Z perspektywy Gideona
"Nie!.. Nawet nie próbuj!"
Powiedziałem, piorunując Holdena wzrokiem, trzymając małego Brama na rękach i człapiąc do pokoju dziecinnego, jakbym miał kij w tyłku.
Spojrzał na mnie ze smutkiem, podczas gdy ja w duchu przeklinałem Dianę, Boginię Księżyca.
Diano, przysięgam, że zrobię odlew tego kutasa i wezmę go ze sobą, kiedy przyjdę się z tobą zobaczyć. Wsadzę ci go prosto w twój pieprzony tyłek, żebyś mogła zobaczyć, jak to jest!
Mówię w myślach, po czym krzywię się, robiąc kolejny krok i czując ostry ból w tyłku.
"Och, teraz to ty sobie ze mnie żartujesz!" Mówię, piorunując ją wzrokiem. Cóż, wyobrażając sobie, że ją piorunuję wzrokiem. Ale zatrzymuję się i patrzę, jak Micah przechodzi obok, jakby nigdy nic... Ten mały gnojek nawet nie utyka!
Jak to do cholery jest w ogóle możliwe? Dosłownie patrzyłem, jak Holden rżnie go na całego, zanim wyruchał mnie. A tu proszę, ledwo mogę chodzić, a ten mały srajdek mija mnie, jakby nigdy nic!
Przełykam ciężko ślinę, staram się zebrać w sobie i iść jak mężczyzna... tak jak on przed chwilą, ale po dwóch krokach wydaję z siebie jęknięcie. Ja pierdolę!
Przysięgam, że jeśli którykolwiek z was nazwie mnie beksą, wyskoczę z tej książki i was dopadnę!
Micah szybko się odwraca, bierze ode mnie dziecko, po czym Holden bierze mnie na ręce i niesie do łazienki. Próbuję być na niego zły, ale odkrywam, że rozpływam się w jego ramionach, wtulając twarz w jego ładną, twardą klatkę piersiową. Na Boginię, uwielbiam tę klatę! Myślę, delikatnie ściskając jego umięśnioną pierś.
"Hmmm."
Mruczy Holden, odkręcając wodę.
"Mały przeznaczony, już czuję zapach twojego podniecenia i wiem, o czym myślisz. Jeśli nie chcesz, żebym znów cię wyruchał, to lepiej przestań mieć takie sprośne myśli."
Mówi, co przynosi wręcz odwrotny skutek, gdy czuję, jak mój kutas twardnieje i pulsuje, a wilgoć wycieka z mojej dziurki. Skamlę, chwytając go za szyję, podczas gdy ssę i gryzę jego sutek.
Holden warczy, poprawia mój chwyt i przyciska mnie do ściany prysznica.
Jęczę, gdy pcha w moje biodra, czując jego twardego kutasa przyciskającego się do mojego.
Holden odciąga moją głowę na bok, zatapia kły, a ja krzyczę, gdy przyjemność przetacza się przez moje ciało. Czuję jego język muskający moją skórę, podczas gdy on ssie i wypełnia usta moją krwią, po czym ją połyka. Jęczę, pchając biodrami w jego stronę, uwielbiając to uczucie, gdy nasze kutasy ślizgają się i ocierają o siebie.
"Eee, kochani... choć nienawidzę tego przerywać i z chęcią bym do was dołączył, Vaughn właśnie mi powiedział, że musimy się pospieszyć. Podobno go zablokowaliście."
Jęknąłem, a potem zaskomlałem, gdy Holden postawił mnie na ziemi.
"Popraw mnie, jeśli się mylę, mój mały przeznaczony, ale czy przed chwilą nie narzekałeś na mojego grubego kutasa?"
Powiedział Holden, uśmiechając się do mnie pod nosem.
"Ta, cóż, to nie znaczy, że nie chcę, żebyś znowu mnie nim wyruchał!"
Powiedziałem, po czym odwróciłem się i czekałem, aż umyje mi plecy.
Spojrzałem przez ramię, gdy nie poczułem, żeby coś robił, tylko po to, by zobaczyć, że stoi i wpatruje się we mnie.
Uniosłem na niego brew, a on się zaśmiał, łapiąc za myjkę i zaczynając myć mi plecy.
Zamknąłem oczy, wypuściłem powietrze i oparłem się o niego pod jego dotykiem.
****
Z perspektywy Kellana
Idę za Delaney do jej sypialni, a następnie podchodzę do jej komody. Otwieram lewą dolną szufladę i wyjmuję z niej parę moich spodni dresowych i koszulkę.
Wiem, o czym myślisz: wow, mam tu już swoją szufladę!
Nie, to nie tak. To jest moja szuflada od czasu, gdy po raz pierwszy zacząłem się przemieniać.
Kendra i ja zmienialiśmy się w wilki i biegliśmy tu razem. Kenzi zawsze po prostu nosiła ubrania Delaney, więc pewnego dnia kazałem jej opróżnić dla mnie szufladę i przyniosłem stertę dresów oraz koszulek.
Delaney odwraca się i czeka, aż się ubiorę. Uśmiecham się pod nosem i bardzo powoli się ubieram. Odwraca się, myśląc, że skończyłem, ale ja stoję tam w spodniach dresowych, z koszulką w dłoni.
Przewraca oczami, po czym idzie w moim kierunku.
"Chłopcze, naprawdę jesteś zapatrzony w siebie z tym nowym ciałem, co?"
Mówi z uśmiechem, kładąc dłoń na mojej piersi i pozwalając jej zsunąć się po moim boku.
Drżę, czując na ciele gęsią skórkę od jej delikatnego dotyku. Czuję małe mrowienie tańczące pod jej palcami.
Stoję tam i gapię się na nią, niemal jak w transie. Jej oczy powoli unoszą się, by spotkać się z moimi, i to wydaje się wyrywać ją z tego stanu, ponieważ szybko zabiera rękę i cofa się.
"Um, może po prostu się ubierz, a potem spotkajmy się w kuchni."
Mówi sprawiając wrażenie zdezorientowanej, a po jej twarzy rozlewa się rumieniec, po czym szybko wychodzi z sypialni.
Biorę głęboki wdech, a potem wypuszczam powietrze, próbując się opanować, zanim wsuwam na siebie koszulkę.
"Więc pomyślałem sobie... wiem, że Vaughn wspomniał, że mogę przejąć watahę, kiedy skończymy proces łączenia się w pary, ale tak właściwie to chciałbym to zrobić teraz."
Powiedziałem do Delaney, gdy wracaliśmy do posiadłości. Jej głowa odwróciła się gwałtownie w moim kierunku, a oczy zrobiły się wielkie.
Szybko się zatrzymałem i chwyciłem ją za dłonie.
"Nie, to nie tak, jak myślisz! Mam na myśli, że chcę przejąć watahę teraz, zamiast czekać, aż zakończymy proces parowania. Nie chcę cię do niczego zmuszać, i wiem, że Desmond i Camilla aż umierają z chęci powrotu. Poza tym naprawdę ciężko pracowałem przez ostatnie cztery miesiące i czuję się gotowy na to stanowisko. Bardzo mi zależy na tym, by tam pojechać i zająć swoje miejsce."
Powiedziałem, próbując ją uspokoić.
"Och!"
Powiedziała, po czym odwróciła się, by znowu iść przed siebie.
"Więc czy to oznacza, że mam jechać z tobą, czy zamierzasz pojechać beze mnie?"
Powiedziała, rzucając mi spojrzenie, zanim znów zapatrzyła się wprost przed siebie.
"Nie musisz ze mną jechać, ale byłbym zachwycony, gdybyś to zrobiła. To znaczy, nie musimy jeszcze dzielić pokoju, jeśli nie jesteś na to gotowa. Możesz mieć swój własny pokój, jeśli tego właśnie chcesz, jeśli dzięki temu poczujesz się lepiej, jeśli sprawi to, że poczujesz się bardziej komfortowo. To znaczy, no wiesz, nie musimy, wiesz..."
Zacząłem plątać się w słowach, a ona nagle się zatrzymała i chwyciła moją twarz.
"Uspokój się, z przyjemnością pojadę z tobą. Nie mogę już znieść bycia z dala od ciebie. I tak, z radością podzielę z tobą pokój, mój Alfo."
Powiedziała, a ja przysięgam, że moje serce przestało bić, a kolana prawie się pode mną ugięły.
Och, moja Bogini, ta dziewczyna przyprawi mnie o zawał serca!






