languageJęzyk
Strona główna/Samolubny/Służąca Trojaczków Alf/Rozdział 5: Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin

Rozdział 5: Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin

Autor: Beatrice28 kwi 2026

Zander złapał mnie, zanim Kellan zdołał go powstrzymać. Przygwoździł mnie do ściany, zamierzając mnie naznaczyć!

— Przestań! — pisnęłam, ale oczy Zandera były czarne. Jego wilk przejął kontrolę. Nie byłam na to zupełnie gotowa. Nie wiedziałam nawet, czy chcę z nimi być.

W ułamku sekundy bracia odciągnęli go ode mnie. Przycisnęli go do przeciwległej ściany.

— Uspokój się! — huknął Kellan swoim głosem Alfy, aż cały pokój zadrżał.

Zander wziął kilka głębokich oddechów. Jego oczy powoli stawały się znów niebieskie. Bracia odprowadzili go do łóżka i wszyscy ponownie usiedli.

— Mój Boże — wydyszał. — Amity! — wypowiedział moje imię! — Tak mi przykro, Mała. — Wróciliśmy do „Małej”.

— Jest... okej — powiedziałam powoli. Zaśmiałam się bez przekonania. — Właściwie to nie jest najgorsza rzecz, jaką mi zrobiliście, i to o lata świetlne. To nawet nie trafi do pierwszej dziesiątki.

Zaśmiałam się z własnego słabego żartu. Trojaczki wyglądały na przerażone i pełne poczucia winy.

— Skoro więc Zander niemal zniszczył tę resztkę szansy, jaka nam została... co ty na to? — zapytał Corbin.

To naprawdę mnie rozśmieszyło. Wszyscy bracia się uśmiechnęli. Miałam jeszcze siedem miesięcy do końca liceum i wciąż byłam wściekła jak diabli na Trojaczki, ale nie byłam głupia. Odrzucenie ich oznaczałoby, że muszę się wyprowadzić. Nie miałam pojęcia, czego chcę. Moja wilczyca ich łaknęła. Podsuwała mi do głowy obrazy i pozycje, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Nigdy nie byłam nawet całowana. Jeśli w ogóle zdecyduję się z nimi być, tylko jeden z nich mógł zostać moim pierwszym pocałunkiem. Mój wzrok instynktownie powędrował do Corbina. Wyszczerzył zęby w uśmiechu. Pozostali dwaj wyglądali na nieco zazdrosnych, zastanawiając się, dlaczego nagle patrzę tylko na niego.

— Nie wiem, czego chcę — wyznałam im szczerze.

— To całkowicie zrozumiałe! — odparł Corbin.

— Nie spiesz się — dodał Kellan.

— Masz tyle czasu, ile potrzebujesz — dorzucił Zander, który jeszcze chwilę temu przygwoździł mnie do ściany, próbując naznaczyć mnie jako swoją partnerkę. Taa, jasne.

— Dobra, to prowadzi nas do drugiej części tej rozmowy — powiedział Kellan.

Słucham?

— Wszystkiego najlepszego, Amity! — zawołali Trojaczki chórem.

Uśmiechnęłam się. Wyciągnęli mnóstwo prezentów spod łóżka Corbina. Pisnęłam z zachwytu, a potem poczułam ukłucie winy. Przygryzłam wargę i spuściłam wzrok.

— Mała, co się stało? — zapytał szybko Zander.

— Myślałam o tym, żeby wam coś kupić, ale naprawdę nie mogłam. Nie miałam dosłownie żadnych pieniędzy — powiedziałam przepraszająco, czując wstyd.

Zander się zaśmiał. — Mała, wiemy, że nie masz pieniędzy. To nic.

— Nigdy nie dawaliście mi o tym zapomnieć — mruknęłam.

Zander spochmurniał. Zaczęli mnie namawiać, bym otworzyła prezenty. Było ich mnóstwo. Czułam się nieswojo. Przez dziewięć lat nie dostałam ani jednego prezentu, aż do dzisiaj. Sloane i Tasha dały mi upominki, a teraz Trojaczki wykupiły chyba całą galerię. Chciałam otworzyć je później, w prywatności swojego pokoju. Zdążyłam już tam zanieść torebki od dziewczyn.

— Kellanie, Zanderze, Corbinie — powiedziałam. Wszyscy zareagowali na swoje imiona. Wyglądali na tak uradowanych.

— Chcę otworzyć to później, kiedy będę mogła spokojnie pomyśleć — dodałam.

— Chcieliśmy zobaczyć twoją minę... — błagał Corbin.

— Nie chodzi o to, czego my chcemy — przerwał mu Kellan. Uśmiechnęłam się.

— Po prostu zaniosę prezenty do siebie. Bardzo wam dziękuję! — powiedziałam.

Podeszłam do nich nieśmiało. Nigdy wcześniej się nie przytulaliśmy. Zander porwał mnie pierwszy, dokładnie tak, jak się spodziewałam. Ścisnął mnie mocno, odrywając moje stopy od ziemi. Zachichotałam. Postawił mnie na podłodze. Corbin pochylił się, by uścisnąć mnie delikatnie. Kellan uniósł mnie w talii i okręcił w kółko, jakbym była małą księżniczką. Odstawił mnie ostrożnie na nogi. Zaczęłam wynosić naręcza prezentów do swojego pokoju.

— Czekaj! — zawołali wszyscy naraz.

— Nie możesz zostać w tym pokoju. Jest za mały. Przygotujemy najlepszy pokój gościnny i zmienimy go w twoją sypialnię — zapowiedział Kellan.

To powinno mnie ucieszyć, ale nagle poczułam nagły przypływ gniewu.

— Więc teraz ten pokój nie jest dla mnie wystarczająco dobry, ale był w sam raz, kiedy mieliście mnie głęboko w d**ie! — warknęłam.

Natychmiast pożałowałam tych słów. Czekałam, aż wybuchnie wielka awantura. Oni jednak milczeli.

— Jeśli nie jesteś jeszcze gotowa na nowy pokój, to w porządku, ale czuję się bardzo źle z tym, że tam zostajesz. To nawet nie jest sypialnia i to absolutna hańba, że moi rodzice cię tam umieścili — powiedział Kellan.

Nie rozmawialiśmy już więcej, przenosząc prezenty do mojego pokoju, po czym zeszliśmy na dół, gdzie wszyscy wciąż niecierpliwie czekali na jubilatów.

— Chłopcy! — zawołała Luna Vera, mrużąc oczy. — Gdzieście byli? — Wyglądała na zszokowaną, widząc, że schodzę razem z nimi.

— Zrób jeszcze jedną rundę i sprawdź, czy ktoś nie potrzebuje szampana — rozkazała mi. Darla wręczyła mi nową tacę pełną kieliszków. Planerka miała na twarzy wyraz triumfu.

Kellan znów odebrał mi tacę, tym razem stawiając ją na podłodze.

— Kellanie! — rzuciła Vera do najstarszego syna.

— Zacznijmy toast! — zawołał Alfa Ragnar.

Członkowie watahy zaczęli wiwatować. Wszyscy zebrali się wokół wielkich schodów, a Alfa Ragnar stanął kilka stopni wyżej, by każdy mógł go widzieć. Trojaczki wciągnęły mnie ze sobą na ten sam stopień, na którym stał Alfa Ragnar. Luna, stojąca obok męża, przyglądała mi się podejrzliwie. Byłam niemal pewna, że właśnie dodaje jeden do trzech. Alfa Ragnar zaczął swoje przemówienie. Dosłownie zaczęło się od momentu, gdy poznał swoją partnerkę, Lunę, przez ich miłość, ślub, miesiąc miodowy, lata bezdzietne, narodziny trojaczków, ich dzieciństwo, lata nastoletnie, aż po ich dorosłość i przejęcie roli Alf. Nie wspomniał o mnie ani słowem, mimo że byłam tu przez ostatnie dziewięć lat, od kiedy bracia mieli po dwanaście, ale Alfa i Luna naprawdę widzieli we mnie tylko służącą, więc wiedziałam, że nie mam co liczyć na wzmiankę. Wiele osób zerkało na mnie, zastanawiając się, co robię tam, w świetle jupiterów. Kilka razy próbowałam zejść ze schodów, ale Kellan ciągle chwytał mnie za nadgarstek. Zander położył dłoń bezmyślnie na moich pośladkach. Stłumiłam westchnienie. Ścisnął je i zaczął delikatnie masować. Poczułam, jak wilgotnieją mi ubrania. Spojrzałam na niego z wyrzutem, a on posłał mi całusa, co zauważyło mnóstwo osób.

— Przedstawiam wam: Alfa Kellan, Alfa Zander i Alfa Corbin Draken, Trojaczki Alfa — zagrzmiał były już Alfa Ragnar, używając swojego Głosu Alfy po raz ostatni.

Członkowie watahy wiwatowali. Ich krzyki były ogłuszające. Wiele dziewczyn piszczało i wrzeszczało na widok Trojaczków Alfa. Nowi przywódcy krążyli po sali, przyjmując gratulacje od ważnych członków watahy. Ciągnęli mnie za sobą. Nikt o mnie nie pytał, ale oczy wszystkich śledziły każdy mój ruch. W końcu Luna nie wytrzymała. Zaprowadziła swoich synów, mnie i byłego Alfę do kuchni. Planerka wścibsko poszła za nami.

— Od kiedy to wy trzej jesteście tak blisko z Pity? — zapytała Luna.

— To Amity, mamo — poprawił Zander.

— Przepraszam — mruknęła Luna. Ludzie naprawdę myśleli, że tak mam na imię, więc nigdy nie miałam im tego za złe.

— Jest naszą partnerką — powiedział Kellan, przechodząc prosto do sedna. Zapadła kompletna cisza.

— I zaakceptowaliście ją jako swoją partnerkę? — zapytał Ragnar.

Poczułam się lekko dotknięta. — Oczywiście — odparł Corbin. — Pragniemy jej bardziej niż czegokolwiek.

Policzki mi zapłonęły.

— A czy ona zaakceptowała was? — dopytała Luna.

Zapadła kolejna cisza.

— Chcę skończyć liceum, zanim podejmę decyzję — powiedziałam.

Luna się zaśmiała. — Chce tu mieszkać tak długo, jak się da, zanim odrzuci was dzień po maturze, a potem wyruszy na poszukiwania rodziców.

— Mamo! — zawołał Corbin, jej ulubieniec.

Spojrzała na niego. — Kochanie! Ja...

— Amity nie była tu dobrze traktowana i doskonale o tym wiesz! — uciął Corbin.

Luna westchnęła.

— Jest naszą partnerką i od teraz wszystko tutaj będzie to odzwierciedlać — zapowiedział stanowczo Kellan.

Podsłuchująca planerka patrzyła na mnie z taką zawiścią, że aż autentycznie zaczęłam się bać o swoje życie.

— Przecież ona was nienawidzi — wtrąciła Darla. — Uważa, że wszyscy trzej jesteście aroganckimi, przereklamowanymi snobami.

Zbladłam. Spojrzałam na Trojaczki, na wpół spodziewając się, że się na mnie rzucą. Corbin nawet jej nie słuchał, wciąż błagając matkę wzrokiem. Kellan gapił się na wielki tort urodzinowy, a Zander wciąż patrzył na mnie z drwiącym uśmieszkiem. Zander na pewno spróbuje zakraść się do mojego pokoju dzisiejszej nocy. Zrobiło mi się bardzo gorąco na tę myśl.

— Są dorośli, sami zdecydują — uciął Ragnar.

— Pokrójmy tort z Amity — zaproponował Kellan.

Darla wyjechała z ogromnym ciastem do gości. Wszyscy zaczęli śpiewać „Sto lat” i robić zdjęcia. Wiedziałam, że ludzie chcą, bym zniknęła z kadru. Chcieli zdjęć identycznych trojaczków alfa i jubilatów, ale chłopaki nie chcieli mnie puścić. Corbin złapał mnie za jeden nadgarstek, Kellan za drugi. Zander stał za mną, ściskając mnie w talii. To był pierwszy raz, kiedy wszyscy trzej Trojaczki jednocześnie mnie dotykali, i czułam, że zaraz zemdleję. Byłam tak oszołomiona. Co ja zrobię, kiedy naprawdę wszyscy trzej dobiorą się do mnie? Myślałam, że nie muszę się o to martwić w najbliższym czasie, ale patrząc wstecz, powinnam była martwić się bardziej, bo jeszcze tej samej nocy wszyscy trzej bracia przemycili mnie do jednego ze swoich pokojów.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5: Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - Służąca Trojaczków Alf | StoriesNook