languageJęzyk

Rozdział 7: Dzień dobry

Autor: Beatrice28 kwi 2026

Wszystko, co wydarzyło się wczoraj, wydawało się snem: Sloane i Tasha zaprzyjaźniające się ze mną, te wszystkie prezenty i wyznania trojaczków. Bałam się otworzyć oczy, by nie obudzić się na pryczy w schowku na środki czystości i nie odkryć, że bracia znów mnie nienawidzą. Czułam jednak kojące ciepło — zbyt duże, bym mogła być sama w łóżku, i było mi zbyt wygodnie, jak na moją pryczę. Jęknęłam cicho, przeciągając się. Była dopiero piąta rano, ale to była moja stała godzina pobudki, by zacząć robić śniadanie dla rodziny. Nie chciałam, by ich rodzice gardzili mną jeszcze bardziej teraz, gdy mogłam być zainteresowana ich synami. Zastanawiałam się, czy mogłabym wymknąć się na dół i zacząć gotować. Trojaczki w niedzielę wstawały dopiero w południe, ale rodzice byli na nogach już o siódmej. Próbowałam wyswobodzić się z uścisku Kellana i Corbina. Kellan obudził się z mruknięciem i przyciągnął mnie z powrotem do siebie.

— Co robisz? Musisz do łazienki czy coś? — zapytał zaspanym głosem.

Z rozczochranymi włosami wyglądał naprawdę uroczo. Nie miałam serca go okłamywać.

— O tej porze zwykle wstaję — szepnęłam. — Muszę zrobić wam śniadanie.

Corbin zaśmiał się i ziewnął. — My wstajemy około południa, nie?

— Tak, ale wasi rodzice wstają o siódmej — odparłam.

— Sami sobie poradzą, nie martw się — powiedział Kellan, zaciskając uścisk.

Zander się poruszył. Porwał mnie od Kellana i Corbina, gdy tylko poluzowali uścisk.

— Hej! — zaprotestował Corbin.

Zander ułożył mnie na swojej piersi, co było całkiem wygodne. Jego dłoń znów powędrowała na moje pośladki i zaczął mnie ściskać. Tego właśnie się obawiałam.

— Co ty wyprawiasz, Zander? — zapytał Kellan podejrzliwie.

— Buduję więź z moją przepiękną partnerką — odparł Zander.

Przypomniałam sobie, jak Zander zjadł ostatniego naleśnika, przez co ja nie dostałam nic, i jak mówił mi, że jestem gruba. Skrzywiłam się na to wspomnienie. Zander zauważył mój ruch.

— Co jest, skarbie? — zapytał.

— Uważasz, że jestem przepiękna? — rzuciłam.

— Jesteś — odpowiedział po prostu.

— Kilka dni temu nazwałeś mnie grubą — wypomniałam mu.

Zander sztywniał. Po ciszy, która zapadła, czułam, że Corbin i Kellan też czują się nieswojo.

— I zabrałeś ostatniego naleśnika. Dosłownie nic wtedy nie jadłam. Spędziłam cały dzień, organizując wam rzeczy — dodałam.

Wspomnienia zalały mnie falą.

— Ciii, kochanie, tak bardzo przepraszam — szepnął Zander, całując mnie w czoło.

— Nie dotykaj mnie! — wrzasnęłam. Wysoczyłam z łóżka.

Trojaczki usiedli gwałtownie.

— Zander, ty gnoju, co zrobiłeś? Wcześniej się nie bała — krzyknął Kellan.

— BAŁAM SIĘ! — wrzasnęłam tak głośno, że wszyscy trzej aż podskoczyli, a ich rodzice dosłownie wbiegli do pokoju.

Wybuchnęłam płaczem, szlochając niekontrolowanie. Byłam taka zagubiona. Trojaczki rzucili się, by mnie pocieszyć.

— NIE! — huknął ich ojciec, wciąż potężny, mimo że uczynił ich nowymi alfami.

Usiedli z powrotem.

— Co ona tu robi? — zapytał cicho. Jego ton był niebezpieczny.

— Nie mogę pozwolić jej spać w tym schowku na szczotki. Nie zniosę tego — powiedział Kellan, biorąc odpowiedzialność na siebie.

— To dlaczego nie umieściliście jej w sypialni gościnnej? — zapytał Ragnar.

Ich matka milczała, pozwalając ojcu przejąć stery.

— Um — zaczął Kellan.

— Słuchaj, tato, wszystko było dobrze, prawda Amity? — zapytał przymilnie Corbin.

— To moja wina — odezwał się Zander, a jego głos brzmiał na autentycznie załamany. — Mocno na nią naciskałem i przepraszam. Była naprawdę szczęśliwa, dopóki nie przeszła na moją stronę łóżka pięć minut temu.

Poczułam żal do samej siebie, ale teraz ta głupia więź kazała mi pocieszyć Zandera.

— Zander, wszystko u nas w porządku, tak? — zapytała cicho moja wewnętrzna wilczyca, potrzebując zapewnienia. Od kiedy stałam się taka słaba?

— Zawsze, skarbie. Cholernie cię kocham, Amity — powiedział. Jego bracia wyglądali na zszokowanych.

Moje oczy się rozszerzyły. Mówił poważnie? To brzmiało tak prawdziwie. Moja wilczyca podpowiadała mi, że nie kłamał. Nie spodziewałam się, że Zander „upadnie” najmocniej i najszybciej. Przecież był najwredniejszy!

Ragnar zignorował wyznanie miłości Zandera.

— Amity jest bardzo młoda. Ma osiemnaście lat. Wy też wciąż jesteście młodzi. Macie po dwadzieścia jeden lat. Mieliście liczne dziewczyny, które zmienialiście jak rękawiczki — powiedział Ragnar.

Mocny przytyk ze strony ojca.

— Z tego co wiem, Amity sprząta, gotuje i się uczy, i to by było na tyle. Nie możecie sprowadzać tutaj swojej niedoświadczonej partnerki po kryjomu w nocy. Jest was trzech, a jeszcze przedwczoraj wszyscy się nienawidziliście. To dla niej za dużo — dodał Ragnar.

Woah. Czy Ragnarowi naprawdę na mnie zależało? Na pewno kochał swoich synów. Może teraz, gdy zostaliśmy sobie przeznaczeni, musiał ratować resztki mojego dobrostanu.

— Naprawdę nie robiliśmy żadnych... rzeczy związanych z parowaniem — powiedział Corbin.

— Może w twoich oczach, kochanie — zaszczebiotała mama Corbina — ale w oczach Amity może to wyglądać inaczej.

Trojaczki wyglądali na zbitych z tropu, a ja desperacko chciałam ich pocieszyć. Szczerze żałowałam swojego krzyku. Chciałam, żeby ta niezręczna chwila już się skończyła.

— Pójdę zrobić śniadanie. Już jest późno — powiedziałam, odwracając się do wyjścia. Zander podbiegł z wilkołaczą szybkością, zamknął drzwi i stanął przed nimi.

— Wiem, że już rano coś spier*****em, ale powiem to teraz — wzruszył ramionami. — Po moim trupie, księżniczko.

Wpatrywałam się w niego.

— Nadal jestem jednym z Alf tej watahy i czy chcesz ze mną być, czy nie, nigdy więcej nie kiwniesz palcem w tym domu — powiedział Zander, mrużąc oczy.

— Zatrudnijcie znów pokojówkę i kucharza. Po dwie osoby, jeśli jedna to za mało — skierował te słowa do rodziców.

Wyglądali na zirytowanych, ale Zander był Alfą.

— Zgadzam się — przytaknął Kellan.

— Ja też — dodał Corbin, puszczając oko do mamy, żeby nie była zbyt zła.

Rozczochrała włosy Corbina i wyszła, a Zander otworzył jej drzwi.

— Zanim dzień się skończy, uporządkujcie sprawę sypialni i zdecydujcie, który pokój gościnny stanie się pokojem Amity — powiedział ojciec i wyszedł.

Trojaczki znów siedzieli na łóżku, a ja stałam w pobliżu.

— Skarbie, przepraszam za te wszystkie razy, kiedy nazywałem cię grubą — powiedział Zander.

Byłam tak zszokowana, że aż się zaśmiałam.

Kellan wywrócił oczami. — To, co mój brat idiota chciał powiedzieć, to to, że jesteś piękna.

Zarumieniłam się. Zdałam sobie sprawę, że Kellan nigdy nie nazwał mnie grubą. Przypomniałam sobie, jak twierdził, że zawsze mu się podobałam. Zastanawiałam się, czy to prawda.

Corbin był jedynym, który prawił mi komplementy przed odkryciem więzi. Jemu najłatwiej byłoby wybaczyć.

Podeszłam do Zandera, objęłam go i usiadłam mu na kolanach. Moja wilczyca wrzeszczała, żebym to zrobiła. Postanowiłam ulec. Kellan i Corbin wyglądali na zszokowanych.

Zander potarł swoim nosem o mój. Zdałam sobie sprawę, że wilk Zandera nawoływał mojego. Dotarło do mnie coś jeszcze.

— Nigdy nie widziałam waszych wilków — powiedziałam.

Trojaczki uśmiechnęli się szeroko. Teraz byli już całkowicie rozbudzeni.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 7: Rozdział 7: Dzień dobry - Służąca Trojaczków Alf | StoriesNook