*Raine*
Przyłapuję się na tym, że nieustannie zerkam na obrażenia Reida. Sposób, w jaki blizny zdają się piąć po jego szyi i policzku, niczym cierniowa winorośl róży pełznąca po kratownicy. Skręcają się i zapadają; niektóre miejsca są lśniące, inne matowe i głębokie. Palce mnie świerzbią, by ich dotknąć, by prześledzić te nitki, które zadały mu tyle bólu, tańcząc po boku jego głowy i wypalając poł






