Trwa to nieco ponad dwie godziny, ale w końcu ostatni z lekarzy wychodzi, a drzwi zatrzaskują się za nim z kliknięciem.
– Wreszcie – wzdycha Roger, opadając na pościel świeżo przebranego łóżka. – Teraz musimy tylko zmusić naszą głupią rodzinę do wyjścia i wreszcie trochę pośpimy...
– Słucham? – mówię, piorunując go wzrokiem. – Jeśli myślisz, że to ty jesteś zmęczony...
– Dobrze, dobrze – wzdycha,






