languageJęzyk
Strona główna/Samolubny/Służąca Trojaczków Alf/Rozdział 8: Biegnący z wilkami

Rozdział 8: Biegnący z wilkami

Autor: Beatrice28 kwi 2026

Alfy stały boso na śniegu, jakby to nie było nic wielkiego. Odwróciłam wzrok. Nie byłam gotowa, by ich zobaczyć. Przez przypadek zerknęłam jednak na Zandera i nawet w tym mrozie jego postura była imponująca. Byli identycznymi trojaczkami, więc martwiłam się o siebie. Przemieniali się znacznie szybciej niż ja. Zajęło im zaledwie dziesięć sekund, by pogruchotać kości i obrosnąć futrem, stając się wilkami na moich oczach. Byli lśniącymi, czarnymi wilkami, co odzwierciedlało kolor ich włosów. Byli ogromni. Schowałam się za pobliskim, ośnieżonym drzewem. Uszanowali moją prywatność. Przemiana wciąż była dla mnie bolesna. Zajęła mi około pięciu minut. Wybiegłam truchtem, by pokazać im moją piaskową wilczycę. Zaczęli mnie krążyć w zabawie. Byłam o połowę mniejsza od nich.

Biegaliśmy po śniegu. Potrafiłam ich rozróżnić w wilczej formie po sposobie bycia. Zander skakał. Miał ciężki krok. Często warczał i poszczekiwał dla zabawy. Kellan często prowadził i miał najbardziej płynne ruchy. Zwalniał tempo, by biec obok mnie, pilnując mnie uważnie i opiekuńczo. Corbin był niesamowicie skory do zabawy. Jako pierwszy mnie podszczypnął. Przewrócił mnie delikatnie i turlaliśmy się w śniegu. Potem biegał wokół mnie, pokazując, jak szybko potrafi pędzić. Musieliśmy spędzić godziny na zabawie jako wilki, mimo że byliśmy dorośli. Zastanawiałam się, dlaczego nigdy nie bawiliśmy się razem jako dzieci w ludzkiej formie.

Pobiegłam za swoje drzewo, żeby przemienić się z powrotem i ubrać. Chłopcy zrobili to samo i ruszyli za mną do środka.

— Musimy porozmawiać — powiedziałam im. Wyglądali na przerażonych.

— Przyzwyczajcie się do rozmów — dodałam. Byli Alfami, ale ja byłam ich przyszłą Luną, jeśli zdecyduję się z nimi być. Było ich trzech, a ja tylko jedna, więc musiałam nauczyć się być wobec nich stanowcza. Chciałam szacunku. Poszliśmy do pokoju Zandera, jedynego, którego jeszcze nie widziałam. Ściany były pokryte szkicami i obrazami, czego zupełnie się nie spodziewałam.

— Kto to wszystko narysował? — zapytałam.

— Ja — odparł Zander z uśmiechem.

Zander? Wrażliwy artysta? Do jakiego wszechświata równoległego trafiłam?

Rysunki i obrazy przedstawiały wilki. Na wielu z nich rozpoznałam trojaczki w ich wilczej formie. Zauważyłam jeden z pięcioma wilkami — pozostałe dwa to pewnie ich rodzice. Były tam też szkice różnych przedmiotów, portrety członków rodziny i kilku kolegów ze szkoły. Zander nie miał żadnych prac przedstawiających Tessę czy jego inne byłe dziewczyny, co przyjęłam z ulgą. Nagle dostrzegłam portret dziewczyny. To był obraz. Aż dech mi zaparło. To byłam ja, siedząca na schodach ganku i patrząca na śnieg. Wszystkie jego prace były datowane. Obraz ze mną pochodził sprzed roku. Spojrzałam na Zandera, czekając na wyjaśnienia.

— Mówiłem ci — powiedział po prostu. — Uważam, że jesteś przepiękna.

Zarumieniłam się.

— Sprawiasz, że się denerwuję, Amity. Porozmawiajmy, no już — zachęcił Corbin.

Usiedliśmy wszyscy na łóżku. Zander i Corbin siedzieli bardzo blisko mnie. Czułam bijące od nich ciepło. Kellan siedział za mną. Byłam tak oszołomiona tym wszystkim, że na chwilę zapomniałam, o czym chciałam rozmawiać.

— Mów, Amity — szepnął Kellan do mojego ucha.

— Racja, um, mam pytanie — zaczęłam. Trojaczki czekali. — Dlaczego tak bardzo mnie nienawidziliście, gdy dorastaliśmy? I proszę, pomyślcie o tym i dajcie mi prawdziwą odpowiedź, a nie coś głupiego w stylu „byliśmy chłopcami... byliśmy głupi”... to nie są dobre powody. Zawsze zastanawiałam się, dlaczego nie mogliśmy być przyjaciółmi — westchnęłam. — Czy to tylko dlatego, że jestem biedna i byłam ciężarem w oczach waszych rodziców? O co chodziło?

Trojaczki milczeli. Czy próbowali sprawić, bym zapomniała o rozmowie?

— W moim przypadku... — zaczął Zander. — Ty... frustrowałaś mnie.

Co?

— Kiedy byłem małym chłopcem, uważałem cię za uroczą dziewczynkę. Przyszłaś do nas po tragedii, a ja tego nie ogarniałem. Byłaś ponura i ciągle płakałaś, a ja w tym wieku też byłem po prostu głupi — przyznał Zander.

Jego bracia się zaśmiali.

— Lubiłem cię dręczyć, ale to wymknęło się spod kontroli i ta dynamika została. Nie wiedziałem, jak to naprawić. Poza tym, często o tobie myślałem i byłem zły, że nie mogę cię wyrzucić z głowy. Teraz, gdy wiem, że jesteś moją partnerką, ma to sens, ale wtedy irytowałem się za każdym razem, gdy cię widziałem. Czasami, kiedy całowałem się z jakąkolwiek dziewczyną, która wtedy była moją dziewczyną...

Drgnęłam, a Zander pocałował moje palce i nadgarstek.

— ...myślałem o tobie obsesyjnie. Czasami... nieważne — urwał Zander.

— Nie! Mów! — nalegałam, zafascynowana jego szczerością.

— Czasami przez przypadek nazywałem dziewczynę „Pity” — powiedział, wspominając moją ksywkę [Litość]. — Przepraszam za to przezwisko. To było chamskie. W byciu biednym nie ma wstydu. Nie mogę uwierzyć, że tak się zachowywałem.

Zander westchnął.

— To tak blisko mojego prawdziwego imienia, że naprawdę przylgnęło. Większość członków watahy myśli, że Pity to moje imię — powiedziałam z uśmiechem.

Zander spochmurniał. — Sam to naprawię i to niedługo — zapowiedział Alfa. Zastanawiałam się, co zamierza zrobić. Nie chciałam być ponownie przedstawiana watasze jako ich przyszła Luna. Wciąż potrzebowałam czasu na podjęcie decyzji.

Kolejny był Kellan. — Ja też zawsze uważałem, że jesteś słodka, ale nasi rodzice nienawidzili twoich rodziców. Narobili mnóstwo długów. Zawsze mówiłaś o tym, jak wspaniali byli twoi rodzice i jak wredni moi. Zacząłem myśleć, że jesteś niewdzięczna, ale teraz rozumiem, że... skoro moi rodzice mieli cię tak traktować, to równie dobrze mogłaś trafić do sierocińca. Nie ma na to usprawiedliwienia, Amity. Przepraszam — powiedział Kellan.

Corbin wziął głęboki oddech. — Ja po prostu szedłem za tłumem. Mama mówiła też, że jesteś tu, by odpracować dług, a nie być towarzyszką zabaw. Było wiele rzeczy, które w tobie lubiłem, i nie powinienem cię tak traktować. To było całkowicie złe. Tak mi przykro.

Westchnęłam. Musieliśmy porozmawiać o tamtym zdarzeniu. To mnie dręczyło.

— Zeszłej nocy trochę bałam się w łóżku — przyznałam.

— Bo jesteś dziewicą — powiedział Zander. — Skarbie, wiem.

— Nie, nie o to chodzi. Ciągle myślałam o tym, jak Corbin mnie obraził, mówiąc, że moi rodzice nie żyją, a ja złamałam mu nos. Potem wy... — przerwałam, wzdrygając się. Naprawdę trudno było o tym mówić.

Alfy zesztywniały, ich twarze pobladły.

— Potem każdy z was mnie spoliczkował, a potem wrzuciliście mnie do przerębla, aż straciłam przytomność. Krzyczałam wtedy, walcząc o życie, kiedy ciągnęliście mnie do tej dziury. Naprawdę myślałam, że mnie zabijecie. Mogłam zginąć — powiedziałam, powstrzymując łzy.

Trojaczki milczeli.

— Nie musisz nam nigdy wybaczać, ale po prostu bądź nasza — powiedział Corbin.

— Jeśli to coś pomoże, naprawdę nie próbowaliśmy cię utopić. Chcieliśmy cię tylko nastraszyć. Ale nawet przed odkryciem więzi robiło mi się niedobrze, gdy myślałem o tamtym dniu. To był ohydny czyn i nigdy sobie nie wybaczę — wyznał Zander.

— Gdybyś utonęła, nigdy nie odnaleźlibyśmy naszej partnerki i nie wiedzielibyśmy dlaczego. Szukalibyśmy kogoś, kogo już straciliśmy. Zasłużylibyśmy na to, ale ty, Amity, po tym wszystkim, o co walczyłaś... zasługujesz na najlepsze życie, jakie można sobie wyobrazić. Pozwól nam dać ci to życie — poprosił Kellan.

— Proszę, Amity, tak nam przykro — dodał Corbin.

Westchnęłam. Mogłabym się do tego przyzwyczaić. Wszyscy patrzyli na mnie głodnym wzrokiem.

— Czy kiedykolwiek kogoś pocałowałaś? — zapytał nagle Corbin.

— Nie — odparłam, rumieniąc się. Trojaczki wymienili spojrzenia.

— Chcemy cię pocałować — powiedział Zander.

Przygryzłam nerwowo wargę.

— Nie jestem pewna, czy jestem już gotowa — wyznałam.

— To nic — odparł Kellan.

Moja wewnętrzna wilczyca wyła, każąc mi ich pocałować.

— Czy byliście rozczarowani, kiedy zdaliście sobie sprawę, że to ja jestem waszą partnerką? — zapytałam.

— Nie! Oczywiście, że nie! — zawołał Kellan.

— Poszedłem do twojego pokoju i położyłem się na twoim łóżku — wyznał Corbin.

Przypomniałam sobie zapach Corbina na mojej pościeli i uśmiechnęłam się.

— Przejrzałem twoje rzeczy — dodał Kellan z zakłopotaniem. — Przepraszam, po prostu dotarło do mnie, jak niewiele masz, więc chciałem zobaczyć, co muszę ci kupić.

Skinęłam głową. Kellan był tym praktycznym.

— Ja spanikowałem, bo myślałem, że nas odrzucisz, wiedząc, jak okropni dla ciebie byliśmy — wymamrotał Zander.

Nie mylił się całkowicie. Rozważałam odejście.

— Zrozumiałam, o co chodzi, kiedy wróciłam po swojej pierwszej przemianie i poczułam niesamowity zapach, który dochodził z każdego z waszych pokoi — wyjaśniłam.

Trojaczki uśmiechnęli się szeroko.

— Więc weszłam do pokoju Corbina, żeby to sprawdzić. Bałam się wejść do pozostałych dwóch, żebyście się nie wkurzyli. Corbina bałam się najmniej — przyznałam.

Corbin uśmiechnął się. Kellan i Zander zesztywnieli z dyskomfortem.

— Potem nie wiedziałam, co robić... starałam się was unikać tak długo, jak to możliwe, dopóki nie poukładam swoich uczuć. Myślałam, że to wy mnie odrzucicie.

— Co?! — Zander roześmiał się, a jego oczy się rozszerzyły.

— Nigdy — powiedział Kellan.

— Czekaliśmy na naszą partnerkę trzy lata, od momentu pierwszej przemiany — dodał Corbin.

— To dlaczego ciągle umawialiście się z przypadkowymi dziewczynami? — zapytałam.

— Jesteśmy mężczyznami. Mamy potrzeby — odparł po prostu Zander. Bracia zgromili go wzrokiem, ale nie zaprzeczyli.

— Kiedy przygotowywałam przyjęcie, myślałam, że będę musiała patrzeć, jak tańczycie z waszymi dziewczynami, podczas gdy ja będę podawać drinki — powiedziałam, chichocząc smutno.

Szczęki im dosłownie opadły. Trojaczki wyglądali na przerażonych. Zachichotałam na widok ich min.

Błękitne oczy Zandera nieco pociemniały. Przypomniałam sobie, że muszę uważać na swój śmiech przy nim i jego wilku. Przyciągnął mnie do siebie. Przeszył mnie dreszcz.

— Chcę cię zabrać na randkę, skarbie! — powiedział Zander ochrypłym głosem.

— Um... jasne — odparłam słabo.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 8: Rozdział 8: Biegnący z wilkami - Służąca Trojaczków Alf | StoriesNook