— Oczywiście, że tak... — wyszeptała, delikatnie unosząc jego podbródek palcami.
Eugene wpatrywał się w nią w napięciu, wstrzymując oddech, w oczekiwaniu. Ich oczy spotkały się w tym zawieszonym w czasie momencie i zanim zdążył przyswoić sobie tę zmianę, pokonała dystans i chwyciła jego wargi własnymi.
To w niczym nie przypominało tych figlarnych, przelotnych pocałunków, które dzielili wcześniej.






