Droga do domu minęła jak we mgle, w komfortowej ciszy, przerywanej jedynie okazjonalnym, sennym ziewnięciem Felixa. Ciężar minionego dnia osiadł na nas pod postacią przyjemnego wyczerpania, które ciążyło w kończynach. Gdy wjechaliśmy na podjazd, Felix pomógł mi wysiąść z samochodu, a nasz śmiech poniósł się cichym echem w nocnej ciszy.
W środku rozrzucone były pozostałości po przygodach tego dnia






