Kiedy wzrok Luny Zary padł na Riley, zamarła w bezruchu.
Jej oczy, utkwione w sylwetce córki, najpierw zamigotały rozpoznaniem, potem zagubieniem i przelotnym zamgleniem, by ostatecznie nabrać ostrej, uderzającej przejrzystości. Po zniszczonych czasem policzkach popłynęły łzy, choć jej usta wygięły się w drżącym uśmiechu.
Wyciągnęła drżącą dłoń.
"Riley... moja maleńka Riley, w końcu przyszłaś się






