Z perspektywy trzeciej osoby
Księżyc wisiał nisko nad północnymi lasami, spowity cienkim welonem chmur. Drzewa rosnące wzdłuż drogi kołysały się niespokojnie, a ich gałęzie szeptem dzieliły się sekretami w języku zrozumiałym tylko dla wilków. Wewnątrz czarnego SUV-a, pędzącego żwirową drogą, między dwoma mężczyznami na przednich siedzeniach ciągnęła się napięta cisza.
Theo Hale ściskał kierownicę






