languageJęzyk

Niespodzianka

Autor: Aeliana Moreau 3 kwi 2026

Wargi Isabelli "Izzy" Rossi wygięły się w drapieżnym uśmiechu, gdy podziwiała swoje odbicie.

Lustro w przymierzalni, ukazujące całą sylwetkę, uchwyciło każdy zmysłowy detal bielizny otulającej jej ciało. Półprzezroczysty gorset przylegał do jej krągłości niczym druga skóra, a jego koronkowe wzory pozostawiały wyobraźni dokładnie tyle, ile trzeba. Prześwitujące, pasujące do kompletu stringi były idealnie obramowane przez pas do pończoch. Sięgające ud pończochy podkreślały jej długie, rzeźbione nogi.

Materiał opinał jej ciało we wszystkich właściwych miejscach, uwydatniając gładką, przypominającą jadeit skórę. Jej piersi unosiły się wysoko, napierając na koronkę w sposób, który sprawiał, że czuła się zarówno potężna, jak i zniewalająca. Przechyliła głowę, podziwiając, jak ten zestaw podkreśla jej talię, sprawiając, że wyglądała jak arcydzieło gotowe na odsłonięcie.

– Co pani o tym sądzi? – Głos ekspedientki zza drzwi wyrwał ją z zamyślenia.

Uśmiech Izzy poszerzył się. Zestaw był perfekcyjny. – Tak, jest idealny – odkrzyknęła. Wyobraziła sobie wyraz twarzy swojego chłopaka, Calena, kiedy dzisiejszego wieczoru zrobi mu niespodziankę z okazji ich rocznicy – ich trzeciej rocznicy.

Dla Izzy ich trzecia rocznica nie była tylko świętowaniem; to był moment, w którym zdecydowała się oddać mu siebie — w pełni, bez żadnych zahamowań. Na samą myśl o tym poczuła dreszcz emocji.

W jej piersi zatańczyła iskra ekscytacji. Czy będzie na to gotowy?

– Czy mogę w nim wyjść? – zapytała, znając już odpowiedź, ale rozkoszując się skandalicznym dreszczykiem całego tego pomysłu.

Zapadła chwila ciszy, po czym ekspedientka odpowiedziała: – Oczywiście. Proszę tylko podać mi kartę, a ja zajmę się rachunkiem.

Izzy sięgnęła do torebki, wydobywając z niej z subtelną gracją elegancką czarną kartę. Prawie słyszała, jak po drugiej stronie drzwi ekspedientce na moment zatyka dech, gdy wręczała jej plastik. Izzy zaśmiała się cicho pod nosem. Władza nie kryła się tylko w wyglądzie — tkwiła w sposobie, w jaki człowiek się nosił, w każdym odważnym wyborze.

Jeszcze raz wyprostowała plecy, przesuwając dłońmi po bokach, nie odrywając wzroku od własnych oczu w lustrze. Ten wieczór miał być niezapomniany.

Powinien być teraz w domu, pewnie wylegiwał się w swoim mieszkaniu, wciąż myśląc, że ona jest w Brazylii i dopina jakąś umowę dla firmy. Zaledwie kilka godzin temu dzwonił do niej, a jego głos był pełen łagodnego żalu. Chciałby tam z nią być i wspólnie świętować ich rocznicę. Ale jego ojciec, właściciel firmy, dla której pracowała, musiał zwołać pilne spotkanie. Nienawidził, że przegapi ich rocznicę, ale Izzy nalegała, że to spotkanie jest konieczne – dla ich wspólnych marzeń.

Izzy odegrała swoją rolę perfekcyjnie, zapewniając go, że nic się nie stało i że odbiją to sobie, gdy wróci. Ale on nie wiedział. Nie wiedział, że wylądowała w San Francisco cztery godziny temu. Nie miał pojęcia, że sfinalizowała umowę dzień wcześniej — tylko po to, by zrobić mu niespodziankę. Calen był całkowicie nieświadomy, że jej włosy są świeżo ułożone, a skóra gładka i idealnie wydepilowana.

I zdecydowanie nie wiedział, że właśnie zmierza prosto do niego.

Wyszła z butiku i rozkoszowała się nocnym powietrzem na skórze; ekscytacja sprawiała, że jej puls przyspieszył. Szybkim machnięciem ręki wezwała taksówkę i wślizgnęła się na tylne siedzenie. – Do One Shoreline Towers – powiedziała kierowcy.

Samochód pędził przez miasto, a ona wyobrażała sobie, jak bez zapowiedzi wchodzi do jego mieszkania, całkowicie go zaskakując. Calen dał jej kartę dostępu do swojego budynku miesiące temu, ufając jej i dając pełny dostęp do swojego życia. Nigdy by się nie spodziewał, że użyje jej w ten sposób.

Co zrobi, kiedy ją zobaczy? Najpierw na jego twarzy malowałoby się zaskoczenie, ale wiedziała, co nastąpi potem.

Przygryzła wargę, wpatrując się w rozmyte światła miasta. Czuła, jak rumieniec wypełza na jej szyję.

Wkrótce taksówka zatrzymała się przed górującym, szklanym budynkiem, eleganckim i nowoczesnym, stojącym w nocy jak latarnia morska. Serce Izzy zabiło mocniej w piersi, gdy zapłaciła za kurs i wyszła na krawężnik. Wyciągnęła kartę z kieszeni, czując w palcach jej gładkie krawędzie, i ruszyła w stronę windy.

Izzy ciaśniej owinęła się płaszczem, gdy drzwi windy się rozsunęły. Fala nerwowej ekscytacji przetoczyła się przez nią, gdy weszła do środka, wciskając przycisk piętra Calena. Nie mogła się doczekać, by zobaczyć wyraz jego twarzy, kiedy wejdzie przez drzwi.

Nie mogła przestać wyobrażać sobie jego zaskoczenia, uśmiechu, który pojawi się na jego ustach, gdy zobaczy ją stojącą w bieliźnie, którą starannie wybrała na tę noc. Jej palce musnęły gładki materiał płaszcza, wyczuwając pod nim koronkę. To jest to.

Zaraz potem drzwi otworzyły się z cichym dzwonkiem. Weszła na miękki dywan korytarza na piętrze Calena. Jej kroki zwolniły, gdy zbliżyła się do jego drzwi. Wyciągnęła kartę, przeciągnęła ją, a zamek odblokował się z cichym kliknięciem. Uśmiechając się do siebie, pchnęła je i wślizgnęła się do środka.

Gdy tylko weszła, zauważyła, że pomieszczenie wypełnia cichy, zmysłowy pomruk jazzu. Izzy zmarszczyła brwi, a jej ekscytacja na moment opadła. Calen nienawidził jazzu. Dlaczego miałby go teraz puszczać?

Jej oczy omiotły słabo oświetlony salon, ale był pusty. Jej serce zaczęło bić mocniej, tym razem z innego powodu. Znowu pił? – zastanawiała się. To było do niego niepodobne, by włączał taką muzykę, chyba że próbował stworzyć jakiś specyficzny nastrój. Czy to dlatego, że sam obchodził ich rocznicę?

Przeszła na palcach po dywanie, nie do końca wiedząc, dlaczego czuje potrzebę bycia tak cicho. Coś było nie tak, ale nie potrafiła dokładnie określić co. Jej wzrok powędrował na schody prowadzące do jego sypialni. Może już tam był? Czy wiedział, że przyjdzie? Niemożliwe. Nikomu nie mówiła o swoim planie, nawet sekretarce Calena, jej własnej kuzynce Monice. Nikt nie powinien był wiedzieć, że umowa została podpisana wcześniej, niż się spodziewali.

Właśnie miała zrobić pierwszy krok, gdy jakiś dźwięk sprawił, że zamarła w bezruchu.

Chichot.

Kobiecy chichot.

Przez sekundę myślała, że to może być część utworu, ale potem usłyszała to znowu — wyraźniej, bez cienia wątpliwości.

Żołądek Izzy boleśnie się zacisnął.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: Niespodzianka - Przysięgi Zemsty: Żona Złoczyńcy | StoriesNook