languageJęzyk
Strona główna/Samolubny/Służąca Trojaczków Alf/Rozdział 3: Przesuwanie, wąchanie i tryskanie

Rozdział 3: Przesuwanie, wąchanie i tryskanie

Autor: Beatrice28 kwi 2026

Ostrzeżenie: Treści dla dorosłych

Ból przeszył całe moje ciało. Był potworny. Krzyknęłam. Moje kości wydłużały się i zmieniały swoje położenie. Piaskowe futro zaczęło pokrywać moją postać. Wzrok i słuch stały się niesamowicie ostre. Stanęłam na czterech łapach. Zawyłam. Byłam wilkiem. Pędziłam przez noc, mając pod sobą biały śnieg, a nad sobą czarne niebo. Praktycznie leciałam. Gdy zmęczyło mnie bieganie, pomyślałam o tym, jak zimno musi być mojemu ciału, gdy tak leży naga na śniegu. Skupiłam się na swoim ludzkim wyglądzie i moje kości znów zaczęły pękać. To było bolesne, ale ani trochę tak straszne jak za pierwszym razem. Trojaczki wyszły, by uczcić pierwsze minuty swoich dwudziestych pierwszych urodzin z przyjaciółmi w barze.

Przechodziłam obok ich pokojów. Dom miał trzy piętra. Alfa i Luna spali na najwyższym. Trojaczki i ja spaliśmy na środkowym. Ja miałam maleńki, przerobiony schowek, a każdy z braci miał ogromną sypialnię z łazienką. Z pokoju Corbina dobiegał najpyszniejszy zapach. Wślizgnęłam się do środka. Był najmniej przerażający z nich wszystkich, więc nie miałam nic przeciwko, by poczuł mój zapach, gdy wróci i zorientuje się, że byłam w jego królestwie. W jego pokoju pachniało dosłownie świeżo upieczonymi ciasteczkami z kawałkami czekolady. Rozejrzałam się. Może miał ciastka z marihuaną czy coś w tym stylu. Niczego nie znalazłam. Ech. Zostawiłam swój zapach na jego rzeczach kompletnie bez powodu.

Wyszłam i poczułam kolejną nieziemską woń. Ta dobiegała ze środkowej sypialni, należącej do Zandera. Nie odważyłam się wejść do środka, ale powąchałam próg. Zapach przypominał słodkie wiórki kokosowe z tropikalną nutą. Wciągnęłam go w płuca, zastanawiając się, dlaczego nigdy wcześniej go nie czułam. Serce zaczęło mi bić szybciej. Bałam się podejść do pokoju Kellana, ale musiałam wiedzieć. Jeśli nagle wszystkie trzy pokoje pachniały dla mnie tak wspaniale, to...

Odmówiłam sobie dalszych rozważań. Podeszłam do drzwi Kellana. Wyczułam zapach. Uderzyła we mnie silna woń kawy i kakao. Aż mi ślinka napłynęła do ust. Czy Kellan naprawdę tak dobrze pachniał? Nagle okno się otworzyło i przeciąg rozniósł wszystkie trzy zapachy po korytarzu. Ich połączone aromaty uderzyły we mnie z całą mocą. Miałam poważne kłopoty. Poszłam do swojej klitki i zamknęłam się na klucz. Próbowałam zasnąć, ale ciągle wierciłam się i przewracałam z boku na bok. Te zapachy mnie prześladowały. Czy poczują mnie, gdy wrócą do domu? Czy nagle będę dla nich pachnieć inaczej? Nie chciałam tego zbyt głęboko analizować. Może mój wyostrzony węch po prostu wychwytywał mnóstwo rzeczy, których wcześniej nie zauważałam. Może każdy tak dobrze pachniał.

Perspektywa trzecioosobowa

Corbin, Zander i Kellan weszli do domu około trzeciej rano. Była sobota. Później tego wieczoru miało odbyć się ich oficjalne przyjęcie urodzinowe i ceremonia objęcia funkcji Alf. Świętowanie z dziewczynami i kumplami z miasta zostawiło ich wyczerpanych i lekko wstawionych. Wilkołakom trudno było się upić, niezależnie od ilości wypitego alkoholu, ale trojaczki naprawdę się postarały. Życzyli sobie nawzajem dobrej nocy i wszystkiego najlepszego, po czym się rozeszli.

Corbin wtoczył się do swojego pokoju. Powitał go znajomy zapach, ale pojawił się w nim niezaprzeczalny, nowy element, niczym nowy składnik wzbogacający jego ulubiony stary przepis. Ktoś był w jego pokoju. Dziewczyna. Pachniała różami i wiciokrzewem. Przeszedł go dreszcz. Ten zapach doprowadzał go do szaleństwa. Nie mógł spać. Czuł go wszędzie. Wydawało mu się, że rozpoznaje tę woń, ale nie potrafił dokładnie określić, do kogo należy. Z pewnością zauważyłby i zapamiętał kogoś, kto pachnie aż tak dobrze.

Kiedy wzeszło słońce, nie mógł już dłużej wytrzymać. Zaczął walić do drzwi braci. Powitali go, wciąż będąc wpół uśpieni.

— Co się stało, młody? — zapytał Kellan z wyraźną troską na twarzy.

— Lepiej, żeby to było coś ważnego. Jest szósta rano. Imprezowaliśmy wczoraj i imprezujemy dzisiaj — powiedział Zander, wykonując mały taniec i ziewając.

— Powąchajcie mój pokój — rzucił Corbin.

Bracia roześmiali się. Odwrócił się i odszedł, a oni ruszyli za nim.

— Dość tego! — warknął Zander, wpadając do pokoju Corbina. Nagle znieruchomiał. Kellan wszedł za nim, a jego oczy szeroko się otworzyły.

— Mój Boże — wydusił Zander. — Co to jest? — Alfa zaczął węszyć w pokoju brata.

— Młody, kto był u ciebie? — zapytał ostro Kellan.

— Byłeś z naszą partnerką! — warknął Zander, odsłaniając zęby. — Chcesz ją mieć tylko dla siebie.

— Nie, nie wiem, czyj to zapach, i to mnie wykańcza — odpowiedział Corbin zmęczonym wzrokiem.

— Nasza partnerka była w tym pokoju — powiedział z zachwytem Zander. — Odnalazła nas! O, nie mogę się doczekać, aż się na nią rzucę. — Zander znów zawarczał.

— A co z Sashą, Tessą i Audrą? — zapytał Corbin, wymieniając ich obecne dziewczyny.

— Randkujemy z nimi od jakichś dwóch tygodni! Wiedzą, że nie są naszymi partnerkami, to było tylko przejściowe! Zerwę z Tessą przez telefon — rzucił lekceważąco Zander.

— Taa — zgodził się Kellan. — Jeśli znajdziemy naszą wybrankę przed imprezą, nie chcemy, żeby tamte się zjawiały i ją dręczyły.

— Fakt, byłyby zazdrosne — dodał Corbin. — A ona jest jedna, ich trzy, więc lepiej im powiedzieć przed wieczorem.

Bracia siedzieli w zgodzie na łóżku Corbina.

— Kto mógł być w moim pokoju? — zastanawiał się Corbin.

— Ten zapach ma w sobie coś znajomego — powiedział Kellan, uśmiechając się. — Pachnie trochę jak... — Kellan urwał, mrużąc brwi. Wstał i wybiegł na korytarz. Stanął przed drzwiami do małego schowka Amity. Ten sam zapach uderzył w niego z pełną mocą. Przeszył go dreszcz. Wiciokrzew i róże. Westchnął. Zastał drzwi otwarte i wszedł do środka z nadzieją, ale zastał jedynie pusty pokój ze starannie zasłanym łóżkiem polowym w kącie. Jego twarz spochmurniała.

Nagle dotarło do niego, jak przerażająco mały jest pokój Amity w porównaniu z innymi sypialniami w domu. Puste pokoje gościnne były większe od tej klitki. Dlaczego rodzice nie dali jej jednego z nich?

Bracia pojawili się za nim. Zander wyglądał na oniemiałego. Corbin wszedł do pokoju Amity i położył się na jej pryczy, głęboko wciągając jej zapach.

— Poczekam na nią tutaj, aż wróci — powiedział, zwijając się w kłębek na łóżku. Wyglądał komicznie, będąc mierzacym metr dziewięćdziesiąt trzy Alfą na tak małym meblu.

— Chcę po nią iść teraz — powiedział Zander z niepokojem w oczach. — Mamy sobie dużo do wyjaśnienia.

— Wyluzuj, Zander — odparł Kellan. — Nasza wybranka już z nami mieszka, więc wszystko jest pod kontrolą — dodał najstarszy Alfa z szerokim uśmiechem.

— Nie, wcale nie jest! — rzucił Zander, patrząc na nich. — Naszą wybranką jest Pity. Pity!

— Nie nazywaj jej tak! — warknął Corbin, a jego błękitne oczy stały się czarne.

— Przepraszam! Przepraszam! To złe przyzwyczajenie. Amity — poprawił się Zander. Wymawianie jej prawdziwego imienia na głos sprawiało mu dziwną przyjemność.

— W czym masz problem? — zapytał Kellan. Przeglądał rzeczy Amity, myśląc o tych wszystkich rzeczach, które zamierza jej kupić. Prawie nic nie miała, więc łatwo będzie sprawić jej niespodziankę. W końcu to też były jej urodziny.

— Musimy jechać do galerii, jak tylko otworzą o dziesiątej — powiedział młodszym braciom. — Amity też ma urodziny, a jestem pewien, że mama i tata nic jej nie kupili.

— Słyszysz sam siebie? — zapytał Zander.

— Powtarzam: o co ci chodzi? — Kellan spojrzał na Zandera. Corbin otworzył oczy, by zmierzyć brata wzrokiem.

— Amity jest naszą partnerką! Nie mieliśmy pojęcia, bo do dzisiaj nie była pełnoletnia! — Zander wymachiwał rękami jak szaleniec.

Corbin i Kellan nie rozumieli, do czego zmierza.

— Źle traktowaliśmy Amity! Kiedy zda sobie sprawę, że jesteśmy jej przeznaczonymi, odrzuci nas! — wypalił Zander.

Corbin gwałtownie usiadł. — Nie, nie zrobi tego — powiedział najmłodszy. — Nie może. Czekaliśmy na naszą partnerkę trzy lata.

— Amity mówiła, że nie chce mieć partnera, pamiętacie? — Zander wyłożył im kawę na ławę.

— Taa — odparł Kellan. — Ale kiedy więź partnerstwa naprawdę w nią uderzy, będzie w naszych rękach jak glina.

Corbin rozpromienił się, szczerząc zęby do Kellana. — Dokładnie — przytaknął.

Zander przewrócił oczami. — Pamiętacie, dlaczego Amity nie chciała partnera? Powiedziała, że byłby dla niej wredny, tak jak my. Jej partner to dosłownie my.

Corbin i Kellan zaczęli wyglądać na zmartwionych.

— Spanikuje! — powiedział Zander. — Będzie próbowała uciec. Pamiętajcie, ciągle mówiła o skończeniu osiemnastu lat, liceum i odejściu!

Kellan uśmiechnął się drwiąco. — Ma jeszcze siedem miesięcy szkoły. Jest listopad. Mamy czas do czerwca lub lipca, żeby ją przekonać.

Zander uspokoił się nieco, rozważając te słowa.

Corbin uśmiechnął się złośliwie, a w jego błękitnych oczach pojawiły się ogniki, ukazując dołeczki w policzkach: — Amity może nas teraz nienawidzić, ale do przyszłego lata sprawimy, że nam się podporządkuje.

Starsi bracia wybuchnęli śmiechem.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3: Przesuwanie, wąchanie i tryskanie - Służąca Trojaczków Alf | StoriesNook