Oczy Davida zwęziły się, gdy wpatrywał się w twarz Sophii.
Klatka schodowa spowita była mrokiem, a ta upiorna zielona poświata ze znaków ewakuacyjnych sprawiała, że twarz Sophii wyglądała jak twarz mściwego ducha czającego się w cieniach.
David poczuł przenikliwy chłód, przeszywający go aż do szpiku kości. Zapytał: – O czym ty do cholery mówisz?
– Nie udawaj przede mną, Davidzie. Dobrze wiesz... w






