Stał tam. W pełnej okazałości swoich stu dziewięćdziesięciu trzech centymetrów wzrostu, wyglądając na równie zrujnowanego, jak ja się czułam. Nasze oczy się spotykają, a on patrzy na mnie i wzrusza ramionami, po czym wchodzi do środka, przyciąga mnie do siebie i wtula twarz w moją szyję. – Nie mogę oddychać. Czuję, jakby wszystko wokół mnie się zaciskało – płacze. – Mogę dzisiaj u ciebie zostać? –






