Z perspektywy trzeciej osoby
Dłoń Riley drżała, gdy uniosła chude palce, kruche i zimne, ocierając łzy Carmen ostatkiem sił, jakie pozostały w jej ciele. Jej głos był ochrypły, słaby niczym dym na wietrze.
– Nie... płacz.
Im bardziej próbowała ich uspokoić, tym bardziej nieznośny stawał się żal w pokoju.
Carmen, wtulona w krawędź szpitalnego łóżka, nie mogła już nad sobą zapanować. Szloch wstrząsa






