Powinnam była wrócić do domu natychmiast po lekcjach, żeby pomóc w przygotowaniach do wielkiego przyjęcia urodzinowego Trojaczków, które miało odbyć się jutro wieczorem, ale musiałam odrobić zadanie dla dziewczyn, a one miały mnie odmienić. Wiedziałam, że później za to zapłacę, ale co tam. Drakenowie zatrudnili planerkę imprez. Powinni wytrzymać kilka godzin bez swojego wilkołaczego Kopciuszka.
Zadanie dla dziewczyn odrobiłam dosłownie w samochodzie w drodze do centrum handlowego. To było banalnie proste. Matematyka to moja działka. Ogólnie byłam kujonką i byłam z tego dumna, mimo że wilkołaki cenią siłę i urodę znacznie wyżej niż rozum.
Dziewczyny były pod wrażeniem. Szybko przepisały wszystko, siedząc na mroźnym parkingu w aucie z włączonym ogrzewaniem. Sloane jeździła sportowym wozem. Nie wiedziałam jakiej marki, ale wiedziałam, że ona i Tasha są niemal tak bogate jak Alfa i jego rodzina. Wciągnęły mnie do galerii, piszcząc z podekscytowania, jakby to one wyświadczały mi przysługę tą metamorfozą. Przypomniałam im, że nie mam pieniędzy. Przewróciły oczami i zignorowały mnie. Uznałam, że to, co mi kupią, będzie częścią naszej umowy.
Mierzyłam jeden zestaw za drugim. Sloane i Tasha oceniały każdy z nich i bawiły się przy tym przednio. To było nawet całkiem przyjemne. Namówiły mnie na mnóstwo minispódniczek i miniaturowych sukienek. Twierdziły, że mam „świetne nogi”, mimo że Trojaczki nazywały mnie grubą. Szczerze mówiąc, ciuchy, które dla mnie wybrały, wyglądały świetnie. Miałam trochę problemów z chodzeniem w szpilkach, ale dziewczyny kazały mi ćwiczyć w sklepie, jakbym była na wybiegu. Same też udawały modelki. Były takie pewne siebie. Musiałam podziwiać ich przebojowość. Potem, już w domu Tashy, pokazały mi, jaki makijaż mam zrobić i jak ułożyć włosy. Zrobiłyśmy próbę generalną. Spojrzałam w wysokie lustro Tashy i opadła mi szczęka.
Miałam na sobie czarne botki na wysokim obcasie i krótką, plisowaną czarną spódniczkę. Do tego czarne rajstopy, bo na zewnątrz było zimno nawet jak na wilkołaka. Mój biały top z długim rękawem miał dekolt w serduszko, który prezentował się bardzo korzystnie. Moje włosy lśniły, opadając na plecy w luźnych, sprężystych lokach. Cera promieniała, a kreski typu cat-eye i czerwone usta pasowały mi nadspodziewanie dobrze. Uścisnęłam Sloane i Tashę. Czy ja właśnie zyskałam dwie przyjaciółki?
Podwiozły mnie pod dom watahy, mając nadzieję, że uda im się dostrzec trojaczki, ale ich jeszcze nie było. Dzięki Bogu! Zaczęłam pomagać planerce w rozkładaniu dekoracji i jedzenia. Impreza była jutro, ale roboty było mnóstwo. W międzyczasie odrobiłam własne zadanie domowe. Byłam mistrzynią wielozadaniowości. Usłyszałam dźwięk trzech parkujących samochodów. To trojaczki. Alfa i Luna pojechali na zakupy po jeszcze więcej prezentów, mimo że zdążyłam już zapakować ich chyba z tuzin. Planerka była tlenioną blondynką po trzydziestce, która miała obsesję na punkcie „ciachowatości” trojaczków. Wyglądało na to, że mnie nie lubi, choć byłam jedyną osobą, która jej pomagała. Była tu codziennie w tym tygodniu i zawsze starała się postawić mnie w złym świetle przed trojaczkami. Miałam ochotę jej powiedzieć, że oni i tak już mnie nienawidzą, więc może wyluzować. Nazywała się Darla Cośtam. Ciągle zapominałam jej nazwiska.
Trojaczki weszły do środka. Każdy z nich obejmował jakąś dziewczynę. Zmieniali je średnio co dwa miesiące. Nie było sensu uczyć się ich imion. Poza tym bracia nie mogli się doczekać odnalezienia swojej prawdziwej partnerki. Nie byli pewni, czy będą mieli trzy oddzielne wybranki, czy jedną wspólną. Brzmi to szalenie, ale w przypadku identycznego rodzeństwa, jak bliźniaki czy trojaczki, zazwyczaj dzielili jedną partnerkę, skoro powstali z jednego jajeczka i plemnika, które się podzieliły. Teoretycznie więc identyczne trojaczki były naturalnie występującymi klonami. Każda dziewczyna marzyła, by być ich partnerką. Dla mnie to było czyste szaleństwo. Trojaczki byli przystojni, to fakt, ale byli też okropni, a wizja trzech partnerów wydawała się niesamowicie skomplikowana.
Darla rzuciła ich dziewczynom mordercze spojrzenie, a zazdrość aż biła z jej małych oczek. Dziewczyny nie zostały długo, a kiedy poszły, Darla naskarżyła trojaczkom, że pojawiłam się bardzo późno do pomocy. Westchnęłam. Byłam dosłownie pod stołem, pakując drobne upominki na loterię. Jutro każdy członek watahy miał wylosować niespodziankę z wielkiego pudła.
Wygramoliłam się spod stołu, żeby dać o sobie znać, zanim zaczną mnie szukać. Ukrywanie się tylko by ich rozdrażniło. Trojaczki gapiły się na mnie z szeroko otwartymi oczami. Spojrzeli po sobie. Przypomniałam sobie o swojej metamorfozie. Nie sądziłam, że w ogóle zauważą albo że ich to obejdzie. Kellan oblizał wargi, wodząc wzrokiem od moich stóp do głowy. Cofnęłam się o krok. Zander wyglądał na oszołomionego, a Corbin uśmiechnął się do mnie drwiąco.
— Zostaw to nam, Darlo — powiedział Zander, odzyskując swój zwykły wyniosły ton. — My ją ukarzemy.
Darla uśmiechnęła się do mnie złośliwie. Była najbardziej niedojrzałą dorosłą osobą, jaką znałam, wliczając w to trojaczki, a to już coś znaczyło. Bracia zapędzili mnie pod kuchenną wyspę.
— Przepraszam — bąknęłam. — Musiałam zrobić dodatkową matematykę dla pana Gannona.
To nie było kompletne kłamstwo. Trojaczki znały pana Gannona, bo byli jego gwiazdami futbolu, kiedy chodzili do liceum. Wiedzieli też, że wygrywałam konkursy matematyczne. Bardzo lubili się z tego wtedy nabijać.
— Okej — rzucił krótko Zander. Zrobił krok w moją stronę. — A co to wszystko ma znaczyć? — Gestem wskazał na mój strój, makijaż i fryzurę.
— Moje osiemnaste urodziny też są jutro. Po prostu sprawdzam, jak chcę wyglądać — odpowiedziałam, patrząc w dół i czekając, aż zaczną mnie obrażać albo wyzywać od grubasów.
— Masz chłopaka, o to chodzi? — zapytał Kellan, a w jego głosie narastał gniew.
Dlaczego go to w ogóle obchodziło?
— Jestem za gruba, żeby mieć chłopaka, pamiętasz? — odgryzłam się, cytując jedną z ich klasycznych obelg.
— Nie pogrywaj z nami — powiedział cicho Zander. — To wszystko dla twojego partnera? Już wiesz, kto nim jest?
— Nie! — zawołałam. Zachowywali się tak dziwnie, jakbym zrobiła coś podstępnego.
— Pewność będziesz miała dopiero jutro. Twój wewnętrzny wilk powie ci, kto jest twoim przeznaczonym — powiedział Corbin.
— Nie chcę mieć partnera — odparłam zgodnie z prawdą. Nigdy żaden facet nie był dla mnie miły i nie potrafiłam sobie wyobrazić, że to się zmieni.
— Dlaczego, do cholery, nie? — zapytał Kellan, jakbym postradała zmysły. Trojaczki rwały się do odnalezienia swojej partnerki. Rozmawiali o tym przy każdych urodzinach. Odwiedzali inne watahy, mając nadzieję, że poczują jej zapach. Myśleli, że może ich partnerka jest od nich młodsza. To by wyjaśniało, dlaczego nie mogli wyczuć jej woni. Dopiero po osiągnięciu pełnoletności przez obie strony więź mogła zostać odkryta.
— Bo pewnie też byłby dla mnie wredny i wyzywałby mnie, a mam tego pod dostatkiem od was — warknęłam. Nie powinnam była tego robić. Poczułam lekki lęk. Trojaczki nie uderzyły mnie, odkąd byliśmy mali. Ostatnia fizyczna kłótnia miała miejsce, gdy miałam jedenaście lat, a oni czternaście. Uderzyłam wtedy Corbina, łamiąc mu nos, bo nazwał mnie „grubą i paskudną” i wspomniał o moich „nieżywych rodzicach”. Miejsce pobytu moich rodziców nigdy nie zostało potwierdzone, a ja zawsze lubiłam myśleć, że żyją. Kiedy już wydał z siebie mrożący krew w żyłach krzyk i powiedział braciom o nosie, Kellan mnie spoliczkował, a potem zrobił to samo Zander. Corbin się wahał, ale zmusili go, by też mnie uderzył. Zawlekli mnie nad zamarzniętą rzekę za domem watahy. Był tam wycięty otwór do łowienia ryb. Byłam na tyle mała, że zmieściłam się w przeręblu. Trzymali mnie pod wodą, aż straciłam przytomność. Ich rodzice byli wściekli. Trafiłam do szpitala z hipothermią. Nigdy nie dowiedziałam się, jakie ponieśli kary, ale od tamtej pory nigdy więcej nie doszło między nami do rękoczynów, poza zwykłym popchnięciem.
— Jesteś głupia? — zapytał Kellan.
Wzruszyłam ramionami.
— Żaden wilkołak nie obrażałby własnej partnerki ani nie byłby dla niej wredny — powiedział Zander, przewracając oczami.
— Nic nie wiesz? — dodał Corbin.
— Dobra, dzięki, już rozumiem — odparłam krótko.
— Wystroiłaś się dla nas, prawda? — Zander uśmiechnął się drwiąco, pocierając podbródek. Pozostała dwójka wyszczerzyła zęby. Serce mi trochę drgnęło na widok ich dołeczków. Potrząsnęłam głową. Co ze mną było nie tak? Trojaczki byli potworami, a uroda ich z tego nie rozgrzeszała.
— Nie zmuszaj jej, żeby się przyznała — powiedział Corbin. — Wstydzi się, Zander.
— Przyznaj się! Zrobiłaś to dla nas! — wykrzyknął Zander, uśmiechając się zawadiacko. Podchodził coraz bliżej, aż plecami dotknęłam kuchennej wyspy.
Kellan milczał, uśmiechając się blado i uważnie mnie obserwując. Chciałam tylko, żeby sobie poszli. Byłam sfrustrowana całym swoim życiem. Jutro nie dostanę ani jednego prezentu. Nikt nie udzielił mi rad przed moją przemianą o północy, a bałam się. Wiedziałam, że to będzie bolesne, i nie potrzebowałam gierek tych trzech uprzywilejowanych dupków, którzy nie zasługiwali na miano Alf. Fizycznie byli Alfami, ale nie mieli za grosz prawości. Nie nadawali się na przywódców tej watahy. Wolne żarty! Postanowiłam zagrać w ich grę.
— No dobra, niech będzie — powiedziałam cicho, spuszczając wzrok, by udać zawstydzenie i mocno się obejmując. — Wystroiłam się dla was. Poprosiłam dwie dziewczyny ze szkoły o pomoc. Naprawdę miałam sprawę z matematyki, ale potem poszłam się zrobić na bóstwo i przez to się spóźniłam. Przepraszam.
Ukryłam twarz w dłoniach, tłumiąc śmiech. Oni najwyraźniej myśleli, że płaczę.
— Hej, wiesz, nie jesteśmy już tymi głupimi dzieciakami, co kiedyś, gdy się z tobą biliśmy — powiedział Kellan łagodnie. — Jutro przejmujemy watahę, a skoro jesteś jej częścią, chcemy po prostu wiedzieć, co się u ciebie dzieje, to wszystko.
Słucham?
— Nie rycz, głupia — rzucił Zander zniecierpliwiony.
— Nie obrażaj jej, jak próbujesz ją pocieszyć, durniu — Corbin skarcił Zandera. — Amity — powiedział Corbin, używając mojego prawdziwego imienia pierwszy raz od dziewięciu lat.
Opuściłam ręce. Byłam w szoku. Po prostu się w niego wpatrywałam.
— Wyglądasz ładnie, okej? — powiedział Corbin, mrugając do mnie.
Serce mi zabiło mocniej. Pochylił się. Jego twarz była tuż przy mojej.
— Dzięki, że wystroiłaś się dla nas. Mam nadzieję, że jutro założysz jeszcze krótszą spódniczkę — szepnął, uśmiechając się drwiąco.
Przewróciłam oczami. Kellan i Zander wybuchnęli śmiechem. Próbowałam ich wyminąć, ale Zander złapał mnie za ramiona i znów przyparł do wyspy. Oddech uwiązł mi w gardle.
— Czy ja powiedziałem, że możesz iść? — zapytał, muskając nosem mój nos, gdy się nade mną pochylił. Zaczęłam się wyrywać.
— Musisz mieć szacunek dla swoich Alf, Pity — powiedział Kellan, używając mojego okropnego przezwiska. Czar, który rzucił na mnie Corbin, prysł.
— Do diabła z tym! — wrzasnęłam. — Puśćcie mnie! Trzech samców Alfa na jedną omegę, to chore. Nie macie honoru — krzyknęłam, szarpiąc się z Zanderem. Puścił mnie.
— Tylko się z tobą droczyliśmy, Pity! — zawołał Zander. — Wielkie nieba! Idź już! Leć na górę!
Pobiegłam na górę do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Usiadłam na pryczy, podciągając kolana pod brodę. Gdy zapadł zmrok, do drzwi zapukali Alfa i Luna. Wyszłam do nich.
— Omal nie zapomnieliśmy, o północy masz swoją pierwszą przemianę, te same urodziny co trojaczki — powiedział Alfa Ragnar, drapiąc się po karku.
Uśmiechnęłam się. Czy zamierzali udzielić mi jakichś wskazówek albo dać prezent?
— Tak, więc dopilnuj, żebyś wyszła z domu przynajmniej o 23:45, żebyś niczego nie rozwaliła i nie narobiła bałaganu, jak będziesz się zmieniać — dodała Luna Vera.
Skinęłam głową. Uznałam, że to w sumie jakaś rada. O wpół do dwunastej wyszłam z domu w swoich starych ubraniach. Snieg chrupał mi pod stopami. Było ciemno jak w grobie. Westchnęłam. Denerwowałam się. Bałam się bólu. Chciałam, żeby rodzice tu byli. Przez pierwsze dziewięć lat mojego życia ciągle trafiali do ośrodków odwykowych i z nich wychodzili. Byli nieobliczalni, ale naprawdę zdawali się mnie kochać. Zawsze sprawiali, że moje urodziny i święta były wyjątkowe, nieważne jak bardzo byli akurat odurzeni. Byli w sobie szaleńczo zakochani jako partnerzy i wtedy wręcz wyczekiwałam chwili, gdy sama znajdę swoją drugą połówkę. Dochodziła północ. Nie chciałam rozerwać ubrań, więc zdjęłam je i stanęłam naga i boso na śniegu, osłonięta jedynie moimi lokami sięgającymi talii. Gdybym nie była wilkołakiem, zamarzłabym na śmierć.
Wraz z wybiciem północy poczułam, jak łamią mi się kości.






