Rozdział 5
Rhea
Wbijam wzrok w jego stopy, ale to nie powstrzymuje mnie przed poczuciem, jak jego oczy wypalają we mnie dziury. Moje ciało drży, a serce bije dziko w piersi. Boję się poruszyć, boję się odezwać, boję się zrobić cokolwiek. Nie mogę nawet oddychać. Powietrze mnie dusi, gęste od jego zapachu. Czuję się, jakbym tonęła, zanurzając się coraz głębiej i głębiej w ciemność.
Mija chwila, a on wciąż nic nie mówi.
Na całe szczęście.
Stawiam tacę na stole przed nim. Alfa Elias stoi w pobliżu okna, podziwiając widok na zewnątrz i obserwując trenujących wojowników.
Kiedy się odwraca, szybko się prostuję i patrzę na niego. – Czy mogłabyś też powiedzieć Ethel, żeby poczyniła niezbędne przygotowania na pobyt Arona?
Moje ciało sztywnieje i próbuję powstrzymać westchnienie, które aż rwie się, by uciec z mojego gardła.
On tu zostaje. Dlaczego? Boże, dlaczego?
– Och, to nie będzie konieczne. Już wszystko załatwiłem. Nie musisz się o nic więcej martwić. – Kiedy się odzywa, jego głos jest opanowany i spokojny. Jego wzrok wciąż spoczywa na mnie, ale ja nawet nie chcę na niego patrzeć.
– Czy potrzebuje pan czegoś jeszcze? – pytam Alfę Eliasa.
– Czy moglibyśmy przynajmniej przygotować pokoje dla twoich ludzi? – Patrzy na Arona i zadaje mu pytanie. – Nie chcę, żeby tłoczyli się w ciasnej przestrzeni, której wojownicy używają jako kwater wypoczynkowych, tak jak to robili przez całą noc. Zajmie to tylko kilka godzin i będziemy mogli ich tu zakwaterować.
– Tak.
– Więc wszystko ustalone – przytakuje Alfa Elias. – Będziemy zaszczyceni, mogąc gościć cię w tym stadzie jako gościa, tak długo, jak zechcesz, a twoi ludzie są tu mile widziani.
– Mój pobyt będzie tylko krótki – mówi Aron z cieniem uśmiechu na twarzy. – Mam tu do załatwienia coś bardzo ważnego. Kiedy to zrobię, znikniemy.
Kiwając głową, Alfa Elias zaciska szczękę. Wydaje się zadowolony z tego układu. Nie potrafię pojąć, dlaczego nie chce, aby ten mężczyzna i jego świta wyjechali, ale chyba nigdy nie zrozumiem, co dzieje się w umyśle mojego Alfy.
Ochrząkuje i patrzy na mnie. – Poinformuj Ethel o konieczności poczynienia przygotowań i to będzie na tyle.
– Tak jest, Alfo. – Natychmiast wychodzę z pokoju, starając się stawiać jak najszybsze kroki. Moje nogi nie potrafią wynieść mnie stamtąd wystarczająco szybko.
Schodząc po schodach do kuchni, próbuję powstrzymać się od drżenia lub robienia czegokolwiek, co mogłoby zostać odebrane jako brak dobrych manier.
– Co się stało? – Ethel podchodzi do mnie, gdy tylko przekraczam próg. – Co się stało?
Moja klatka piersiowa unosi się i opada. Część mnie w ogóle nie chce jej o tym mówić, ale inna część podpowiada mi, że powinnam. Jeśli istnieje jakakolwiek szansa, że zatrzyma się w siedzibie stada, służba domowa powinna przynajmniej znać jego plan dnia i plan jego ludzi.
– Alfa – odchrząkuję. – Ze Stada Krwawego Pazura zostaje tutaj... na jakiś czas. Alfa Elias prosił, abym cię poinformowała, żebyś mogła poczynić przygotowania na jego pobyt, a także na pobyt towarzyszących mu ludzi.
Ethel wygląda na nieco zaskoczoną, ale nic do mnie nie mówi. Po prostu kiwa głową.
– Dobrze.
– Spotkałaś tych facetów? – odzywa się nagle jakiś głos i dostrzegam, że to jedna z kucharek. Rachel. – Tego gorącego Alfę i jego ludzi? Proszę, powiedz, że tak. Było wspaniale?
– Zamknij się – warczy Ethel. – Tak się nie mówi o nikim, a zwłaszcza o gościach twojego Alfy. Okaż trochę szacunku, Rachel.
– Dobra, dobra. – Rachel wydaje z siebie krótki śmiech, po czym przenosi wzrok z powrotem na mnie. – Więc jak, było wspaniale?
– Rachel – ostrzega Ethel.
– Po prostu chcę wiedzieć – wzrusza ramionami, po czym znów na mnie patrzy. – Biegasz teraz na posyłki dla gości, więc musiałaś ich widzieć. Daj mi chociaż małą wskazówkę. Jacy oni są?
Spuszczam głowę i odpowiadam jej, bo jeśli tego nie zrobię, będzie za mną chodzić, dopóki nie powiem jej tego, co chce wiedzieć. – Nie widziałam żadnego z wilków Stada Krwawego Pazura z wyjątkiem ich Alfy.
– I?
– I... to wszystko. – Nie mówię nic więcej, nie chcę. Nie chcę nawet o nim myśleć. Przeraża mnie to. On mnie przeraża.
Ethel podchodzi do mnie i kładzie mi dłoń na ramieniu. – Jest trochę pracy do wykonania na zewnątrz, w pobliżu terenów treningowych. Nie ma tam dziś wielu wojowników, zwłaszcza po wczorajszej uroczystości. Możesz więc tam iść. Będzie tam też Tony. – Odwraca wzrok ode mnie w stronę drugiej dziewczyny. – A ty, Rachel, dlaczego nie zaczniesz przygotowywać lunchu, zamiast stać i czekać na plotki? Teraz, gdy liczba gości się podwoiła, jest mnóstwo do zrobienia.
– Tak jest, proszę pani.
Rachel bierze tacę z posiekanymi warzywami i odchodzi od nas, a Ethel znów poświęca mi całą swoją uwagę. – Czy Alfa mówił, jak długo goście tu zostaną? – pyta mnie, jakbym odbyła z nim na górze całą pogawędkę.
– Nie – kręcę głową. – Ale myślę, że tylko na kilka dni. Wątpię, by zostali dłużej.
Ethel stresuje się faktem, że jest teraz tyle rzeczy do zrobienia. Należy dbać o gości, zwłaszcza o Alfów z innych, silniejszych stad. Udany pobyt może doprowadzić do głębokiej więzi między stadami i przyjaźni między przywódcami, co może przynieść stadu korzyści. Ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Następnie Ethel odsyła mnie z kuchni, przydzielając mi zadanie udania się na tereny treningowe i pomocy Tony'emu we wszystkim, co trzeba tam zrobić. W ogóle nie przeszkadza mi praca na zewnątrz. Oglądanie wojowników trenujących na polach fascynuje mnie.
Ale dzisiaj czuję się dziwnie, jestem podenerwowana. To obecność Alfy i dobrze o tym wiem. Jest na trzecim piętrze, ale wciąż go czuję, wyczuwam jego zapach, a chociaż jest tak daleko, wkrada się pod moją skórę.
Tak bardzo, że doprowadza mnie to do szału.
Dlaczego? To jedno pytanie wciąż dźwięczy mi w głowie. Nie chce przestać.
Otrząsam się z tych wszystkich uczuć, wychodząc na zewnątrz siedziby stada. Tony jest już w pracy, zgrabia liście i podnosi rzeczy z ziemi. Wojownicy wychodzą na place treningowe każdego ranka i wieczoru. Znajdują się tam tarcze, długi pas trawy do walk i drewniany sprzęt do doskonalenia treningu.
Dzisiaj nie ma ich wielu. Jest tylko kilku wojowników Delta i Gamma, z których większość rozpoznaję.
Pracuję cicho i pilnie, nosząc swój kosz po zielonej trawie, zbierając bezpańskie liście, podnosząc połamaną broń i naprawiając wszystko, co wydaje się zepsute, a ja robię to wszystko.
Tony dołącza do mnie, pomagając mi i dotrzymując mi towarzystwa. Jednak wciąż czuję się nieswojo, nerwowo. W brzuchu czuję lęk, strach, który z każdą sekundą staje się coraz większy i większy.
I jedyne, czego pragnę, to się go pozbyć.
– Wyszłaś wczoraj wcześnie? – Tony unosi brwi.
– Tak – mamroczę.
– Dlaczego poszłaś do domu?
Wypuszczam ciężkie westchnienie, nie mogąc mu odpowiedzieć. Nie chcę mówić prawdy. Powód jest tylko mój i nie potrafię mu go wytłumaczyć tak, by to zrozumiał. – Po prostu poczułam się zmęczona i Ethel pozwoliła mi wyjść.
– Cóż, czy teraz już wszystko w porządku?
– Tak, już lepiej.
Próbuję robić to, co mi polecono i nie zwracać uwagi na swoje myśli, staram się odnaleźć spokój w kontynuowaniu mojej pracy, zmuszam się do robienia rzeczy, które mogą powstrzymać wspomnienia z wczorajszej nocy przed wtargnięciem do mojego umysłu.
Zbieram wszystko, co jest używane podczas ćwiczeń. Odkładam każdy przedmiot na miejsce, żeby kiedy rozpocznie się kolejna sesja, wszystko było gotowe.
– Ty – mówi ktoś za mną, gdy podnoszę topór, który leży obok moich stóp. – Odrzutku.
Szybko się prostuję i odwracam, by zobaczyć, kto mnie woła. – Ee... słucham?
To Ezra. Wojownik Gamma.
Główny wojownik Gamma stada i człowiek o wysokiej pozycji w stadzie ze względu na swoje specjalne umiejętności. Niektóre z tych umiejętności obejmują łowiectwo, łucznictwo... i rzucanie toporem. Zabił grupę samotników, którzy w zeszłym miesiącu weszli na terytorium stada, wspólnie z przywódcą wojowników Delta, który teraz stoi za nim.
Mierzą mnie z góry wzrokiem.
– Podnieś to i chodź z nami na strzelnicę. Potrzebujemy celu.






