Julian i ja wpadliśmy w pewien rytm. Było miło. Stało się to tak wygodne i bezpieczne, że czułam się jak w domu. To on był moim domem.
Z wyjątkiem chwili obecnej, bo właśnie się kłóciliśmy.
– Julianie, nie rozumiem, dlaczego tak martwisz się o moje zdrowie. Jestem w ciąży, a nie umierająca! – wykrzyknęłam.
Julian westchnął ciężko.
– Ginevro, nie próbuję sprawić, byś czuła się jak umierająca, ale m






