languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Vivienne Blackwood29 kwi 2026

Z perspektywy Kellana

Oczekiwanie na spotkanie z nią prawie zżera mnie od środka. Nie widziałem jej od 7 miesięcy, siedmiu długich, cholernych miesięcy! Nie mogę uwierzyć, jak bardzo za nią tęsknię, a przecież jeszcze nie czuję pełnej więzi przeznaczonych. Wyjechałem, zanim skończyłem 18 lat.

I choć tak bardzo za nią tęsknię i już ją kocham, nie potrafię sobie wyobrazić, że mógłbym bardziej. Ale wiem, że tak będzie, i nie mogę przestać się zastanawiać, o ile silniejsze będzie to uczucie w chwili, gdy ją zobaczę, w chwili, gdy poczuję pełny efekt więzi.

Widzę, jak posiadłość zbliża się coraz bardziej i resztką sił powstrzymuję się, żeby nie wyskoczyć z jadącego samochodu i nie pobiec w tamtą stronę.

Czuję, że nie mogę oddychać w momencie, gdy widzę ją wybiegającą przed dom. Jej piękne, długie, czarne, sięgające talii włosy powiewają na wietrze, gdy biegnie pędem w dół podjazdu. Widzę to na jej twarzy, widzę, jak desperacko chce mnie zobaczyć.

Mój ojciec z piskiem opon hamuje, gdy ja zaczynam otwierać drzwi i wyskakuję z auta, zanim koła całkowicie się zatrzymają.

Och, Bogini... czuję to... czuję to!

Czuję łzy spływające po mojej twarzy, gdy biegnę do niej. Widzę łzy spływające po jej twarzy, gdy odbija się od ziemi i wskakuje w moje ramiona.

Jej ciało z pełną siłą uderza w moje, a ja obejmuję ją ramionami i potykam się w tył. Nasze twarze natychmiast wtulają się w szyję drugiego, a ja pozwalam sobie opaść na ziemię, płacząc i biorąc głębokie oddechy najbardziej odurzającego zapachu, jaki kiedykolwiek czułem w całym swoim życiu.

Och, Bogini, ona tak wspaniale pachnie! To najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek czułem w całym moim życiu!

Moje ciało płonie, gdy czuję mrowienie i małe elektryczne impulsy wszędzie tam, gdzie nasze ciała się stykają. Uczucie to jest przytłaczające, moje serce czuje się tak przepełnione miłością, jakby miało eksplodować.

"Kocham cię, tak bardzo cię kocham, Delaney!" Wyciskam z siebie zduszonym głosem.

"Ja ciebie też kocham, tak bardzo cię kocham, Kelly!"

Mówi, a ja zaczynam się śmiać, odrzucając głowę do tyłu.

Na Boginię, w każdej innej sytuacji skarciłbym ją za to, że mnie tak nazwała. Robiłem to już tak wiele razy. Zawsze się zawstydzam i mówię jej, że to dziewczyńskie imię i nie może mnie tak nazywać.

Chwytam jej twarz i odsuwam się, aby móc spojrzeć w jej piękne, anielskie oblicze. Jest naprawdę najpiękniejszą rzeczą, jaką w życiu widziałem. Jej nieskazitelna, gładka, jasna skóra i te piękne, różowe, pełne usta.

Całowaliśmy się tylko dwa razy, dwa prawdziwe pocałunki, oba tuż przed moim wyjazdem.

I właśnie o tych dwóch pocałunkach myślałem przez prawie każdą chwilę, gdy mnie nie było. Coś, czego nie mogłem się doczekać, żeby tu wrócić i zrobić to znowu, pomyślałem, powoli pochylając się do przodu.

Poczułem jej piękne, miękkie usta, gdy musnęły moje. Przycisnąłem moje usta mocniej do jej warg, czując, jak niesamowite mrowienie tańczy na moich ustach.

Moje serce waliło w piersi, jakby miało eksplodować.

Moja dłoń delikatnie muskała bok jej twarzy, a niesamowite mrowienie tańczyło pod moimi palcami, pod wszystkim, co jej dotykało.

Otworzyłem usta, przejechałem językiem po jej dolnej wardze, a ona otworzyła usta, dając mi dostęp. Powoli wsunąłem język do jej ust, czując, jak mój język dotyka jej języka.

Smakowałem ją, gdy mój język powoli poruszał się z jej językiem. Moją drugą dłoń przeniosłem na tył jej głowy, wplatając palce w jej włosy.

Jej dłonie zacisnęły się z tyłu mojej koszuli, gdy trzymała mnie mocno.

Cały świat wokół nas znika i jest tylko ona, nie czuję niczego, nie wącham niczego, nie odczuwam niczego poza nią, gdy całuję moją piękną przeznaczoną, miłość mojego życia.

Wszystko, co do niej czuję, to o wiele więcej, więcej, niż kiedykolwiek uważałem za możliwe. Jest moim powietrzem i bez niej bym umarł. W tym momencie wiem, że już nigdy więcej nie mogę się z nią rozstać.

"Wiem, że za sobą tęskniliście i w ogóle, ale czy mielibyście coś przeciwko przeniesieniu tego do posiadłości? Naprawdę nie sądzę, żebyście powinni uprawiać seks po raz pierwszy tuż przed posiadłością."

Mówi mój ojciec, a Delaney szybko odskakuje. Jej twarz jest czerwona aż po same czubki uszu. Chichoczę, gdy chowa twarz w mojej piersi, ukrywając ją przed moim ojcem.

"Chyba właśnie znalazłem moją nową ulubioną rzecz" szepnąłem jej do ucha. "Twój rumieniec, wyglądasz tak uroczo, kiedy się rumienisz."

Szepnąłem, a ona uderzyła mnie w pierś, po czym spojrzała na mnie morderczym wzrokiem. Zaśmiałem się, biorąc ją na ręce, podczas gdy wstałem, co sprawiło, że pisnęła i oplotła mnie nogami. Szybko pocałowałem ją w usta, a potem zakręciłem nią, krzycząc:

"Na Boginię, tak bardzo za tobą tęskniłem!"

....

Siedzę tu z moją piękną przeznaczoną w ramionach naprzeciwko mojego brata Vaughna, Alfy naszej watahy. Mój ojciec i tata siedzą po mojej lewej stronie, a beta Gideon i jego przeznaczony Holden, który jest również głównym wojownikiem, siedzą po mojej prawej.

"Przejrzałeś już wszystko, co wysłałem ci w zeszłym tygodniu?" – zapytał Vaughn.

"Tak, przejrzałem. A więc skończyli już całkowicie budowę nowej posiadłości?" zapytałem.

"Tak, nowa posiadłość została całkowicie odbudowana, a większość domów również musiała zostać zburzona i wzniesiona od nowa.

Brock doprowadził to miejsce do ruiny, to była taka rudera!

Wszystkie zgniłe jabłka zniknęły, ale wielu członków wciąż leczy się psychicznie. Przez niego ci biedni ludzie bali się nawet wychodzić z domu. Wyrywał im ich dzieci Omegi w wieku 10 lat i wrzucał do tego cholernego, jednopokojowego budynku!

Większość Omeg połączyła się ze swoimi rodzinami z wyjątkiem czterech z nich, no, technicznie pięciu, jeśli wliczyć Micaha."

Powiedział Vaughn, patrząc na Gideona i Holdena. Micah to ich drugi przeznaczony, który został uratowany z watahy Brocka.

"A tak przy okazji, gdzie on jest?"

Zapytałem, zdając sobie sprawę, że go tu nie ma.

"Och, wybacz, nie mógł tu być, musiał pomóc rodzicom. Ich szklarnia uległa zniszczeniu podczas burzy w zeszłym tygodniu i próbują naprawić ją jak najszybciej. Ale będzie tu dziś wieczorem na twoim przyjęciu powitalnym." Powiedział Gideon.

"Dobra, wracając do tego, co mówiłem."

Powiedział Vaughn.

"Jedna z Omeg okazała się być przeznaczoną jednego z naszych wojowników, dwie z nich były przeznaczone wojownikom Lincolna, a ostatnia była przeznaczona jednemu z wojowników Becketta.

Reszta wróciła do swoich rodzin.

To miejsce wygląda zupełnie inaczej, powinieneś to zobaczyć, Kellan. Nie poznałbyś go. Założyli ogrody, odbudowali miasto i wszystkie małe sklepy.

Ludzie nie boją się już wychodzić na zewnątrz, można zobaczyć, jak spacerują uśmiechnięci, podczas gdy szczenięta się bawią. Myślę, że będziesz naprawdę zadowolony z tego, co osiągnęli tam Desmond i Camilla. Poradzili sobie naprawdę świetnie, ale aż palą się do tego, by wrócić do domu."

Powiedział ze śmiechem.

"Mimo że wykonali tak dobrą robotę, nie chcą zatrzymać tytułu.

Poza tym technicznie nie mogą, ponieważ nie mają krwi Alfy, a co za tym idzie, nie mogą mieć więzi z całą watahą, tak jak Alfa i Luna."

"Cóż, muszę przyznać, że jestem naprawdę podekscytowany. Nie mogę się doczekać, żeby tam pojechać i zobaczyć, co zrobili.

Czy piętro dla Alfy jest gotowe?"

Zapytałem, próbując sobie przypomnieć, czy widziałem to w raporcie.

"Tak, jest gotowe, w pełni umeblowane i czeka, aż się wprowadzisz.

Desmond i Camilla już spakowali wszystkie swoje rzeczy i czekają tylko na ciebie.

Ale nie mówię tego, bo chcę, żebyście się spieszyli. Nie oczekuję od was, że od razu rzucicie się w wir wydarzeń i pobiegniecie na górę, żeby dokończyć proces parowania, tylko po to, żeby przejąć watahę.

Róbcie to w swoim własnym tempie, a kiedy będziecie gotowi, stanowisko będzie na was czekać."

Powiedział Vaughn.

"Dziękuję, naprawdę się cieszę, że to powiedziałeś."

Powiedziałem, ściskając Delaney. Wiedziałem o tym już wcześniej, ale dobrze, że mogła to usłyszeć z czyichś ust. Nie chcę, żeby pomyślała, że oczekuję, iż połączy się ze mną od razu, tylko po to, żebym mógł zostać alfą. Chociaż nie miałbym nic przeciwko...

Pomyślałem, wciskając nos za jej ucho i biorąc głęboki wdech jej zapachu. Czuję, jak drży, gdy mój oddech owiewa jej szyję, i się uśmiecham.

"Dobra, wynoście się stąd! Wiem, że macie sporo do nadrobienia."

Mówi mój brat, uśmiechając się do mnie pod nosem.

Uśmiecham się, wstając i odwracając ją tak, by była zwrócona twarzą do mnie. Pisnęła z powodu nagłego ruchu, a jej nogi oplotły mnie w pasie.

Warczę żartobliwie, wtulając twarz w jej szyję, sprawiając, że się śmieje, gdy wychodzę z biura mojego brata, niosąc ją na rękach. Słyszę śmiech wszystkich, gdy drzwi się zamykają.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 - Odzyskać swoich dwóch alf | StoriesNook