Nawet Bradley nie mógł powstrzymać się od zmarszczenia brwi, gdy usłyszał kwotę — trzy miliony dolarów.
Denise odezwała się cichym głosem. „Pomyślałam po prostu, że Sierra może mieć problemy finansowe, więc ja…”.
Serce Bradleya zmiękło. Jego młodsza siostrzyczka była po prostu zbyt dobra.
Trzy miliony? I co z tego? Jeśli to uszczęśliwi Denise, zapłaci.
Poszedł na górę, wziął swoją książeczkę czekową, wypisał czek i rzucił go przed Sierrą.
„Masz”.
Jego spojrzenie było pełne pogardy, jakby rzucał drobniaki żebrakowi.
Sierra opuściła wzrok, wpatrując się w leżący na podłodze czek. Potem spojrzała na Bradleya, a z jej twarzy bił chłód.
„Panie Xander, proszę nie udawać, że robi mi pan przysługę. To mi się należy. Płaci pan pracownikom za ich pracę, prawda? Kiedy potrzebuje pan, żeby coś zrobiono, płaci pan za to. Siedziałam w więzieniu za pańską cenną, małą siostrzyczkę przez trzy lata. Wzięcie od pana trzech milionów — czy to nie jest uczciwe?”.
„Ty…” – Bradley wpadł w furię.
Złapał Sierrę za ramię, a jego uścisk był mocny.
Jej koszula z długim rękawem przekrzywiła się i zsunęła z ramienia.
Bradley miał już znów wybuchnąć, ale w chwili, gdy jego wzrok padł na jej odsłonięte ramię, zamarł.
Jej bladą skórę pokrywała ogromna, poszarpana blizna.
„Co ci się stało?”.
Sierra podążyła za jego wzrokiem, rzucając okiem na bliznę, po czym spokojnie naciągnęła rękaw z powrotem.
„Sam widziałeś” – powiedziała chłodno. „Zraniłam się”.
„Jak?” Zmarszczka na czole Bradleya pogłębiła się. Jak mógł o tym nie wiedzieć?
Sierra roześmiała się kpiąco.
„Panie Xander, a jak pan myśli, jak jest w więzieniu?”.
Sposób, w jaki zwróciła się do niego per „panie Xander”, sprawił, że Bradley znów zapałał gniewem.
Ale kiedy napotkał jej zimne, kpiące spojrzenie, gniew uwiązł mu w gardle.
Czując dziwne poczucie winy, odwrócił wzrok i zamamrotał: „Zadbałem o to, by wszystko było załatwione. Powiedziano mi, że świetnie sobie tam radzisz”.
Sierra zachichotała, a dźwięk ten był pozbawiony jakiegokolwiek ciepła.
Bez słowa wypchnęła jego i Denise ze swojego pokoju i trzasnęła im drzwiami przed nosem.
Bradley chciał się złościć, ale widok jej obrażeń wzbudził w nim wahanie.
Wydał fortunę, by „zadbać o sprawy” w więzieniu. Jakim cudem mimo to stała jej się krzywda?
I teraz, gdy o tym pomyślał, jej głos również się zmienił.
Nie był już tak czysty i jasny jak kiedyś — był szorstki, bardziej ochrypły.
Co dokładnie spotkało ją w tamtym miejscu?
Następnego ranka Sierra czekała już w salonie.
Po raz pierwszy od bardzo dawna dobrze spała.
Przynajmniej tutaj nie musiała mieć się ciągle na baczności.
Evan zbiegł na dół jako pierwszy.
Zaledwie zaszczycił ją spojrzeniem.
Zawsze tak to wyglądało.
Spośród trzech braci Xander, Bradley przynajmniej czasami z nią rozmawiał. Sean zauważał jej obecność, gdy był w dobrym nastroju, traktując poświęconą jej uwagę jako nagrodę.
Ale Evan?
Evan zawsze był zdystansowany, chłodny i powściągliwy — z wyjątkiem sytuacji, gdy chodziło o Denise.
Jak na ironię, Sierra odkryła swój talent do biochemii właśnie dzięki Evanowi.
Wtedy chciała się do niego zbliżyć.
Uczyła się więc bez wytchnienia, mając nadzieję, że znajdą wspólną płaszczyznę porozumienia.
Ale kiedy odkryła biochemię, zdała sobie sprawę, że naprawdę ją kocha. Miała do niej niezaprzeczalny dar.
Szkoda, że nigdy nie miała okazji mu o tym powiedzieć.
Została wtrącona do więzienia, zanim zdążyła.
A teraz? Już jej to nie obchodziło.
Siedzieli w ciszy, każde zajęte swoimi sprawami.
Evan rzucił jej kilka ukradkowych spojrzeń.
Wpatrywała się w telefon, całkowicie go ignorując.
Kiedyś chodziła za nim krok w krok, chłonąc każde jego słowo i uważnie go obserwując, nawet gdy okazywał jej obojętność.
Teraz zachowywała się tak, jakby w ogóle nie istniał.
To było… dziwne.
Ale tak było dobrze.
I tak nigdy nie lubił rozmawiać z idiotami.
Wkrótce Eleanor i Denise zeszły na dół.
Eleanor westchnęła, widząc dwójkę swoich dzieci siedzących na przeciwległych końcach kanapy, całkowicie od siebie odciętych.
Z kolei Denise uśmiechnęła się subtelnie.
„Evan!” – zaszczebiotała, pędząc, by spleść swoje ramię z jego. „Długo czekałeś?”.
„Nie do końca. Zjedzmy. Po śniadaniu odwiozę cię na uczelnię” – powiedział Evan, klepiąc ją po głowie.
„Dobrze!” – Denise rozpromieniła się, po czym odwróciła się do Sierry, jakby dopiero co ją zauważyła.
„Sierra, gotowa? Chodźmy zjeść”.
„Już jadłam” – odparła Sierra, nie podnosząc wzroku.
Obudziła się wcześnie i zrobiła sobie miskę makaronu — specjalnie po to, żeby uniknąć jedzenia z nimi śniadania.
Kiedy wróci na uczelnię, nie będzie już musiała oglądać ich każdego dnia.
Widząc, że Sierra nadal ma na sobie wczorajsze ubranie, Eleanor szybko się odezwała.
„Kazałam kupić ci wczoraj wieczorem trochę ubrań — tym razem w twoim rozmiarze. Przymierz i zobacz, czy pasują”.
Proste fasony. T-shirty, spodnie.
Prawdopodobnie coś, co służąca chwyciła na chybił trafił.
Ale wyjątkowo, tym razem, był to jej styl.
„Dziękuję, pani Eleanor”. Sierra przyjęła je, poszła na górę się przebrać, po czym zeszła z powrotem na dół.
Zawsze była wysoka i smukła, ale teraz, w prostych, dopasowanych ubraniach, wyglądała wyraziściej, bardziej zjawiskowo.
Jej długie włosy zniknęły, ustępując miejsca krótkiemu, zgrabnemu cięciu.
Eleanor chciała ją pochwalić, ale wtedy zobaczyła długą bliznę ciągnącą się wzdłuż jej prawego ramienia.
Wydała z siebie zduszony okrzyk. „Twoje ramię…”.
Sierra zerknęła na nie, po czym cicho się zaśmiała.
„To nic. Tylko drobny wypadek”.
Gdyby narzekała, Eleanor mogłaby nie poczuć zbyt wiele.
Ale to swobodne zbagatelizowanie sprawy…
Wzbudziło w niej niepokój.
Sprawiło, że poczuła dziwne poczucie winy.
Eleanor nie była głupia.
Wiedziała, że to nie jest tylko jakieś małe draśnięcie.
A przypominając sobie o bliznach na nadgarstku Sierry…
Bez względu na to, jak bardzo starała się przekonać samą siebie, że jest inaczej, nie mogła dłużej ignorować prawdy.
Trzy lata, które Sierra spędziła w więzieniu, nie były łatwe.
Eleanor się zawahała. Chciała coś powiedzieć.
Kiedy jednak napotkała zimne, obojętne spojrzenie Sierry, zrozumiała — nic, co powie, nie będzie miało żadnego znaczenia.
Po ich wyjściu Bradley wreszcie zszedł na dół.
Eleanor odwróciła się do niego, marszcząc brwi.
„Nie miała tam łatwo, prawda? Mówiłeś, że o wszystko zadbałeś — więc co się stało?”.
Wyraz twarzy Bradleya spochmurniał.
„Każę to komuś sprawdzić”.
„Dobrze. Powinieneś. To wciąż twoja siostra. Nie chcemy, żeby ludzie myśleli, że źle ją traktujemy”.
W samochodzie Sierra siedziała na tylnym siedzeniu w milczeniu, odgrywając rolę idealnej, posłusznej lalki.
Evan rozmawiał z Denise, od czasu do czasu zerkając na Sierrę.
Ale ona tylko gapiła się przez okno, ani razu nie patrząc w ich stronę.
W końcu się odezwał.
„Zabiorę cię do dziekanatu, żeby załatwić twoje papierkowe sprawy”.
„Panie Evan, to nie będzie konieczne. Sama znajdę drogę”.
Twarz Evana spochmurniała.
„Rób jak uważasz”.
Oferował jej wyjście z sytuacji, ale ona po prostu musiała zgrywać taką wielką panią.
Gdyby nie dawał jej taryfy ulgowej za te kilka ciężkich lat, które przeszła, w ogóle by się nią nie przejmował.
Na uczelni Sierra szybko znalazła dziekanat i załatwiła formalności związane z wpisem.
Następnie zapytała o coś znacznie ważniejszego.
Chciała zmienić kierunek studiów.
Spodziewała się, że będzie z tym dużo zamieszania.
Dziwnym trafem jednak rozpatrzono to niemal natychmiast.
Może rodzina Xanderów wstawiła się za nią słówkiem.
A może to dlatego, że wcześniej robiła z biochemii kierunek poboczny.
Tak czy inaczej, znów była tam, gdzie jej miejsce.
Po raz pierwszy od lat Sierra się uśmiechnęła — prawdziwym, szczerym uśmiechem.
Miała pieniądze.
Odzyskała swój kierunek.
Wszystko wreszcie układało się pomyślnie.
Ale jej szczęście trwało ledwie godzinę.
Kiedy bowiem weszła do biura swojego wydziału, zobaczyła czekające na nią dwie znajome twarze.
Evana i Denise.
Evan zmarszczył brwi. „Czy nie byłaś na wydziale literatury? Co tu robisz?”.
Więc o co tu chodziło?
Czy przyszła tu dla niego?
Czy to wszystko było jakimś spiskiem, by przyciągnąć jego uwagę?






