Lucas utknął między snem a jawą, wyciągając ręce do kogoś, kogo po prostu nie było – objął tylko powietrze.
Ocknął się w mgnieniu oka.
W przyćmionym, zadymionym blasku loży Lucas usiadł na kanapie i zlustrował pomieszczenie.
Był zupełnie sam.
Miał wrażenie, że ta dzika, gorączkowa wolność zeszłej nocy była tylko ulotnym snem.
Wyciągnął telefon i zerknął na zegarek.
Było już po trzeciej po południu






