– Pan Lawson przekazał, że może pani teraz odmówić powrotu, ale musi pani przejąć zarządzanie Angle Group, spółką zależną Lawson Group w Farlem, a tegoroczny zysk musi być o pięć procent wyższy niż w roku ubiegłym. Pan Lawson dodał również, że może pani odrzucić tę propozycję, jednak w takim wypadku Freeman Group może znaleźć się w niebezpieczeństwie.
Sheena zacisnęła zęby z frustracji.
Zanim Sebastian zmarł, obiecała, że zajmie się Freeman Group w jego zastępstwie. Za nic w świecie nie mogła pozwolić, by coś jej zagrażało.
Albert Lawson, ojciec Sheeny, najwyraźniej odkrył ten słaby punkt. Mimo to, zamiast wykorzystać to, by zmusić ją do powrotu do domu, nalegał, aby przejęła stery w Angle Group.
Co on właściwie planował?
– Dobrze! Zrobię to! – Sheena natychmiast podpisała kontrakt, przyjmując ekskluzywną, czarną kartę z kwotą czterech i pół miliarda dolarów.
Pokręciła głową, uśmiechając się cierpko, gdy wpatrywała się w kartę.
Zaledwie kilka minut temu była tak spłukana, że miała przy sobie ledwie dwa dolary, co nie wystarczyłoby nawet na opłacenie taksówki.
Czy z dnia na dzień właśnie stała się miliarderką?
Z powodu wcześniejszej umowy z Albertem jej konto bankowe zostało zamrożone, a ona sama musiała ukrywać swoją prawdziwą tożsamość. W przeciwnym razie potraktowano by to jako zerwanie warunków kontraktu.
Na co dzień jej materialistyczna teściowa i szwagierka nie znosiły jej z powodu skromnego pochodzenia i wolały zadawać się z ludźmi o wyższym statusie, nie zwracając na nią najmniejszej uwagi.
Z pewnością przeżyłyby szok, gdyby dowiedziały się, że tak naprawdę nazywa się Sheena Lawson, jest najmłodszą córką najbogatszej rodziny w kraju – rodziny Lawsonów – a do tego miliarderką.
Wciąż pamiętała czasy, zanim odzyskała pamięć. Życie jej najlepszej przyjaciółki było w niebezpieczeństwie i musiała na kolanach błagać swoją teściową, Faye Freeman, o pożyczkę.
Faye arogancko wyjęła platynową kartę, jednak zamiast jej wręczyć, obnosiła się z nią, szydząc z Sheeny: – Zgadnij, ile tu jest pieniędzy? Sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów! Przez całe swoje życie nie widziałaś tylu pieniędzy, prawda? Ale z drugiej strony, wolałabym wydać te pieniądze na psią karmę, niż pożyczyć ci choćby centa! Twoja biedna przyjaciółka jest warta mniej niż byle kundel!
Sheena zacisnęła dłoń w pięść, a w jej oczach błysnęła nuta kpiny. Bardzo by chciała mieć okazję, by utrzeć nosa tym dwóm aroganckim kobietom i dać upust swojemu gniewowi! Właśnie gdy o tym myślała, ktoś nagle chwycił ją od tyłu za nadgarstek.
Sheena odwróciła się i zobaczyła, że to nikt inny, tylko Faye chwyciła jej nadgarstek.
Faye wydawała się niezadowolona i pełna pogardy. Za nią stało kilka zamożnych pań, z których każda niosła torby z zakupami. Było oczywiste, że właśnie zakończyły swój zakupowy szał.
Sheena ze spokojem wsunęła ekskluzywną, czarną kartę do torebki i zapytała chłodno: – Słucham?
Faye była zaskoczona chłodnym nastawieniem Sheeny. W końcu do tej pory Sheena zawsze bywała wobec niej taka nieśmiała i potulna.
– Kto cię tu wypuścił? Skończyłaś swoje domowe obowiązki? Czy obiad jest już gotowy? Obedrę cię ze skóry, jeśli mój najdroższy Elijah będzie przez ciebie głodny! O mój Boże, spójrz, jak ty wyglądasz! Jesteś w rodzinie Freemanów od lat, a wciąż nie potrafisz się nawet odpowiednio ubrać! Przestań przynosić wstyd sobie i naszej rodzinie! Wynoś się!
Sheena była wściekła.
– Ja przynoszę wstyd rodzinie? Po tym, jak wżeniłam się w rodzinę Freemanów, zwolniłaś domową służbę i zmusiłaś mnie do rzucenia pracy. Zostałam posłuszną gospodynią domową i dbałam o Elijaha, ale ty nigdy nie byłaś zadowolona! Bez przerwy uprzykrzałaś mi życie, fałszywie oskarżając mnie o kradzież twojej biżuterii, i wykorzystałaś to jako pretekst, by wstrzymać udziały, które przekazał mi dziadek. Zmusiłaś mnie nawet do klęczenia w deszczu. Zapomniałaś już o tym wszystkim?
Zamożne panie stojące za Faye kląskały z dezaprobatą. Wiedziały, że Faye bywa surowa dla swojej synowej, ale nie spodziewały się, że może być aż tak bezduszna.
Zauważając, że wymiana zdań między obiema kobietami staje się coraz bardziej zażarta, panie oddaliły się, usprawiedliwiając się pośpiechem.
– Co to za brednie?
Faye kilkukrotnie próbowała przerwać Sheenie, ale ta nie dawała jej dojść do słowa.
Sheena odparowała: – Doskonale wiesz, o czym mówię. Skończyłam z tolerowaniem twoich bzdur. Jeśli jeszcze raz mnie sprowokujesz, upewnię się, że zapłacisz za to, co zrobiłaś w przeszłości. I to z nawiązką!






