„Pomyślałem, że przyda ci się przyjaciel” – mówi, biorąc łyk swojej szkockiej.
Prycham. „Ta? Widzisz tu jakiegoś, bo ja, kurwa, nie widzę?” – ripostuję chłodno i wypijam swojego drinka do dna. Czy ten dzieciak mówi poważnie? Jak śmie nazywać siebie przyjacielem po tym, co zrobił — bezczelny skurwiel.
„Cole, jesteś moim najlepszym przyjacielem, a nawet kimś więcej, jesteś dla mnie jak brat, stary.






