Babcia próbowała ją powstrzymać, ale było już za późno.
W chwili, gdy Sierra zobaczyła nogi babci, jej krew zamieniła się w lód.
Obie nogi zostały amputowane tuż poniżej kolan. Kobieta miała na sobie jedynie pieluchę dla dorosłych, a to, co zostało z jej ud, pokrywały ropiejące rany, cuchnące infekcją.
"Sierra…" Głos babci zadrżał. "Nic mi nie jest."
Sierra nie odpowiedziała. Uniosła ubranie babci, odsłaniając jej plecy — pokryte takimi samymi ropiejącymi ranami. Odleżyny. Od zbyt długiego leżenia w łóżku bez odpowiedniej opieki. Rany zaczęły ropieć, a teraz miała gorączkę.
Sierra natychmiast zadzwoniła do szpitala.
W szpitalu stała w milczeniu, słuchając diagnozy i reprymendy lekarza.
"To cud, że ona w ogóle jeszcze żyje. Jej nogi zostały amputowane, ale rany nie goiły się prawidłowo. Występują wyraźne oznaki infekcji. Gdyby zapewniono jej odpowiednią opiekę, to by się nie wydarzyło. A te odleżyny? Wszystkie zakażone. Jak wy w ogóle się nią opiekujecie?"
Sierra nie dyskutowała. Błagała tylko: "Proszę… Proszę ją uratować. Błagam."
Lekarz spojrzał na nią i westchnął. "Zrobimy, co w naszej mocy. Ale powinna pani o tym pamiętać — proszę nie czekać, aż będzie za późno na żal."
"Dziękuję, doktorze."
Sierra została przed salą, czekając z niepokojem. Dopiero gdy lekarz zapewnił ją, że życie babci nie jest już w bezpośrednim niebezpieczeństwie, odetchnęła wreszcie z ulgą.
"Sierra, powinnaś coś zjeść." Widząc, że wygląda nieco lepiej, Yulia w końcu odważyła się do niej odezwać.
Oczy Sierry stały się lodowate, gdy spojrzała na bułkę na parze, którą proponowała Yulia. "Tak właśnie się nią opiekowaliście?"
Głos Yulii drżał. "Ja… ja nie wiedziałam…"
"Nie wiedziałaś?" W głosie Sierry brzmiała wyraźna odraza. "Nie wiedziałaś, że jest aż tak chora? Nie wiedziałaś, że ma plecy całe w odleżynach? To co ty w ogóle wiesz?"
W porównaniu do Jamesa, Yulii nienawidziła jeszcze bardziej.
James zadawał jej tylko ból fizyczny. Yulia zniszczyła jej ducha.
Odkąd sięgała pamięcią, widziała, jak James bił Yulię.
Sierra bała się, ale i tak stawała przed Yulią, osłaniając matkę swoim drobnym ciałkiem, błagając Jamesa, by przestał.
Udało jej się.
James przestał bić Yulię. Zamiast tego wszystkie ciosy i kopniaki lądowały na Sierrze.
Płakała, wołając o pomoc, ale Yulia zawsze unikała jej wzroku, kuląc się w kącie i szlochając bezgłośnie.
Za każdym razem to babcia wkraczała, by powstrzymać Jamesa.
A jednak, po tym wszystkim, Yulia zawsze przytulała ją później, płacząc i przepraszając raz za razem.
A Sierra jej wybaczała. Wciąż na nowo.
Wmawiała sobie — mama była po prostu zbyt przerażona.
Dopóki nie skończyła piętnastu lat.
W tamtym roku James przegrał ogromną sumę pieniędzy na hazardzie. Próbował wykorzystać Sierrę, by spłacić swój dług.
Wiedziała, co to oznacza.
Błagała o pomoc, krzyczała, by ktoś ją uratował.
Yulia była wtedy w domu. Słyszała wszystko.
Ale udawała, że nie słyszy.
Nawet zamknęła drzwi — jeszcze szczelniej.
Nikt nie wiedział, jakiej rozpaczy Sierra doświadczyła w tamtym momencie.
Gdyby sekretarz rodziny Xanderów nie znalazł jej na czas, nie byłoby jej tu teraz.
Właśnie dlatego, kiedy trafiła do domu rodziny Xanderów, robiła wszystko, by im się przypodobać.
Ponieważ oni byli jej prawdziwą rodziną.
I ponieważ nigdy nie chciała wracać do rodziny Colemanów.
Słysząc, jak porusza przeszłość, Yulia znów zaczęła płakać. "Przepraszam, Sierra. Nie chciałam. Byłam zbyt przerażona… nie śmiałam…"
Sierra słyszała te słowa już niezliczoną ilość razy. Teraz nic nie znaczyły.
Zignorowała Yulię i poszła prosto do dyżurki pielęgniarek, prosząc, by uważnie pilnowały pokoju jej babci. Następnie wzięła taksówkę i pojechała do Grupy Xander.
W recepcji zatrzymała ją pracowniczka. "Panienko, kogo pani szuka?"
"Bradleya." Jej głos był chłodny.
Recepcjonistka spojrzała na nią bez wyrazu. "Czy jest pani umówiona?"
"Nie. Proszę mu przekazać, że Sierra go szuka."
Uśmiech recepcjonistki pozostał niezmieniony. "Najmocniej przepraszam, ale pan Xander jest bardzo zajęty. Nie możemy mu przeszkadzać bez umówionego spotkania."
Po czym zignorowano ją, instruując jedynie ochroniarzy, by mieli na nią oko na wypadek, gdyby sprawiała kłopoty.
Sierra chciała zadzwonić do Bradleya, ale kiedy wyciągnęła telefon, przypomniała sobie — nie miała jego prywatnego numeru.
Miała kontakt tylko do jego sekretarza.
W końcu to Cameron zszedł po nią na dół.
Została szybko zaprowadzona do biura Bradleya. Nie podnosząc wzroku, zapytał: "Wczoraj dałem ci trzy miliony dolarów. Nie mów mi, że już je wydałaś?"
"Bradley, zanim wysłałeś mnie do więzienia, obiecałeś, że znajdziesz lekarza, który zoperuje moją babcię."
Ręka Bradleya zamarła. Jego twarz spochmurniała, gdy podniósł wzrok. "Kwestionujesz moje słowa? Przez jakąś nic nieznaczącą staruszkę?"
Nic nieznaczącą? Nie.
Babcia była jej jedyną rodziną.
"Bradley, ta sprawa nie uległa jeszcze przedawnieniu", powiedziała chłodno.
Bradley zamarł, a potem spojrzał na nią z niedowierzaniem. "Grozisz mi? Przez starą kobietę?"
Ale patrząc na wyraz twarzy Sierry, zdał sobie sprawę, że nie żartowała.
Naprawdę mu groziła.
Wezbrał w nim gniew. Warknął: "Sierra, to ja cię tu sprowadziłem. I mogę odesłać cię z powrotem tam, skąd przyszłaś."
Pokój wypełniła cisza.
Bradley pożałował swoich słów niemal natychmiast, ale zanim zdążył je cofnąć, Sierra odezwała się.
"Wiem, panie Xander. Jest pan do tego w pełni zdolny. Ale ja też mogę oddać się w ręce policji i dopilnować, by prawdziwa zbrodniarka zapłaciła za swoje zbrodnie."
"Ty—"
Wszelkie poczucie winy, jakie odczuwał Bradley, zniknęło w mgnieniu oka. Jego twarz stała się lodowata, gdy wpatrywał się w nią przez dłuższą chwilę, po czym nacisnął przycisk interkomu.
"Cameron. Ta stara kobieta od Colemanów — nie zorganizowałeś dla niej lekarza?"
Sierra wydała z siebie kpiący śmiech.
A więc to Cameron się tym zajmował.
Bradleya w ogóle to nie obchodziło.
Oczywiście. Dlaczego w ogóle wierzyła, że będzie inaczej?
Była głupia, myśląc, że Bradley Xander zada sobie trud, by pomóc jej babci.
Gniew Bradleya zapłonął jeszcze mocniej na widok jej miny. "Masz pojęcie, ile zarabiam w ciągu minuty? Co sprawia, że myślisz, że ktoś taki jak ona zasługuje na moją osobistą uwagę?"
Cameron szybko się odezwał. "Panie Xander, znalazłem najlepszego lekarza dla pani Lily. Ale w końcu rodzina Colemanów odmówiła. Wybrali amputację."
"To niemożliwe." Sierra nawet się nie zawahała.
Jeśli istniał sposób, by jej babcia znów mogła chodzić, dlaczego mieliby wybrać amputację?
"To prawda", powiedział Cameron, a w jego tonie zabrzmiała nuta kpiny. "Decyzję podjęła jej córka. Powiedziała mi, żebym po prostu dał im pieniądze, a oni sami się tym zajmą."
Sierra wyłapała pogardę w jego oczach i zapytała: "A zapytaliście moją babcię, czego ona chce?"
Uprzejmy uśmiech Camerona zesztywniał. Po krótkiej pauzie przyznał: "…Nie."
Sierra przeniosła wzrok z niego na Bradleya.
Myliła się.
Tak bardzo się myliła.
Jak mogła kiedykolwiek wierzyć, że Bradley zaopiekuje się jej babcią?
Nie zadała sobie trudu, by dyskutować dalej.
Odwróciła się i wyszła.
Bradley poczuł dziwny dyskomfort w klatce piersiowej. Nie potrafił tego do końca wyjaśnić — czuł tylko, jakby za chwilę miał ją stracić na zawsze.
"…Cameron. Sprawdź, co się dzieje z tą staruchą od Colemanów."
Jeśli ledwo wiązała koniec z końcem, po prostu da jej trochę pieniędzy.
Potraktuje to jako jałmużnę.
W końcu nie było tak, że nie mógł sobie na to pozwolić.






