzyła, jak on również składa swój podpis.

— To trafi do Xandera. Wszystko jest bardzo oficjalne — poinformował ją Callum, zamykając folder i odkładając pióro.

Zerknął na swoją porzuconą herbatę, a potem na jej równie zapomnianą kawę. Wtedy spojrzał na nią.

Serce Ari zabiło mocniej, gdy napotkała jego wzrok.

— Cóż, od teraz jesteś moją narzeczoną — skomentował Callum z o wiele zbyt dużą nonszalancją.

Callum Vane, jej szef, był teraz jej narzeczonym. Udawanym narzeczonym, owszem. Ale mimo wszystko narzeczonym.

W co ja się, do diabła, wpakowałam?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki