Jennifer wróciła z izby przyjęć na zwykłą salę. Mimo pilnej interwencji lekarzy, jej stan nie uległ znaczącej poprawie.
Gdy wreszcie odzyskała przytomność, otworzyła lekko opuchnięte oczy i przez mgłę dostrzegła przed sobą wysoką postać w garniturze. Myśląc, że to Elijah, chwyciła dłoń tej osoby i wybuchnęła płaczem.
– Eli... chlip... tak się cieszę, że tu ze mną jesteś. Nie wiem, co bym bez ciebi






