Punkt widzenia Becketta
Dzień urodzin Kendry
Jęczę, zdejmując czwartą koszulę.
Czuję się cholernie zdenerwowany, muszę znaleźć tę właściwą. Wracam do szafy i zaczynam przeglądać moje koszule.
Chwytam kolejne trzy i wracam do sypialni. Zakładam pierwszą, po czym od razu ją zdejmuję i rzucam na łóżko.
Biorę drugą, która jest gładką, czarną koszulą zapinaną na guziki. Zostawiam trzy górne guziki rozpięte, tak by było widać moją klatkę piersiową, następnie podwijam rękawy i podciągam je do łokci. Chwytam łańcuszek z białego złota, po czym po raz kolejny zerkam w lustro. Przejeżdżam dłońmi po koszuli, starając się upewnić, że moje włosy są idealne.
Zamykam oczy i biorę głęboki wdech, zanim wypuszczam powietrze.
Nie mogę uwierzyć, że w końcu nadszedł ten dzień, dzień jej 18. urodzin.... Dzień, w którym w końcu poczuje więź przeznaczenia, dzień, w którym naprawdę poczuje, że jestem jej przeznaczonym.
Minęło 25 lat, odkąd skończyłem 18 lat.
25 lat bez przeznaczonej.
Prawie nie słyszy się o tym, by tak długo żyć bez odnalezienia swojej przeznaczonej.
Prowadziłem samotne życie, odkąd zrezygnowałem z jej poszukiwań. Naprawdę myślałem, że przez to zło, którego dopuścili się mój ojciec i brat, zostałem w jakiś sposób przeklęty i zmuszony do cierpienia z ich powodu. Myślałem, że nie było mi dane mieć przeznaczonej. Że Bogini w jakiś sposób karała mnie za ich złe uczynki.
Zupełnie się poddałem, gdy skończyłem 30 lat. Szukałem przez długie lata. Przemierzałem kraj w poszukiwaniu mojej przeznaczonej. Przez kilka pierwszych lat ciągle wyjeżdżałem z miasta.
W dniu moich 30. urodzin poddałem się i zamknąłem w sypialni. Nie wychodziłem przez kilka dni. Nie jadłem przez kilka dni.
Na zewnątrz nadal byłem alfą. Nadal robiłem wszystko, co w mojej mocy dla mojej watahy i moich ludzi. Ciężko pracowałem, by naprawić wszystko to, co ten dupek zepsuł.
Ten człowiek był takim draniem! Praktycznie zrujnował tę watahę i ludzi. Traktował tutejszych potwornie. Szczególnie omegi.
Mężczyzna, który miał być moim ojcem, przyprawiał mnie o obrzydzenie tym, jak ich traktował. A mój brat nie był wcale lepszy. Pamiętam, jak potraktował jedną omegę, tatę Ellisa Vaughna.
Pamiętam, jak go na tym nakryłem. Ellis sprzątał moją sypialnię, a ja po coś wróciłem, już nawet nie pamiętam po co. Ale kiedy wszedłem do pokoju, kazał Ellisowi klęczeć, trzymał go za głowę i brutalnie rżnął w usta. Ellis dławił się i ledwo mógł oddychać, a po jego twarzy płynęły łzy.
Podbiegłem i uderzyłem brata w twarz, powalając go na ziemię. Okładałem go pięściami raz za razem, dopóki nie wkroczył mój ojciec i nie odciągnął mnie od niego. Zaciągnął mnie do piwnicy, gdzie przykuł mnie łańcuchami i pobił.
Obaj twierdzili, że jestem zbyt słaby i zbyt miękki. Ojciec próbował wybić ze mnie tę miękkość, jak to lubił określać. Za każdym razem, gdy stawałem w obronie jakiejkolwiek omegi, właśnie to dostawałem. Wlekł mnie do piwnicy, wiązał łańcuchami i bił.
Ale nie obchodziło mnie to, nie zmieniło to tego, co czułem. Nie zmieniło to faktu, że wiedziałem, iż to, co obaj robią, jest złe. I nie sprawiło, że stchórzyłem i ukrywałem swoje uczucia.
Pamiętam, jak kiedyś zszedłem do piwnicy po jakąś rzecz i znalazłem Ellisa wiszącego na łańcuchach u sufitu, nieprzytomnego i ciężko pobitego. Po głębokich śladach batów na całym jego ciele mogłem stwierdzić, że użył na nim bata.
Zdjąłem go i opatrzyłem jego rany. Właśnie kończyłem, gdy mój ojciec zszedł z powrotem na dół i mnie nakrył.
Skoro tak bardzo współczułem omedze, stwierdził, że w takim razie potrzebuję takiego samego traktowania. Zakuł mnie w te same łańcuchy i biczował, aż straciłem przytomność. Zostawił mnie tam na tydzień.
Na ten czas zamknął Ellisa w szafie, żebyśmy nie mogli sobie nawzajem pomóc. Ellis w tamtym czasie nawet nie wiedział, że to ja mu pomogłem. Był nieprzytomny przez cały czas, dopóki go stamtąd nie wywlekli po tym, jak ja już straciłem przytomność.
Ale zrobiłem to... Naprawiłem wszystko, co tamci dwaj zniszczyli. Upewniłem się, że każdy, kogo skrzywdzili, otrzymał opiekę i został zbadany przez lekarza. Zabrało to trochę czasu, ale w końcu zdobyłem zaufanie i miłość mojej watahy.
Moja wataha mnie kocha, a ja kocham ich.
Dlatego niezależnie od tego, jak bardzo byłem smutny i jak bardzo pękało mi serce z powodu braku przeznaczonej... wciąż zakładałem maskę i dbałem o moją watahę. W końcu byłem ich Alfą. Nie tylko kimś bez przeznaczonej.
Jednak kiedy byłem sam, czułem się fatalnie. Byłem samotny, a moje serce bolało z tęsknoty za przeznaczoną, której nie miałem.
Wszystko zmieniło się w dniu, w którym ją spotkałem, gdy po raz pierwszy poczułem jej piękny zapach, gdy po raz pierwszy spojrzałem w oczy mojej przeznaczonej, Kendry.
Obiecałem tego dnia jej bratu, że nic nie powiem, dopóki sama nie odkryje, że jestem jej przeznaczonym. I tak się stało, odkryła to, ale po części to moja wina przez to, że chyba przesadziłem z reakcją. Ale kiedy usłyszałem, że jest ranna i nieprzytomna po tym, jak uratowali hybrydy od Brocka, byłem przerażony.
A fakt, że Brock planował zabić wszystkich w lochu, w którym się znajdowała, pogorszył wszystko. Pojechałem tam tak szybko, jak tylko mogłem, zdesperowany, by upewnić się, że nic jej nie jest.
Retrospekcja,
Mój wilk i ja jesteśmy zdenerwowani i przerażeni tym, że nasza przeznaczona jest ranna.
Wpadam przez frontowe drzwi, gorączkowo rozglądając się dookoła i widzę wszystkich stojących w pobliżu kuchni.
Moje oczy natychmiast padają na nią i biegnę w jej stronę najszybciej, jak potrafię. Biorę ją w ramiona i trzymam mocno, wtulając twarz w jej szyję.
Czuję, jak moje ciało drży; tak bardzo bałem się, że jest ranna, tak bardzo bałem się ją stracić.
Biorę głęboki wdech przez nos z twarzą wciśniętą w jej szyję, chłonąc jej zapach. Robię to kilkakrotnie, głęboko wdychając jej woń, próbując się uspokoić. Utwierdzając się w przekonaniu, że nic jej nie jest.
Mając ją w ramionach, słyszę wokół głosy wszystkich, ale nie potrafię zrozumieć, co mówią. Słyszę tylko ją, bicie jej serca, czuję jej zapach. Nic jej nie jest, żyje.
Poczułem, jak klepie mnie po ramionach: "ummm, co się dzieje?" Nie odpowiedziałem, po prostu mocniej wtuliłem twarz w jej szyję i wziąłem kolejny głęboki wdech jej zapachu. Czułem, że moje ciało wciąż drży, a ona zdawała się to wyczuwać. Powoli oplata mnie ramionami i w końcu czuję, że się rozluźniam.
"Tak bardzo się bałem... myślałem, że jesteś ranna."
Powiedziałem z twarzą wciąż ukrytą w jej szyi.
"Wszystko w porządku"
powiedziała swoim słodkim, anielskim głosem.
"Nic mi nie jest, ale... Możesz mnie już postawić?"
Powiedziała, a ja powoli postawiłem ją na ziemi, uwalniając ją z objęć.
Cofnęła się o krok i spojrzała na mnie, jakby próbując rozgryźć, o co mi chodziło. Obserwowałem, jak mruży oczy, wpatrując się w moją twarz. Niemal widziałem trybiki obracające się w jej głowie, gdy tak stała i patrzyła na mnie.
Zaczynam czuć się trochę zdenerwowany, kiedy spoglądam w bok i dostrzegam niezwykle gniewny wyraz twarzy Vaughna. Wyglądał, jakby miał ochotę urwać mi głowę.
Spoglądam z powrotem na nią akurat w momencie, by zobaczyć, jak jej oczy szeroko się otwierają, po czym odwraca się i patrzy na swojego brata. Patrzy na niego z otwartymi ustami.
Jej głowa szybko odwraca się z powrotem w moją stronę; z tym samym wyrazem twarzy spogląda na mnie, a następnie robi kilka kroków w tył.
"Nie ma kurwa mowy!... Chyba sobie żartujesz!"
Powiedziała, robiąc kolejny krok do tyłu, po czym ponownie spojrzała na Vaughna.
Poczułem, jak klatka piersiowa mi się zaciska, a moje serce pęka, gdy to powiedziała.
Oczywiście, że właśnie to rozgryzła. Uświadomiła sobie, że jestem jej przeznaczonym. A sądząc po jej słowach, ewidentnie nie jest z tego faktu zadowolona i jest rozczarowana, że nim jestem.
Patrzę, jak odwraca się i znów na mnie patrzy. Ten sam zszokowany wyraz wciąż maluje się na jej twarzy, a do niego dołączyło coś jeszcze – złość.
Nawet nie mam pewności, czy już może mnie odrzucić, ale widzę, że zdecydowanie tego chce. Nie jestem pewien, jak to działa; czy musi poczekać do 18. roku życia, czy też jest w stanie zrobić to już teraz.
Czuję, że zaciska mnie w klatce na samą myśl, że ma zamiar mnie odrzucić. Przełykam gulę w gardle, próbując powstrzymać łzy, które zaczynają zbierać się w oczach.
"Przepraszam" mówię z łamiącym się głosem, robiąc krok do tyłu.
"Przepraszam, wyjdę." Mówię, czując, jak łza spływa po moim policzku. Szybko się odwracam, nie chcąc, żeby to zobaczyła, i ruszam w stronę drzwi.
Czuję, że wylewa się ze mnie więcej łez, gdy wychodzę przez drzwi i schodzę po schodach.
Ona mnie nie chce – to jedyne, o czym potrafię myśleć, a moje serce potwornie boli na tę myśl.
Tak długo na nią czekałem tylko po to, by ona mnie nie chciała. Dlaczego moje życie jest tak spieprzone! Dlaczego wszystko zawsze układa się dla mnie źle? Dlaczego wszyscy mnie nienawidzą? Dlaczego nie potrafię znaleźć jednej osoby, która by mnie chciała?
Myślę o tym wszystkim, wsiadając do samochodu i zatrzaskując drzwi. Czuję, jak łzy płyną gwałtownie, a mój wzrok się zamazuje. Nie potrafiąc ich dłużej powstrzymawać, zaczynam płakać, wrzucając wsteczny bieg.
"CZEKAJ!" Słyszę, jak krzyczy wniebogłosy, a ja wciskam hamulec i patrzę przed siebie. Widzę ją stojącą przed moim samochodem i patrzącą na mnie. Oboje siedzimy przez chwilę w bezruchu, żadne z nas się nie porusza, zanim ona powolnym krokiem rusza w stronę moich drzwi. Zostawiam silnik na biegu jałowym i siedzę, nie wiedząc, co zrobić.
Obserwuję, jak otwiera moje drzwi i stoi, wpatrując się we mnie, po czym wyciąga w moją stronę rękę.
Patrzę na jej dłoń przez moment, po czym ona znów wsuwa ją w moim kierunku, dając znak, bym ją chwycił.
Powoli wyciągam dłoń i kładę ją w jej. Natychmiast czuję ciepło i mrowienie od jej dotyku, tańczące na mojej skórze. I z jakiegoś powodu tym razem są one nieco silniejsze. Wciąż nie tak silne, jak będą, gdy skończy 18 lat, ale bez wątpienia silniejsze.
Słyszę, jak bierze ostry wdech; spoglądam na nią i widzę, że wpatruje się w nasze złączone dłonie. Czy ona to czuje?
Przecież nie może, prawda? Nie powinna być w stanie tego poczuć, dopóki nie skończy 18 lat.
Jej oczy powoli napotykają moje.
"Gdzie myślisz, że się wybierasz?" Powiedziała, uśmiechając się do mnie. Drugą ręką sięga w moją stronę i ściera łzy z mojej twarzy.
"Chodź tu, ty wielki głuptasie!"
Mówi, ciągnąc mnie za dłoń. Pozwalam jej wyciągnąć się z samochodu. Wyciąga ręce i owija je wokół mojej szyi. Momentalnie mięknę, a moja twarz wędruje do jej szyi, gdy oplatając ją ramionami, mocno ją obejmuję.
"Więc jesteś moim przeznaczonym, hę?"
Mówi, gdy wciąż ją przytulam.
"Tak."
Odpowiadam, a mój głos jest nieco chropowaty od płaczu.
"Więc dlaczego chciałeś odjechać?"
"Ja... myślałem, że mnie nie chcesz. Wydawałaś się rozczarowana. Ja... myślałem-"
Powiedziałem, ale ona ucięła moje ostatnie słowa.
"Cóż, to źle myślałeś. Byłam po prostu zszokowana. I byłam zła na mojego brata. Byłam zła, bo mi nie powiedział, a dobrze o tym wiedział."
Powiedziała, odsuwając się ode mnie, a potem sięgnęła dłonią i wytarła drugą stronę mojej twarzy.
"Jak to możliwe, że to czuję? Czy nie powinno być tak, że poczuję to dopiero po ukończeniu 18. roku życia?"
Powiedziała, potwierdzając moje przypuszczenia, że ona to czuła.
"Ja, ja nie wiem." Powiedziałem.
Koniec retrospekcji
Uśmiecham się na myśl o niej i otwieram oczy. Usatysfakcjonowany tym, co widzę w lustrze, przeciągam dłońmi po koszuli jeszcze raz dla pewności, po czym odwracam się i opuszczam swój pokój.
Praktycznie zbiegam po schodach, ignorując mojego Betę, który woła za mną. Sprężystym krokiem szybko udaję się do samochodu i ruszam w drogę do watahy Crescent Ridge, by zobaczyć moją przeznaczoną.






