Punkt widzenia Kellana
Trzymam Delaney za rękę, gdy zbliżamy się do bramy. Spoglądam na nią, uśmiecham się i delikatnie ściskam jej dłoń, zauważając, jak bardzo wydaje się zdenerwowana. Poprzez naszą więź również czuję jej zdenerwowanie.
"Nie martw się, kochanie, wszystko będzie dobrze."
Mówię, próbując poprawić jej nastrój.
Jedziemy długim podjazdem, zanim wyłaniamy się zza gęstej linii drzew i w oddali dostrzegam posiadłość. W miarę jak się zbliżamy, widzę ogrom wykonanej pracy. Widzę nowe domy, które zostały zbudowane, widzę wszystkie nowe kwiaty wzdłuż podjazdu, gdy jesteśmy coraz bliżej dworu.
Posiadłość w niczym nie przypomina tej dawnej. Widzę nową elewację, nowy dach i nową dobudówkę po lewej stronie. Wygląda to prawie tak, jakby ją zburzyli i postawili nową. Całe nowe zagospodarowanie terenu i kwiaty wzdłuż frontu. Z lewej strony znajduje się ogromny park z nowym placem zabaw dla szczeniąt.
Parkuję przed posiadłością, wyłączam silnik i odwracam się w stronę Delaney.
"Cóż, moja miłości, jesteś gotowa, by zobaczyć nasz nowy dom?"
Powiedziałem, chwytając jej dłoń i podnosząc ją do ust, po czym składam pocałunek na jej grzbiecie.
Uśmiecha się, po czym pochyla się i składa pocałunek na moich ustach.
"Tak, dopóki jesteś w nim ty, nie obchodzi mnie, gdzie on jest."
Powiedziała, patrząc mi w oczy. Całe szczęście, że siedzę, bo inaczej ugięłyby się pode mną nogi.
"Kocham cię, Delaney!"
"Ja ciebie też kocham!"
Mówi, po czym pochyla się, muskając moje usta.
Oboje bierzemy głęboki oddech, zanim wysiadamy z samochodu. Szybko obchodzę auto i biorę jej dłoń w swoją.
Gdy tylko wchodzimy do środka, wszyscy zamierają i patrzą na mnie. Rozglądam się i zauważam kilka osób w kuchni, które jeszcze przed chwilą gotowały, a teraz zastygły, patrząc na mnie z wyraźnym przerażeniem. Trzy omegi, które siedziały i jadły, wstały bardzo szybko od swojego jedzenia, spuściły głowy i wbiły wzrok w podłogę. Ich ciała drżą ze strachu, bo wiedzą, że jestem ich nowym Alfą.
Moje serce pęka na myśl, że się mnie boją, a to wszystko przez Brocka. Tak bardzo dręczył tych biednych ludzi, że pewnie myślą, iż każdy Alfa taki jest.
Podchodzę do trzech omeg, które wyglądają, jakby miały zaraz się rozpłakać.
Założę się, że myślą, iż będę zły o to, że jedli.
Klękam przed nimi, po czym pochylam głowę i spoglądam w górę, by spojrzeć w ich twarze.
Patrzą na mnie zdezorientowani, nie wiedząc, co robię, ale ja po prostu się do nich uśmiecham. Posyłam im najcieplejszy uśmiech, na jaki mnie stać, co zdaje się dezorientować ich jeszcze bardziej.
Ale zauważam, że to podziałało; już nie drżą i nie wyglądają na przerażonych, a raczej na zdezorientowanych i zaciekawionych.
Nie jestem Brockiem, nigdy nie skrzywdzę was, ani nikogo tutaj. Nie musicie się mnie bać, w porządku. Prawdę mówiąc, jeśli ktoś was skrzywdzi albo zrobi wam coś złego lub wrednego, chcę, żebyście dali mi znać.
Mówię to, czując, że Delaney podchodzi do mnie od tyłu. Powoli podnoszą na nią wzrok, a ja zerkam przez ramię i widzę, jak uśmiecha się do nich.
"Cześć, mam na imię Delaney, jestem przeznaczoną Kellana."
Mówi z tak ciepłym uśmiechem i najdelikatniejszym głosem.
Widzę, jak cała trójka rozluźnia się jeszcze bardziej, po czym ten w środku odwzajemnia jej uśmiech.
Spogląda na mnie i jego uśmiech znika; widzę, że boi się, iż wpadnie w kłopoty za to, że na nią spojrzał i się uśmiechnął.
Powoli wstaję, nie chcąc ich przestraszyć, po czym staję za Delaney z dłońmi na jej ramionach.
"Możecie na mnie spojrzeć?"
Powiedziałem, ponieważ wszyscy znów wbijają wzrok w podłogę. Powoli podnoszą wzrok, a kiedy to robią, uśmiecham się.
"To będzie wasza nowa Luna. Nie musicie się bać na nią patrzeć czy do niej uśmiechać. Jedyną sytuacją, w której będę miał z tym problem, będzie próba zrobienia jej krzywdy."
Powiedziałem, po czym złożyłem pocałunek na boku jej twarzy. To wywołało u niej rumieniec, a ja usłyszałem, jak ten w środku chichocze.
Zaśmiałem się pod nosem, czując się lepiej na widok tego, że się rozluźniają i już się nie boją.
Dlaczego nie wrócicie do jedzenia i nie dokończycie posiłku. Powiedziałem, a oni uśmiechają się, po czym szybko siadają i kontynuują posiłek.
Następnie wchodzę do kuchni, gdzie personel wciąż stoi, wpatrując się w nas, ale tym razem nie wyglądają na przerazonych. Właściwie wyglądają na szczęśliwych, zwłaszcza ta starsza pani.
Starsza pani występuje naprzód i lekko skłania przede mną głowę.
Witam pana, nazywam się Clara, jestem tu główną kucharką. Mówi, zawahawszy się przed wyciągnięciem dłoni. Wyglądało to tak, jakby chciała, ale bała się, że na nią nakrzyczę.
Uśmiechnąłem się i szybko chwyciłem jej dłoń, zanim zdążyła ją cofnąć.
Cześć Clara, miło mi cię poznać.
Powiedziałem i patrzyłem, jak uśmiech na jej twarzy staje się jeszcze szerszy. Szybko odwróciła się do pozostałej dwójki za nią. To jest Tessa, jedna z moich pomocnic, a to Wyatt, mój drugi pomocnik. Powiedziała.
Miło mi was poznać!"
Powiedziałem z uśmiechem, a oni szybko spojrzeli na siebie uśmiechnięci, po czym z powrotem spojrzeli na mnie. Zupełnie jakby nie wierzyli, że jestem dla nich miły. Niemal czuję, jak emanuje od nich ekscytacja i szczęście, kiedy zobaczyli, że w niczym nie przypominam ich dawnego Alfy.
Cóż, jeśli nam wybaczycie, pójdę poszukać mojego wuja i zobaczę, czy uda mi się napędzić mu niezłego stracha. Powiedziałem, zacierając ręce i czując, jak złośliwy uśmieszek wypływa na moją twarz.
Bogini, minęło 7 miesięcy, odkąd mogłem podroczyć się z wujem. Tak bardzo go kocham, ale równie bardzo uwielbiam grać mu na nerwach. Nie poradzę na to nic, tak łatwo go zirytować. Myślę o tym, po czym czuję, jak Delaney uderza mnie w ramię. Przerywa to mój tok myśli, w którym szybko obmyślałem, jak wykręcić mu numer, zanim wyjedzie.
Moja głowa błyskawicznie odwraca się w jej stronę i zauważam, że cała trójka za nią się spina.
"O co chodzi, nic przecież nie zrobiłem?"
Powiedziałem, pocierając ramię i udając, że mnie zabolało. Przewraca na mnie oczami,
"jeszcze! Jeszcze nic nie zrobiłeś!
Jeśli wykręcisz mu jakiś numer, nie przybiegaj do mnie, gdy zacznie cię gonić, bo tym razem na pewno ci nie pomogę."
Mówi to, wchodząc do kuchni, by znaleźć coś do jedzenia.
Wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się do Clary oraz pozostałej dwójki. Obserwuję, jak na twarzy Clary maluje się rozbawienie, gdy uświadamia sobie, że Delaney nie wpadła w tarapaty za uderzenie mnie, a ja planuję żart na Desmondzie.
Zaczynam iść w stronę schodów, ale zatrzymuję się i wołam z powrotem w kierunku kuchni.
"Hej Clara, macie tu jakiś superglue?"






