*Kravos*
Snop ognia przelatuje nad moją głową, gdy padam na brzuch; żar jest tak silny, że czuję się, jakbym stał zbyt blisko ogniska. Przetaczam się w lewo i wstaję na kolana, kuląc się przy masywnej, zwietrzałej skale, za którą kryje się Vance. Krew spływa mu spod łuku brwiowego nad prawym okiem, ale mimo to na jego twarzy widnieje uśmiech.
Nie jest to uśmiech radosny, lecz maniakalny, psychotyc






