Twarz Sophii zaczerwieniła się mocno ze wstydu. Chciała go lekko uderzyć, ale bała się, że mogłaby wyrządzić mu prawdziwą krzywdę.
Sophia wydęła wargi. „Jesteś ranny, a wciąż zachowujesz się jak błazen.”
Richard mocno chwycił jej dłoń i delikatnie pocałował jej knykcie.
„Po prostu nie chciałem, żebyś się martwiła. Naprawdę nic mi nie jest. Jutro stąd wychodzę” – powiedział.
„Naprawdę?” – zapytała






