Samochód mruczał cicho, gdy jechaliśmy przed siebie. Za oknami świat zlewał się w rozmazaną smugę zieleni i żółci, a chylące się ku zachodowi słońce kładło na asfalcie długie cienie. Wewnątrz jednak narastało innego rodzaju napięcie. Dłoń Felixa, ciepła i znajoma, była spleciona z moją, a jego kciuk odruchowo kreślił koła na wnętrzu mojej dłoni.
Ten cichy gest, zwykle będący źródłem ukojenia, tym






