„Więźniu 00061, zabierz swoje rzeczy. Ktoś czeka na ciebie na zewnątrz. Podpisz papiery i możesz odejść. Jako osoba warunkowo zwolniona będziesz pod nadzorem przez trzy miesiące. Jeśli w tym czasie złamiesz prawo, od razu tu wrócisz”.
Więc w końcu mogę stąd wyjść?
Po raz pierwszy od dłuższego czasu w pozbawionych wyrazu oczach Sierry Xander pojawił się błysk emocji.
Zgrzyt.
Żelazne drzwi powoli zamknęły się za nią, pozostawiając kruchą, smukłą sylwetkę stojącą w samotności.
Prażące letnie słońce lało się z nieba, a jego intensywność była niemal nie do zniesienia. Każdy normalny człowiek unikałby takiego żaru, ale Sierra odchyliła głowę do tyłu, pozwalając promieniom obmywać jej twarz. Tak dawno nie czuła ciepła słońca.
Złote światło podkreślało jej blade, delikatne rysy, sprawiając, że wydawała się jeszcze mniejsza, niemal krucha. Jej długie, podkręcone rzęsy drżały lekko jak spłoszony motyl.
Wkrótce na jej skórze pojawiły się drobne kropelki potu. Gorąc był duszący, ale sprawiał, że wszystko wydawało się prawdziwe.
Wreszcie była na wolności.
Niedaleko, w cieniu, zaparkowany był elegancki, czarny maybach.
Szyba opuściła się, ukazując zimną twarz pełną zniecierpliwienia.
„Sierra”.
Sierra opuściła głowę i wreszcie dostrzegła samochód oraz mężczyznę w środku — jej najstarszego brata, Bradleya Xandera.
Nie spodziewała się, że to on po nią przyjedzie.
Ach, racja. Był jej wyznaczonym kuratorem. Musiał tu być.
Zmarnowała jego czas. Zapewne był wściekły.
Gdy tylko wsiadła do samochodu, Sierra odezwała się, zanim Bradley zdążył cokolwiek powiedzieć: „Przepraszam, że kazałam na siebie czekać”.
Nie zamierzała tam wracać. Jej kurator miał prawo w każdej chwili odesłać ją z powrotem, a ona musiała przetrwać te trzy miesiące bez żadnych problemów. Przepraszanie? Była do tego przyzwyczajona.
Bradley był już gotów rzucić jakąś sarkastyczną uwagą, ale jej słowa zbiły go z tropu. Zawahał się na moment, po czym jego twarz spochmurniała. „Nie musisz przepraszać. Jesteś moją siostrą — odebranie cię to najmniej, co mogę zrobić”.
„Dziękuję” – odpowiedziała uprzejmie Sierra.
Jego słowa brzmiały miło, ale im nie wierzyła.
Kiedy po raz pierwszy sprowadzono ją z powrotem do tamtego domu, myślała, że naprawdę szczerze ją powitali.
Później zorientowała się, że nikt w tamtym domu jej nie chciał — nawet jej własna matka.
Była ich biologiczną córką, a jednak wszyscy woleli dziecko, które zostało podmienione przy urodzeniu.
Jej matka powiedziała jej: „Denny jest z nami od maleńkości. Trudno nam się od razu przestawić, ale będzie lepiej. Jesteś naszą rodzoną córką. Dopóki będziesz się dobrze zachowywać i słuchać, to dlaczego mielibyśmy cię nie kochać?”.
Więc Sierra robiła to, co jej kazano. Była grzeczna, ostrożna i z całych sił starała się wpasować w rodzinę.
Kiedy jednak zajęła pierwsze miejsce w szkole, nie usłyszała słów pochwały — jedynie krytykę.
„Nie wspominaj o swoich ocenach przy Denny. Próbujesz się popisać?”.
„Denny nie jest od ciebie gorsza. Po prostu ma problemy ze zdrowiem”.
„Ranisz jej uczucia”.
Przestała mówić o swoich osiągnięciach. Zdobycie pierwszego miejsca straciło jakiekolwiek znaczenie, bo nikt nie potrafił się z nią z tego cieszyć.
Wtedy wciąż myślała, że musi być tą dojrzalszą.
Była starszą siostrą. Musiała ustępować tej młodszej.
Jej rodzice i bracia po prostu potrzebowali więcej czasu, by ją zaakceptować. Jeśli będzie cierpliwa, jeśli będzie grzeczna, potraktują ją tak samo, jak traktowali Denny.
Ale ostatecznie to całe czekanie doprowadziło tylko do tego, że Denise Xander, prowadząc bez prawa jazdy, spowodowała wypadek ze skutkiem śmiertelnym i zmusiła Sierrę, by ta wzięła winę na siebie.
„Denny nie czuje się dobrze i nie ma prawa jazdy. Dostanie surowy wyrok. Jesteś jedyną osobą, która może jej pomóc”.
Sierra odmówiła, ale Bradley wspomniał o jej babci. „Znasz sytuację swojej przybranej rodziny. Twoja babcia nadal jest w szpitalu. Jej leczenie jest drogie, a ich na to nie stać”.
Bradley kontynuował: „Jeśli się zgodzisz, załatwię twojej babci najlepszych lekarzy. Wynajmę dla ciebie najlepszych prawników. Nie wpadniesz w żadne prawdziwe kłopoty — w najgorszym razie to będzie tylko kilka miesięcy w więzieniu”.
Bradley dalej próbował ją przekonać: „Nigdy nie pozwoliłbym, żeby stało ci się coś złego. Jesteś moją prawdziwą siostrą. Zaufaj mi”.
Wtedy jeszcze trzymała się nadziei.
Czekała.
I czekała.
Spędziła trzy lata w oczekiwaniu, aż ktoś zabierze ją do domu.
Teraz już nigdy im nie uwierzy.
Atmosfera w samochodzie była duszna.
Bradley spojrzał na Sierrę przez lusterko wsteczne. Siedziała cicho w najdalszym kącie tylnego siedzenia, zajmując tak mało miejsca, jak to tylko możliwe. Zmarszczył brwi.
Wcześniej taka nie była.
Kiedyś cały czas snuła się za nimi, zawsze próbując znaleźć jakiś temat do rozmowy.
Wystarczyło, by zamienili z nią kilka słów, a była szczęśliwa przez wiele dni.
Ale teraz całkowicie zamilkła.
Na myśl o trzech latach, które spędziła w zamknięciu, Bradley poczuł nieznane mu dotąd ukłucie winy. Spróbował nawiązać rozmowę.
„Tata jest w podróży służbowej, ale wszyscy inni są w domu. Wszyscy na ciebie czekają. Nie cieszysz się?”.
Czy się cieszy?
Gdyby usłyszała to wcześniej, wpadłaby w euforię.
Ale teraz nie czuła nic.
Już dawno przestała mieć nadzieję na ich miłość.
Nie odpowiedziała na pytanie Bradleya. Zamiast tego zapytała cicho: „Czy możesz mnie zabrać do babci?”.
W tej chwili jedyną osobą, którą chciała zobaczyć, była jej babcia — jedyna osoba na świecie, która kiedykolwiek była dla niej dobra.
Potem musiała znaleźć sposób na powrót na uczelnię. Rodzina już jej nie obchodziła. Chciała po prostu wznowić studia z zakresu chemii i biologii.
Tylko opracowując kolejne leki, mogłaby zyskać możliwość wyciągnięcia babci z tamtego szpitala — tylko wtedy miałaby siłę, by przeciwstawić się rodzinie Xanderów.
Twarz Bradleya natychmiast przybrała lodowaty wyraz. „Sierra, jesteśmy twoją rodziną. Wszyscy na ciebie czekają, a ty chcesz jechać do kogoś obcego?”.
W oczach Sierry coś mignęło. Opuściła wzrok. „W porządku, rozumiem”.
Widząc, jaka była „posłuszna”, Bradley poczuł się, jakby uderzał w watę. Sfrustrowany, warknął:
„Nie musisz być taka spięta. Jestem twoim bratem”.
Sierra uśmiechnęła się blado, ale nic nie powiedziała.
Nie, nie jesteś moim bratem. Nie mam brata. Nie mam rodziny.
Czarny maybach zatrzymał się przed rozległą prywatną posesją, ale Sierra nawet nie drgnęła.
Nigdy wcześniej tu nie była.
Więc… przeprowadzili się?
Bradley przeszedł kilka kroków, zanim zorientował się, że nie poszła za nim. Zmarszczył zniecierpliwiony brwi. „Na co czekasz?”.
Sierra ocknęła się i szybko go dogoniła.
Po kilku krokach Bradley nagle sobie przypomniał — dwa lata temu zmienili dom.
Ona była wtedy w więzieniu.
Wyglądając na nieco skrępowanego, powiedział: „Środowisko w starym domu nie było zbyt dobre. Wiesz, jak ze zdrowiem Denny. Uznaliśmy, że najlepiej będzie się przeprowadzić”.
Zawahał się, po czym dodał: „I… byłaś wtedy w zamknięciu, więc ci nie powiedzieliśmy”.
Sierra opuściła wzrok, ukrywając drwinę w oczach.
Oczywiście. Zrobili to dla Denny.
Pierwotnie chciała studiować chemię i biologię, ale powiedzieli, że Denny ma słabe zdrowie.
Powiedzieli jej, że jest starszą siostrą, więc musi opiekować się Denny.
Więc zmuszono ją, by zamiast tego poszła na literaturę.
W dniu jej osiemnastych urodzin jedynym życzeniem było, aby rodzina zabrała ją do wesołego miasteczka — czegoś, czego nigdy nie doświadczyła.
Ale ostatecznie zostali w domu, bo Denny nie czuła się najlepiej.
Zawsze była tą, którą odstawiano na boczny tor.
Była do tego przyzwyczajona.
Bradley stawał się coraz bardziej zniecierpliwiony. „Jeśli masz coś do powiedzenia, to po prostu to powiedz. O co chodzi z tym nastawieniem? Zachowujesz się, jakby ktoś wyrządził ci krzywdę”.
Nic dziwnego, że jej nie lubili. W porównaniu z Denny, Sierra była po prostu nudna i irytująca.
Tracąc zainteresowanie, Bradley ruszył przodem, zakładając, że pójdzie za nim.
W końcu zawsze była posłuszna.






