Punkt widzenia Becketta
(Trzy dni przed powrotem Kellana,
Dzień urodzin Kendry)
Zaparkowałem samochód, wziąłem głęboki oddech, po czym powoli wypuściłem powietrze.
Sięgam obok i zabieram jej prezent urodzinowy oraz kwiaty. Wysiadam z auta i ponownie gładzę koszulę dłonią, by upewnić się, że nie jest wygnieciona. Wsuwam malutkie pudełko do kieszeni spodni, po czym zerkam na swoje odbicie w szybie, starając się upewnić, że moje włosy nie są w nieładzie. Bogini, dlaczego jestem tak zdenerwowany!
Moje nerwy są napięte, serce łomocze mi w piersi, dłonie mi się trzęsą, a dłonie są spocone. Wycieram dłonie o spodnie, przekładając kwiaty z rąk do rąk.
Potrząsam głową, biorę kolejny głęboki oddech i powoli wypuszczam powietrze, po czym ruszam w kierunku bocznej części posiadłości, gdzie wszyscy zgromadzili się na jej urodziny.
Robię kilka kroków od samochodu i wchodzę na trawę, ale zatrzymuję się, gdy widzę ją siedzącą na kłodzie drewna niedaleko ogniska. Z tej odległości wygląda na smutną, a ja nie mogę powstrzymać się od zastanawiania się dlaczego. Z jakiegoś powodu wpada mi do głowy głupia myśl, że może teraz, gdy czuje pełną siłę więzi przeznaczenia, nie będzie mnie chciała.
Może wspomnienie tego wszystkiego, co mój tak zwany ojciec i brat zrobili jej tacie, jest czymś, z czym nie potrafi się uporać. Może uświadamia sobie, że z tego powodu nie może mnie zaakceptować.
Czuję, jak bicie mojego serca przyspiesza, czuję jak tłucze się o moje żebra, a oczy zaczynają mnie piec od łez zbierających się na samą myśl o tym, że mogłaby mnie odrzucić.
Jej ciało zastyga, a jej głowa unosi się w górę; zaczyna chłonąć zapachy z powietrza.
Powoli odwraca głowę w moją stronę i siedzi w bezruchu, wpatrując się we mnie. O Bogini, proszę, nie rób mi tego. Nie byłbym w stanie z tym żyć.
Ale po kilku sekundach obserwuję, jak uśmiech rozjaśnia jej twarz i powoli wstaje z miejsca. Zaczyna powoli iść w moim kierunku, po czym rusza biegiem z pełną prędkością.
Czuję drżenie warg, gdy patrzę na moją piękną przeznaczoną pędzącą w moją stronę. O Bogini, ona mnie chce! Nie zamierza mnie odrzucić!
Czuję łzy spływające po twarzy, a ona jest coraz bliżej. Widzę łzy spływające po jej policzkach, kiedy znajduje się jeszcze bliżej, otwieram ramiona, a ona z pełnym impetem w nie wskakuje.
Jej ciało zderza się z moim, przez co zataczam się w tył i upuszczam kwiaty.
Jej nogi i ramiona momentalnie oplatują się wokół mnie, a ona wtula twarz w moją szyję. Moje ramiona ciasno ją obejmują, trzymam się jej, jakby od tego zależało moje życie.
"O Bogini, tak pięknie pachniesz!" szepcze.
Powoli się odsuwa i patrzy na mnie, uśmiechając się. Podnoszę dłoń i delikatnie wycieram łzy.
"Mój przeznaczony!"
Mówi z najszerszym uśmiechem na twarzy.
"Tak, skarbie, twój przeznaczony!"
Mówię, a mój głos się łamie, gdy coraz więcej łez spływa mi po twarzy.
Szybko pochyla się i wpija się swoimi ustami w moje.
Oddech zamiera mi w gardle, a serce się zatrzymuje, w momencie gdy jej usta dotykają moich po raz pierwszy.
Mrowienie momentalnie zatańczyło na moich ustach pod jej wargami. Jej miękkie, pełne wargi na moich to coś wspanialszego, niż kiedykolwiek mogłem to sobie wyobrazić.
Powoli odrywa się od pocałunku, po czym opiera swoje czoło na moim.
"Czekałem na ciebie tak długo, i to nie tylko od dnia, w którym po raz pierwszy cię zobaczyłem, ale od dnia, w którym skończyłem 18 lat.
Szukałem cię przez całe lata. Zrezygnowałem, gdy skończyłem 30 lat. Myślałem, że moim przeznaczeniem jest samotne życie. Myślałem, że to klątwa za to, co zrobiła moja rodzina. Ale potem cię zobaczyłem tego dnia... Jednak byłem przerażony, że mnie nie zaakceptujesz przez to, co wyrządził mój ojciec.
Dziękuję, dziękuję ci, że nie rozliczasz mnie z ich grzechów. Dziękuję za to, że mnie zaakceptowałaś!"
Powiedziałem łamiącym się głosem, podczas gdy po mojej twarzy płynęło więcej łez.
"Jesteś dobrym człowiekiem, Beckett, w niczym nie przypominasz swojego ojca ani brata. I tak, tak, akceptuję cię... Akceptuję cię z całego serca!"
Mówi, uśmiechając się do mnie i ocierając łzy z mojej twarzy.
"Tak bardzo cię kocham, Kenzi!"
Powiedziałem, po czym wcisnąłem pocałunek w jej usta. Nie oczekuję, że odwzajemni te słowa, po prostu chciałem, żeby to usłyszała; musiałem nareszcie wypowiedzieć to na głos.
Gdy oderwaliśmy się od pocałunku, znów oparła czoło na moim. Delikatnie położyła dłoń na mojej twarzy, powoli przesuwając kciukiem.
"Ja też cię kocham, Beckett! Wiedziałam o tym już od jakiegoś czasu, ale dzisiejszy dzień definitywnie to potwierdził. Wszystko wydaje się teraz o wiele silniejsze, moje serce bije dla ciebie o wiele mocniej."
Powiedziała, odsuwając się i patrząc na mnie.
Nie mogłem uwierzyć własnym uszom, czy ona naprawdę powiedziała, że mnie kocha?
Marzyłem o dniu, w którym odnajdę moją przeznaczoną i usłyszę, jak mówi, że mnie kocha. O dniu, w którym ktoś w końcu by mnie pokochał, bo moja rodzina nigdy nie potrafiła tego zrobić. Moja rodzina nie należała do tych, które dawały miłość; nie sądzę, by w ogóle wiedzieli, czym jest miłość, a co dopiero, jak ją dawać.
"Powiedz to jeszcze raz."
Powiedziałem drżącym głosem.
Ujęła moją twarz w obie dłonie,
"Kocham cię, Beckett, i nigdy więcej nie chcę być z dala od ciebie!"
Powiedziała, a ja ponownie poczułem łzy spływające po policzkach.
"Poczekaj chwilę, chcesz przez to powiedzieć... chcesz powiedzieć, że zamierzasz pojechać ze mną do domu, zamieszkać ze mną?"
Zapytałem, mając nadzieję, że to właśnie miała na myśli, ale wiedząc, że zapewne tak nie jest. Wiem, że prawdopodobnie to na to jeszcze za wcześnie.
"Tak! Dokładnie to mam na myśli, głuptasie."
Powiedziała z uśmiechem. Przyciągnąłem ją do siebie, wtulając twarz w jej szyję w mocnym uścisku, i okręciłem się z nią wokół własnej osi.
"O Bogini, wprost nie mogę w to uwierzyć!"
Krzyknąłem głośno, wirując z nią, co wywołało u niej chichot.
"Uwierz w to, głupiutki Alfo, jestem cała twoja i możesz zabrać mnie do domu."
Powiedziała, muskając moje usta.
"Och, mam tu coś dla ciebie."
Powiedziałem, stawiając ją na ziemi i sięgając do kieszeni.
To nic wielkiego, ale pomyślałem o tobie, gdy to zobaczyłem. Pomyślałem, że może ci się to spodoba, ale jeśli nie, to w porządku, nie musisz tego zatrzymywać, mogę kupić ci coś innego."
Paplałem bez przerwy, wręczając jej pudełeczko. Uśmiechnęła się i otworzyła je.
"O mój Boże, są przepiękne!"
Powiedziała, przyglądając się kolczykom.
"Skąd wiedziałeś, że fioletowy to mój ulubiony kolor?"
Zapytała, przesuwając palcami po tanzanicie w kształcie łzy.
"Nie wiedziałem, po prostu zobaczyłem je i pomyślałem, że to najpiękniejszy odcień fioletu, jaki kiedykolwiek widziałem. Jest tak jasny, że przypomina lód. Coś mi mówiło, że muszę ci je kupić, więc to zrobiłem."
Powiedziałem, drapiąc się po karku i czując, że pieką mnie policzki.
Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się, zachichotała, a potem sięgnęła w górę i oplotła ramionami moją szyję.
"Uwielbiam, kiedy się rumienisz!"
Powiedziała, po czym pocałowała mnie w policzek i odsunęła się, by spojrzeć na kolczyki. Patrzyłem, jak wyjmuje swoje dotychczasowe kolczyki i wsuwa je do kieszeni. Następnie wzięła te, które przed chwilą jej dałem, i je założyła. Uśmiechnęła się i odwróciła w moją stronę,
"Jak wyglądają?"
"Pięknie! Ale ani trochę nie tak pięknie, jak ty!"
Powiedziałem, sięgając w górę i przesuwając palcami po jej twarzy. Patrzyłem, jak zamyka oczy i poddaje się mojemu dotykowi. Poczułem, jak serce łomocze mi w piersi na widok tego, jak reaguje na mój dotyk. Bogini, jak ja ją kocham!






