W żartobliwym nastroju ujęłam jego twarz w dłonie i zmusiłam, by na mnie spojrzał. – Jak myślisz, kto jest ładniejszy? „Kolacja” Lyle'a czy ja?
– Ty – odpowiedział natychmiast z niewinnym uśmiechem na twarzy. Gdybym nie znała jego osobowości, mogłabym go wziąć za czystego, łatwo ekscytującego się prawiczka.
Szczerze mówiąc, moje serce zabiło mocniej na te słodkie słowa. Wiedziałam jednak również, że nie można ufać niczemu, co mówi mężczyzna, zwłaszcza gdy chce zaciągnąć cię do łóżka.
– Mówisz tak, jakbyś ty też z nią spał.
– Mówisz tak, jakbym nigdy wcześniej z nią nie spał.
Odjęło mi mowę. – Ale dlaczego?
Zamiast odpowiedzieć, dźwignął mnie z podłogi i zaniósł prosto na kanapę w salonie.
– Hej! – spanikowałam, walcząc, by mocno zewrzeć nogi i mu się wyrwać.
Jakby spodziewając się mojej reakcji, nie tracił czasu, wciskając się między moje nogi i zaplatając je wokół swojej talii.
Gdyby Lyle zobaczył nas w tak kompromitującej sytuacji, mógłby po prostu eksplodować z wściekłości.
Ta myśl bardzo poprawiła mi nastrój.
Christopher zaczął rozpinać moją koszulę. – Wiem, że o mnie myślałaś. Kichałem przez cały dzień.
– Musiałeś się przeziębić – odgryzłam się, próbując odciągnąć jego dłonie.
Wykorzystując moją chwilową dekoncentrację, zrezygnował z prób zdjęcia mojej koszuli i od razu wsunął pod nią dłonie.
– Kłamczucha.
Nie mogłam temu zaprzeczyć.
Uznał moje milczenie za twierdzącą odpowiedź, zachichotał i przycisnął swoje ciepłe wargi do moich. Uwięziona pod dużym ciężarem jego ciała połączonym z jego gwałtownymi pocałunkami, ledwo mogłam oddychać.
– P-poczekaj... – wydukałam między pocałunkami. – Jestem głodna... Chcę najpierw zjeść kolację...
– Dopilnuję, żeby cię porządnie wypełnić.
– Mówię poważnie.
– Ja też jestem głodny, małe cielątko – odpowiedział ze szczerym wyrazem twarzy. – Pozwól mi z ciebie pić, dobrze?
Małe cielątko?
Poddałam się i leżałam bez ruchu, pozwalając mu robić ze mną, co tylko chciał.
Wyraźnie zadowolony z mojej reakcji, uśmiechnął się do mnie słodko.
Kiedy skończył, zepchnęłam go z siebie, by wstać i ugotować kolację. Jakby wiedząc, że zrobię karmelizowaną wieprzowinę, wtulił twarz w moją szyję. – Chcę karmelizowanej wieprzowiny.
Skoro ja byłam „małym cielątkiem”, to on musiał być rozpuszczonym zamkowym kotem.
Obserwował, jak krzątam się po kuchni, po czym natychmiast do mnie podszedł i objął mnie od tyłu, gdy tylko zatrzymałam się w jednym miejscu.
– Użyjesz cukru? – zapytał, opierając podbródek na czubku mojej głowy.
– Tak. Dlaczego?
Gotowałam karmelizowaną wieprzowinę; to oczywiste, że zamierzałam użyć cukru. Odpowiedział od niechcenia: – Nic. Po prostu nie lubię jeść słodkich rzeczy.
– To dlaczego chcesz karmelizowaną wieprzowinę?
– Z chęcią zjem wszystko, co ugotujesz. – Wzruszył ramionami.
Słysząc to, moja początkowa irytacja przerodziła się w rozbawienie i zachichotałam. Mając na uwadze jego preferencje, postarałam się dodać tak mało cukru, jak to tylko możliwe, podczas gotowania karmelizowanej wieprzowiny.
Jednakże wieprzowina okazała się smakować gorzej, niż to sobie wyobrażałam, i nie mogłam zmusić się do zjedzenia więcej niż jednej porcji. Tymczasem Christopher ze smakiem pałaszował jedzenie.
Przez ułamek sekundy zastanawiałam się, czy z jego kubkami smakowymi jest wszystko w porządku.
– Myślę, że i tak wolę smak mojego małego cielątka – powiedział, gdy tylko wytarł usta po kolacji.
Przewróciłam oczami.
– Dlaczego nie jadłaś? Myślałem, że mówiłaś, że jesteś głodna.
– Byłam zbyt zajęta podziwianiem twojej ładnej twarzy – wymyśliłam wymówkę, wymuszając cierpki uśmiech.
Roześmiał się na to. – Mała kokietka.
Instynktownie cofnęłam się, gdy pochylił się i spróbował mnie pocałować, ale nie zorientowałam się, że jedna z jego dłoni podtrzymywała już tył mojej głowy, pozwalając mu pogłębić pocałunek.
Jego zwinny język, na którym wciąż utrzymywał się smak karmelizowanej wieprzowiny, naparł na moje wargi i wślizgnął się do moich ust.






