languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Vivienne Blackwood29 kwi 2026

Z perspektywy Kellana

Stoję przed drzwiami i rozglądam się w obie strony, wpisując kod dostępu na zamku. Wślizguję się tyłem, zamykając za sobą drzwi i wypuszczając z siebie oddech.

Odwracam się z uśmiechem, pozwalając spojrzeniu omiatać pokój. Szybko podchodzę do biurka, odkładam torbę i wyciągam z niej wszystko.

Wyciągnąłem worek z kosza na śmieci, po czym szybko zacząłem wyciągać szuflady z biurka, wysypując ich zawartość do kosza, a następnie wsuwając je z powrotem. Gdy opróżniłem już wszystkie szuflady oprócz tej dolnej, która jest zamknięta na klucz, szybko wziąłem kilka puszek pianki montażowej i zacząłem wtryskiwać ją do każdej z szuflad. Siedziałem uśmiechnięty, patrząc, jak to gówno pęcznieje.

Szybko zamknąłem szufladę i przeszedłem do następnej, aż wypełniłem je wszystkie. Następnie chwyciłem mocny klej, odwróciłem laptopa, a potem wycisnąłem jak najwięcej na całą jego podstawę, po czym docisnąłem do biurka na kilka sekund.

Zadowolony przeszedłem do telefonu, potem do zszywacza, a następnie jego ramki na zdjęcie, którą położyłem twarzą do dołu. Następnie chwyciłem jego tabliczkę, wrzuciłem ją do torby i zastąpiłem nową, którą przygotowałem, a która głosiła:

"Lubię w tyłek!"

Nie zrozumcie mnie źle, nie nabijam się z tego, że jest gejem. Jest alfą, co oznacza, że daje, a nie przyjmuje. Jest aktywny, a nie pasywny... Pomyślałem, że to miły, mały żart dla Alfy, mocno dociskając tabliczkę do biurka, upewniając się, że dobrze i porządnie się przykleiła.

Szybko wrzuciłem wszystko z powrotem do torby, zarzuciłem ją na ramię, cofając się. Po raz ostatni rzuciłem na wszystko okiem, zanim wyślizgnąłem się za drzwi. Gdy tylko się odwróciłem, zamarłem, a żołądek zwinął mi się w supeł.

Vaughn i dwóch Alfów, których nie znałem, stali tuż przede mną.

"Mógłbyś mi powiedzieć, co robiłeś, wychodząc z mojego biura?"

Mówi mój brat, posyłając mi surowe spojrzenie.

"Och, um, zapomniałem stamtąd wcześniej swojej torby."

Powiedziałem, wymyślając kłamstwo tak szybko, jak tylko mogłem. Unosi na mnie brew, po czym kiwa głową, dając mi znak do odejścia.

Uśmiecham się i macham na pożegnanie, zanim się odwracam i odchodzę. Gdy tylko drzwi się zamykają, a oni wszyscy wchodzą do środka, rzucam się biegiem do kuchni.

Kilka minut później otrzymuję wściekłą wiadomość przez więź od brata:

"Kellan, ty mały gnojku, skopię ci tyłek!"

Krzyczy do mnie przez więź. Szybko go blokuję i krzywię się, biorąc kolejny gryz kanapki, wzruszając jednocześnie ramionami.

Kilkanaście minut później obserwuję, jak Vaughn wyprowadza dwójkę Alfów. Obaj patrzą na mnie z rozbawieniem, zanim wychodzą za drzwi. Gdy tylko samochód odjeżdża, słyszę głośne warknięcie i rzucam się do sprintu przez tylne drzwi.

"Wracaj tu, ty mały skurwielu!"

Ryczy Vaughn, goniąc mnie.

"Przepraszam, ale wiedziałem, jak bardzo za mną tęskniłeś! Musiałem nadrobić stracony czas!"

Krzyknąłem, biegnąc. Przedarłem się przez linię drzew, od razu się przemieniając, po czym zacząłem uciekać stamtąd ile sił w nogach.

Poczułem ekscytację, gdy na horyzoncie pojawił się dom Delaney. Szybko połączyłem się z nią myślami, każąc jej spotkać się ze mną na podwórku z ręcznikiem. Docieram na jej podwórko akurat w momencie, gdy z niego wychodzi, szybko przemieniam się z powrotem i biegnę w jej stronę.

Jej oczy robią się wielkie, a ja uśmiecham się pod nosem, zaskoczyłem ją swoją nagością...

Tak, podoba jej się to, co widzi, prawda!

Czując się dobrze z rezultatami, zwalniam tempo i dumnie paraduję.

Obserwuję, jak zamarła w bezruchu, i czuję się jeszcze lepiej, wkładając więcej wysiłku w moją paradę. Staram się wkładać trochę więcej siły w każdy krok, aby mój kutas bardziej się kołysał, czując się teraz naprawdę dobrze ze sobą.

Tak, zdecydowanie podoba jej się to, co widzi – myślę, po czym uświadamiam sobie, że moje założenie było koszmarnie błędne, gdy nagle zostaję powalony na ziemię.

Moje ciało uderza o ziemię z głośnym plaśnięciem, a z płuc uchodzi mi powietrze. Zdałem sobie sprawę, że wcale nie podziwiała mojego ciała; widziała, że mój brat zaraz mnie powali. Ups!

"Aua, serio, złaź ze mnie z tym swoim tłustym tyłkiem!"

Mówię z twarzą wbitą w ziemię, ponieważ jego dłoń trzyma moją twarz, dociskając ją do trawy.

"Ty mały, demoniczny gnojku! Czy wiesz, jak głupio się czułem, kiedy dwóch Alfów siedziało i śmiało się ze mnie, a ja nie miałem pojęcia dlaczego!

Nie zorientowałem się, dopóki nie odprowadzałem ich do wyjścia i nie spojrzałem na swoje biurko, by zobaczyć tę durną, pieprzoną tabliczkę, którą tam położyłeś!

A o moich przeklętych szufladach nawet nie wspominajmy!"

Warknął mi do ucha, po czym pchnął moją twarz, schodząc ze mnie.

"Masz szczęście, że stoi tu twoja przeznaczona, bo skopałbym ci tyłek!"

Powiedział, po czym przemienił się z powrotem w wilka i odbiegł.

Oderwałem twarz od ziemi razem ze swoją godnością, podczas gdy Delaney starała się nie śmiać, zbliżając się do mnie. Podeszła, owinęła ręcznik wokół mojej talii i poklepała mnie po ramieniu.

"Pewnego dnia, Kell, pewnego dnia nauczysz się przestać zadzierać ze swoim bratem."

Powiedziała ze śmiechem, odwracając się i odchodząc.

"Szlag by to!"

Wymamrotałem, zwieszając głowę, po czym poszedłem za nią do domu.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Odzyskać swoich dwóch alf | StoriesNook