Nogi odmówiły Carolyn posłuszeństwa. Prawie osunęła się na podłogę. Coś było nie tak – jej oddech stawał się coraz cięższy, a ramiona ociężałe i zdrętwiałe. Jad węża zaczął działać.
Antidotum w ręku Chloe było jej jedyną nadzieją.
– Chloe, myliłam się – wykrztusiła z siebie Carolyn, upadając na kolana. – Oszalałam. Jak mogłabym kiedykolwiek zrobić ci krzywdę? Ja po prostu... pożaliłam się Emily. D






