languageJęzyk

Wyjdź za mnie

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

– Przypomnij mi, dlaczego nie powinienem zadzwonić na policję z powodu tego... jawnego nękania? – zapytał z cwanym uśmieszkiem, delektując się swoją whisky. Stojąc przy barku, patrzył, jak topiła smutki w alkoholu. Nie tak chciała być przez niego zapamiętana, ale jaki miała wybór?

– Nękania? – parsknęła Izzy, po czym podniosła szklankę whisky, którą dla niej nalał, i opróżniła ją jednym szybkim ruchem.

Nawet nie zarejestrowała pieczenia w gardle, gdy z trzaskiem odstawiła pustą szklankę na stół. Obraz lekko jej się rozmazał, ale nie obchodziło jej to. Alkohol był jedyną rzeczą, która powstrzymywała ją przed całkowitym rozsypaniem się na kawałki. Była wrakiem. Czuła się jak wrak. Wyglądała jak wrak.

– I stalkingu – dodał Liam, a jego głos ociekał rozbawieniem. – To też jest przestępstwo, prawda?

Przez chwilę Izzy miała ochotę zetrzeć ten uśmieszek z jego twarzy. – Już ci mówiłam...

– Tak, tak, przyłapałaś swojego chłopaka na zdradzie. Wspomniałaś o tym już trzy razy – przerwał jej, obojętnie mieszając whisky w szklance. – Ale skąd mam wiedzieć, czy to prawda? Może po prostu jesteś tu, żeby szpiegować mnie i moje projekty. W końcu jesteśmy rywalami, czyż nie?

Izzy prychnęła, chwytając kolejną szklankę whisky. Powinna była wiedzieć, czego się spodziewać, kiedy go zobaczyła. Liam Horvath nie należał do osób okazujących współczucie — wolał raczej rozmawiać o biznesie, niż okazać choćby krztynę troski.

– Zwolnij – głos Liama przebił się przez mgłę w jej głowie, a jego ton był bardziej rozkazem niż sugestią.

Izzy odwróciła głowę w jego stronę i zmrużyła oczy. – Co cię to obchodzi? – warknęła ostro. – Musisz to uwielbiać. Zapewne właśnie w tej chwili śmiejesz się ze mnie w duchu. – Próbowała ruszyć w jego stronę, ale poczuła, że świat zaczyna jej wirować. Z jej ust wyrwało się przekleństwo.

Liam zaśmiał się cicho; był to niski, gardłowy dźwięk, który przyprawił ją o dreszcz, pomimo jej złości. – Masz rację – powiedział, opierając się o bar, a jego wzrok był w nią wlepiony. – Naprawdę wyglądasz teraz żałośnie. Zdecydowanie nie jak ta Izzy, którą pamiętam z czasów dorastania.

Te słowa uderzyły mocno, przecinając jej pijackie otępienie niczym nóż. Nienawidziła go w tamtym momencie — nienawidziła tego, jak zawsze potrafił zaleźć jej za skórę. Jej spojrzenie stało się jeszcze bardziej mordercze, gdy próbowała zachować resztki godności. Pokoik lekko się przekrzywił, kiedy to zrobiła. Ale nie ustępowała. W starciu z Liamem nigdy tego nie robiła.

Widząc w jakim jest stanie, Liam znowu cicho się zaśmiał.

– Och, pieprz się, Liam – warknęła. – Przestań się ze mnie śmiać.

Nawet nie drgnął. Nie zareagował na jej wybuch. Zamiast tego zrobił krok w jej stronę, jednym płynnym ruchem niwelując odległość między nimi. Izzy czuła bijący od niego żar; napięcie iskrzyło między nimi niczym przewód pod napięciem.

– To wszystko, na co cię stać? – mruknął, a jego głos był niski i drwiący — jak zawsze.

Izzy zacisnęła pięści, czując pulsowanie gniewu zmieszanego z czymś jeszcze — czymś, czego nie chciała przyznać nawet przed samą sobą.

Zanim Izzy zdążyła odwrócić głowę, ręka Liama wystrzeliła do przodu; jego palce mocno chwyciły ją za podbródek, zmuszając ją, by na niego spojrzała. Jego oczy były ostre, przecinające przestrzeń między nimi mieszanką frustracji i czegoś mroczniejszego.

– Czy to nie żałosne – powiedział niskim, drwiącym głosem. – Że kobieta, z którą mam się ożenić, płacze przez innego mężczyznę?

Te słowa uderzyły ją jak policzek. Klatka piersiowa Izzy zesztywniała. Gniew podszedł jej do gardła. Zacisnęła zęby, a puls dudnił jej w uszach. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnęła, było czuć się bezbronną w jego obecności, ze wszystkich ludzi na świecie. Nie teraz. Nie wtedy, gdy zdecydowała się od niego odejść te wszystkie lata temu, zmuszając dziadka do zerwania ich zaręczyn w chwili, gdy poznała Calena.

A teraz proszę — stała tu przed Liamem, rozpadając się na kawałki jak jakaś słaba, złamana istota. Przez moment pomyślała, że może upadek z budynku byłby łatwiejszy niż to. Ale potem przypomniała sobie, co widziała i słyszała wcześniej, a gniew zapłonął w niej jak gotowa do wybuchu lawa. Nie. Skonfrontowanie się z Liamem było lepsze niż pozwolenie tym ludziom, by uszła im na sucho ta zdrada.

Oczy Izzy płonęły. Wyrwała podbródek z jego uścisku. Nie pozwoli, żeby to uchodziło im płazem! Wzięła ostry wdech, patrząc na Liama, a jej złość sięgnęła zenitu. Jej umysł wciąż wirował od alkoholu i tego wszystkiego, przez co właśnie przeszła. Kierowana wyłącznie furią, wyrzuciła z siebie słowa, które zaskoczyły nawet ją samą. – W takim razie ożeń się ze mną.

Przez chwilę nie mogła uwierzyć w to, co właśnie opuściło jej usta. Dlaczego mówiła, zanim jej mózg zdążył za tym nadążyć? W duchu obwiniała alkohol.

Nie chciała tego powiedzieć, ale kiedy słowa już padły, nie mogła ich cofnąć. Była zbyt zła, zbyt zraniona i zbyt pijana, żeby się tym przejmować.

Wyraz twarzy Liama zamarł na ułamek sekundy, a jego oczy rozszerzyły się tylko na tyle, by pokazać, że się tego nie spodziewał. Jego śmiech zaczął się nisko, dudniąc głęboko w gardle, zanim wybuchnął w pełni. Był to śmiech pełen niedowierzania, rozbawienia, a może i odrobiny kpiny.

– Ożenić się z tobą? – powtórzył, wciąż się śmiejąc. Jego oczy tańczyły z rozbawienia, jakby właśnie opowiedziała najśmieszniejszy żart na świecie.

Szczęka Izzy zacisnęła się, paznokcie wbijały się w dłonie, gdy piorunowała go wzrokiem. Dźwięk jego śmiechu tylko podsycał ogień płonący w jej wnętrzu. Czuła, jak jej serce bije coraz szybciej, a puls pulsuje od adrenaliny. Dobrze. Chciał się śmiać? Niech się śmieje!

– Tak – powiedziała, a jej głos był tym razem silniejszy, podbródek uniosła z wyzywającą miną. – Ożeń się ze mną.

Śmiech Liama ucichł, a jego twarz spoważniała. Wpatrywał się w nią, rozbawienie zniknęło z jego oblicza, gdy powaga jej tonu w końcu do niego dotarła. Zmrużył lekko oczy, badając ją wzrokiem, jakby próbował rozgryźć, w jaką grę z nim pogrywa.

Zmrużyła oczy. Czuła żar jego spojrzenia, i z jakiegoś nieznanego powodu sprawiało to, że czuła się śmielsza, bardziej lekkomyślna i zdesperowana, by znaleźć jakiekolwiek ujście dla burzy szalejącej w jej wnętrzu.

– Myślisz, że to zabawne? – warknęła, a jej głos drżał. – Dzisiaj miała być moja rocznica z Calenem. Miałam mu dziś oddać wszystko — absolutnie wszystko. – Wzięła oddech, uspokajając się. Potem powolnymi, celowymi ruchami sięgnęła w górę i rozpięła płaszcz, zsuwając go z ramion. Miękki materiał opadł na podłogę, ukazując zmysłową bieliznę, którą wybrała specjalnie dla Calena.

W oczach Liama błysnęło coś nieodgadnionego, gdy przesuwał po niej wzrokiem. Nic nie mówił, nie ruszał się, tylko ją obserwował, a jego spojrzenie stwardniało.

Izzy odwzajemniła jego spojrzenie, a jej gniew i bezbronność walczyły ze sobą wewnątrz niej, ale nie odwróciła wzroku, nie potrafiła. – Ożeń się ze mną – powtórzyła, a jej głos brzmiał jak wyzwanie. – Zawsze tu jesteś, zawsze przypominasz mi o tym, z czego zrezygnowałam. Więc dlaczego po prostu tego nie weźmiesz? Ożeń się ze mną i miejmy to z głowy!

Szczęka Liama się zacisnęła. Jego oczy pociemniały i przez chwilę żadne z nich się nie odzywało. Powietrze między nimi wydawało się ciężkie, gęste od niewypowiedzianych słów, starych wspomnień i lat nierozwiązanego napięcia.

Jednak Izzy wytrzymała jego spojrzenie, odmawiając wycofania się. Sama nie wiedziała, czy mówi to poważnie, czy po prostu próbuje wywołać w nim jakiekolwiek uczucia. Ale w tamtym momencie chciała zobaczyć, czy podejmie wyzwanie, czy połknie haczyk.

Liam zrobił krok do przodu, zmniejszając odległość między nimi. Jego wzrok był przykuty do jej oczu. Nie śmiał się. Nie kpił z niej. Zamiast tego pochylił się bliżej; jego oddech był ciepły na jej skórze, a głos cichy i opanowany.

– Czy tego właśnie naprawdę chcesz, Izzy? – Jej imię ześlizgnęło się z jego ust, a ten dźwięk sprawił, że serce na moment zamarło jej w piersi. Podszedł jeszcze bliżej, ani na chwilę nie odrywając od niej wzroku. – Bo jeśli powiesz to jeszcze raz – jego głos stał się głębszy. – Nie będę się śmiał.

Serce Izzy galopowało, a puls dudnił jej w uszach. Nie spodziewała się tego. Nie spodziewała się, że potraktuje ją poważnie.

Po raz pierwszy Izzy się zawahała, ale nie cofnęła się. Utrzymała pozycję, a jej emocje wirowały w chaotycznej plątaninie gniewu i czegoś jeszcze — czegoś surowego i niezaprzeczalnego.

I w tym momencie zdała sobie sprawę, że może wcale nie żartowała.

Przełknęła z trudem ślinę. A potem, zanim zdążyła pomyśleć o czymkolwiek innym, wypowiedziała te słowa: – Ożeń się ze mną.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Wyjdź za mnie - Przysięgi Zemsty: Żona Złoczyńcy | StoriesNook