– Nie! – wykrztuszam, z sercem w gardle, gapiąc się z otępieniem w czarną przestrzeń, która pochłonęła moją mamę i uzdrowiciela. Popiskuję cicho i ostrożnie wychodzę przez drzwi na wąską ścieżkę, zamykając za sobą bramy do piekła.
Są dwie drogi w dół do nich: skok przez krawędź, tak jak oni, albo nadzieja, że podążanie tą ścieżką pozwoli mi znaleźć łatwiejsze zejście. Huk szalejącego ognia po moje






