languageJęzyk

Mój ból i jej radość

Autor: Avelon Thorne 3 kwi 2026

– Nie zrobiłaś niczego źle. Po prostu nie sądzę, żeby była dla nas jakaś przyszłość, to wszystko – odpowiedział James swobodnie, jakby to nie miało dla niego absolutnie żadnego znaczenia.

Byłam z nim od ponad sześciu lat, a on zrywał ze mną podczas niezobowiązującej rozmowy w publicznej restauracji, pośród przechodzących obok ludzi. To jakiś chory żart.

Chciałam wypłakać oczy, ale nie mogłam. Łzy nie napłynęły mi do oczu. Z powodu szoku byłam zbyt odrętwiała, by w ogóle płakać. W tamtej chwili błaganie go, by został, wydało mi się po prostu żałosne. Było jasne, że miał mnie w głębokim poważaniu i już mnie nie kochał. Nagle mężczyzna, którego kochałam, stał się dla mnie obcy. Siedzieliśmy tak blisko siebie, ale czułam, jakby był niesamowicie daleko i poza moim zasięgiem.

– Dziękuję ci za wszystko – powiedział miękko James, po czym wstał z miejsca.

Nawet nie podniosłam na niego wzroku, gdy wychodził. Mój wzrok skupił się na filiżance herbaty, stojącej na stole tuż obok mojej dłoni, ale tak naprawdę nie widziałam niczego. Jakby czas się zatrzymał. Dla mnie nic się nie poruszało i nic nie wydawało z siebie dźwięku. Dopiero gdy pojedyncza łza spadła na stół przede mną, uświadomiłam sobie, że zaczęłam płakać.

To było to. Wszystko między nami skończone.

Tamtej nocy wróciłam do domu sama, ze złamanym sercem i poczuciem pustki. Bywały chwile, kiedy byłam naprawdę wdzięczna, że wciąż mieszkam z matką; jednak w takich momentach jak ten, gdy pragnęłam zostać zupełnie sama na świecie, z przerażeniem myślałam o powrocie do niej. Zmartwiłaby się, widząc mnie w takim przygnębieniu. Potem zaczęłaby dopytywać, co się stało, lub wypróbowywać wszelkie znane sobie sposoby, by mnie rozweselić. Zazwyczaj to działało; jednak nie sądziłam, by tym razem poszło równie gładko. Nie chciałam stawiać jej czoła, bo nie chciałam jej rozczarować.

Moja matka szczerze lubiła Jamesa i uważała, że to dla mnie chłopak idealny. Znała go, odkąd zaczęliśmy się spotykać sześć lat temu, kiedy byłam na pierwszym roku, i dogadywali się wręcz wspaniale. Decyzja Jamesa o nagłym rzuceniu jej jedynej córki byłaby dla niej wstrząsem i wielkim zawodem.

Z tymi zmartwieniami dręczącymi mój umysł, byłam mile zaskoczona, gdy po powrocie do domu zobaczyłam matkę czekającą na mnie ze specjalną kolacją nakrytą na stole. Matka wychowywała mnie samotnie od czasu, gdy mój ojciec zmarł, gdy byłam jeszcze niemowlęciem. Nie miałam absolutnie żadnych wspomnień związanych z ojcem ani z tym, jaki był. Byłam zbyt mała, by cokolwiek pamiętać, więc dla mnie to zawsze byłyśmy tylko my dwie, wspólnie walczące, by przebrnąć przez życie. Moja matka była kwiaciarką, która w czasach mojego dorastania musiała brać trzy dodatkowe dorywcze prace, tylko po to, byśmy mogły związać koniec z końcem.

Wpatrywałam się przez stół w kobietę, która poświęciła swoje życie, by moje stało się lepsze. Moja miłość do niej była nieskończona, tak jak jej miłość do mnie. Zrobiłabym wszystko, by uczynić ją szczęśliwą. Moja matka miała dobre serce i była zbyt miła dla własnego dobra. Była moim najwierniejszym fanem i osobą, która najbardziej mnie wspierała, i nie mogłabym kochać jej mocniej.

– Z jakiej to specjalnej okazji? Wydawało mi się, że mówiłam, że wrócę późno. Nie powinnaś była na mnie czekać – powiedziała ze swojego miejsca naprzeciwko niej, po czym posłałam jej promienny uśmiech, by ukryć, jak żałośnie czułam się w środku.

Nawet jeśli mój świat się walił, nie mogłam pozwolić, by to dostrzegła. Jestem już dorosła i to ja powinnam ją wspierać. Musiałam być silna i niezależna, aby mogła się na mnie wesprzeć i w większym stopniu na mnie polegać.

– Witaj w domu. Wiem, że kazałaś mi nie czekać, ale... właściwie to mam ci do powiedzenia coś całkiem ważnego... – powiedziała matka z odrobiną wahania.

Przechyliłam z ciekawością głowę na bok, oczami zachęcając ją do kontynuowania.

– Wiesz… odnośnie tego mężczyzny, o którym ci mówiłam, z którym się spotykam… – zaczęła matka, po czym zamilkła.

Czy ona też z nim zerwała? Byłoby mi jej bardzo żal, zważywszy na to, jak bardzo wydawała się w nim zakochana. Około pół roku temu moja matka zaczęła spotykać się z mężczyzną, którego poznała przez przypadek. Podobno dziewczyna, która zajmowała się dostawami w jej kwiaciarni, zgłosiła chorobę i matka musiała dostarczyć duży bukiet kwiatów na życzenie klienta. Mężczyzna, będący pacjentem w szpitalu, do którego dostarczyła kwiaty, jakimś cudem stał się jej chłopakiem, gdy oboje zakochali się w sobie do szaleństwa. Oczywiście, nie znałam wszystkich szczegółów i nie interesowało mnie to za bardzo, dopóki moja matka była szczęśliwa, a on dawał jej to szczęście.

Ludzie mówią o „miłości od pierwszego wejrzenia” i to najprawdopodobniej wydarzyło się między tą dwójką. Zapewne spojrzeli sobie w oczy, między nimi zaiskrzyło i wybuchły fajerwerki.

– Kevin, prawda? Tak, wspominałaś o nim kilka razy… – mruknęłam, przygotowując się psychicznie, by ją pocieszyć.

Osobiście tylko słyszałam o tym jej chłopaku. Nigdy wcześniej go nie spotkałam i nie miałam pojęcia, kim tak naprawdę jest, poza opowieściami, którymi raczyła mnie matka.

– Cóż, widzisz… on… hmm… oświadczył mi się, a ja się zgodziłam – wyrzuciła z siebie w końcu matka.

Oświadczył się?

– Rozumiem… – wymamrotałam cicho, gdy informacja zaczęła do mnie docierać.

– Pobieramy się za dwa tygodnie… – wyznała matka, brzmiąc przy tym bardziej, jakby miała poczucie winy, niż jakby była wniebowzięta.

– Dlaczego wyglądasz na taką niepewną? Chcesz za niego wyjść, prawda? – zapytałam z szeroko otwartymi oczami.

– Cóż, tak… – przyznała z nieśmiałym uśmiechem.

– Gratulacje, mamo! Tak bardzo się cieszę twoim szczęściem! – zawołałam z entuzjazmem.

--Ciąg dalszy nastąpi…

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Mój ból i jej radość - Grzeszna obsesja: Mój miliarder przyrodni brat | StoriesNook