óciłem się, by odejść, a na sercu zrobiło mi się lżej. Mój krok nabrał sprężystości i nie mogłem powstrzymać chichotu, ryzykując, że wyjdę na głupka.
— To nie koniec, MattPOV Matta
Gapiłem się na Tulip przez sekundę, zanim dodałem:
— Nie mogę jej odrzucić. Przykro mi, więc muszę cię prosić, żebyś opuściła mój dom tak szybko, jak to możliwe.
Mówiąc to, odwr! — krzyknęła za mną Tulip. — Nie pozwolę






