languageJęzyk
Strona główna/Bóg/Ulegając Panu Miliarderowi/Rozdział 4: Jestem dominującym gejem

Rozdział 4: Jestem dominującym gejem

Autor: Aeliana Thorne13 kwi 2026

Rozdział 4: Jestem dominującym gejem

Lucious

"Co ty zrobiłeś?" – zapytałem, będąc nieco zaskoczonym.

Mój mały braciszek zawsze był idealnym synem dla naszego ukochanego ojca – zresztą i tak nie miał zbytniego wyboru – i rzadko sprawiał jakiekolwiek problemy.

"Ja... możliwe, że poszedłem, albo i nie, na lekcję po spaleniu zioła." – wymamrotał nieśmiało.

"I zauważył to jeden z moich nauczycieli."

Głupi chłopak. To znaczy, rozumiem stres, jaki funduje mu nasz patriarcha, sam przez to przechodziłem. Ale mimo to mógł przeczekać do końca lekcji i być bardziej dyskretny. Albo znaleźć inny sposób na rozładowanie stresu. Dlaczego po prostu nie uprawiał seksu jak każdy inny nastolatek?

"Który?" – zapytałem chłodno.

"Mój nauczyciel od przedmiotów ścisłych."

Nie byłem zaskoczony. Z tego, co mi opowiadał, ten gość był młody i bardzo bystry. Szczerze interesował się swoimi uczniami, więc rzecz jasna, wypatrzył małego ćpunka, zanim ten zdążył zrobić trzy kroki w jego klasie.

"I jak dokładnie mogę ci teraz pomóc? Nie stanę między tobą a ojcem, jeśli on postanowi cię zabić."

Srogo za to zapłaci, jeśli nasz ojciec się dowie. I choć uważałem, że należy mu się kara za coś tak głupiego, nie życzyłbym kary mojego ojca nawet mojemu najgorszemu wrogowi.

"Zgodził się nie mówić ojcu." – odpowiedział.

Dobrze dla niego, może pożyje jeszcze jeden dzień.

"Ale i tak chciał porozmawiać z kimś z rodziny."

O nie, nie podobało mi się, w jakim kierunku to zmierzało.

"Więc... udało mi się go przekonać, żeby spotkał się zamiast tego z tobą. Chciałby się z tobą spotkać jutro albo pojutrze o siedemnastej wieczorem."

Świetnie. Ten mały gnojek zdołał uniknąć gniewu naszego ojca i sprawić, że stracę całe popołudnie w pracy. Ale choć nienawidziłem wizji spotkania z jego nauczycielem, nie mogłem odmówić. Niewiele mogłem dla niego zrobić w okresie jego dorastania, a ten mały manipulator świetnie zdawał sobie sprawę, że mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Dlatego wiedział, że się zgodzę.

"Jutro nie mogę, więc powiedz mu, że pojutrze." – burknąłem.

"Dzięki, bracie. Jesteś najlepszy."

"Nie rób sobie wielkich nadziei, maluchu." – powiedziałem surowo.

"Nie powiem ojcu, ale jakąkolwiek karę wymyśli twój nauczyciel podczas tego spotkania, przyjmiesz ją bez słowa skargi. Mogę nawet sam ci coś dorzucić, jeśli uznam, że jest zbyt łagodna. I nie chcę więcej słyszeć o tym, że palisz to gówno w dni szkolne. Rozumiemy się?"

"Tak, rozumiemy się." – odparł nieco przygaszony.

"Ale dzięki. Naprawdę ratujesz mi życie."

"Wszystko dla ciebie, i doskonale o tym wiesz, mały braciszku. Zobaczymy się po spotkaniu z twoim nauczycielem, okej?"

"Okej, do zobaczenia." – rozłączył się.

Opadłem z powrotem na fotel i zacząłem powoli masować sobie czoło jedną ręką. Dzięki Bogu, pojutrze wypadał piątek. Dzięki temu łatwo będzie mi wyjść z biura wcześniej. Miałem tylko jedno spotkanie o czternastej, więc poproszę asystentkę o zmianę terminu. Wróciłem do raportu, dodając kilka uwag tam, gdzie było to konieczne, zanim oddałem go działowi księgowości do weryfikacji. Zamknąłem notatki od zespołu ds. komunikacji; proponowali założenie kilku blogów na stronie internetowej, by pokazać klientom od kuchni, jak wygląda ich życie i praca.

Włączyłem swój prywatny telefon, ponieważ nie chciałem, by po południu cokolwiek mnie rozpraszało, i odkryłem miłą wiadomość tekstową.

"Będziesz jutro wieczorem w klubie, mistrzu Luciousie? Potrzebuję kary." – to było od jednego z moich poprzednich uległych.

Jestem dominującym gejem, uwielbiam sprawować kontrolę nad moimi partnerami. Prawdę mówiąc to coś więcej; wręcz potrzebuję sprawować kompletną i niemal absolutną kontrolę. Wszystko oczywiście opiera się na obopólnej zgodzie, więc moi partnerzy to tak zwani ulegli – ludzie, którzy lubią oddawać kontrolę osobie dominującej. W dużej mierze wiąże się to z seksem, ale nie tylko. Kiedy podpisuję kontrakt z uległym, zazwyczaj wprowadza się do mnie, a ja lubię kontrolować każdy aspekt jego życia osobistego. Nie po to, by zmienić go w jakiegoś seksualnego niewolnika, ale by pomóc mu w pełni wykorzystać jego potencjał. Moi nastoletni ulegli, którzy potrzebowali rodziców do sprawdzania, czy dobrze odrobili lekcje, zawsze mieli wspaniałe marzenia, ale wymagali popchnięcia we właściwym kierunku i surowego przewodnictwa, by móc te aspiracje zrealizować.

Można by rzec, że po prostu odtwarzałem to, co mój ojciec robił mi w dzieciństwie, i w pewnym sensie pewnie jest to prawda. Jednak zawsze starałem się przedkładać potrzeby moich uległych nad własne i z pewnością nie próbowałem narzucać im swoich własnych ambicji. To relacja oparta na zaufaniu, szacunku i szczerej komunikacji, a nie o skórę, kajdanki i bicze. Chociaż szczerze uwielbiam wiązać moich uległych. Ale zawsze mają moc, by w każdej chwili się wycofać, jeśli wszystko stanie się dla nich zbyt przytłaczające.

Aaron to uległy, z którym byłem najdłużej do tej pory; mieliśmy kilka kontraktów trwających łącznie ponad rok i wszystko szło świetnie. Kiedy go poznałem, był nieco zagubionym chłopakiem, ale pod moim przewodnictwem wrócił do nauki i dostał się nawet na jeden z najlepszych uniwersytetów w kraju. Powoli się w nim zakochiwałem – ten styl życia wcale nie wyklucza miłości, wręcz przeciwnie. On jednak ostatecznie poczuł się zbyt przytłoczony moją dominacją, ponieważ jestem niezwykle surowy i potrzebuję ogromnej kontroli. Tak więc pięć miesięcy temu polubownie zakończyliśmy naszą relację. Czasami wciąż się widujemy, by uprawiać intensywny, fantastyczny seks. Choć to niekoniecznie najzdrowszy sposób na przechodzenie przez nasze rozstanie, to on teraz decyduje, kiedy się spotykamy. To oni na koniec trzymali w rękach władzę, a ja zdołałem zapanować nad swoimi oczekiwaniami względem naszego związku. Więc taki układ mi pasował.

Klub, o którym wspomniał, to dyskoteka należąca do mojego najlepszego przyjaciela, Gideona. Chodziliśmy do tej samej szkoły biznesowej; podczas gdy ja zdecydowałem się na założenie swojego pierwszego biznesu w dostawach żywności, on postanowił wejść w branżę rozrywkową. Jego klub dzieli się na dwie części: pierwsza jest dla zwykłej publiczności, a druga – prywatna, w pewnym sensie tajna i dedykowana społeczności BDSM. To wspaniałe miejsce, w którym możemy bez obaw o konsekwencje medialne oddawać się naszemu stylowi życia, ponieważ każdy członek musiał podpisać umowę o poufności. Nie planowałem iść tam jutro, bo mam obecnie dużo pracy, ale sama myśl o tym, by mieć tego wspaniałego, młodego mężczyznę klęczącego u moich stóp, sprawiła, że dorobiłem się boleśnie potężnego wzwodu, więc zmienię swoje plany. Poza tym Gideon i jego uległy z pewnością ucieszą się na mój widok.

"Będę tam. Cóżżeś znów przeskrobał, niegrzeczny chłopcze?" – odpisałem na jego wiadomość.

"Ostatnio za dużo imprezowałem i obijałem się w nauce. Jeśli moje oceny wkrótce się nie poprawią, będę mógł pożegnać się ze stypendium na przyszły rok."

Wyglądało na to, że ktoś tu potrzebuje małego przypomnienia, czego może się spodziewać, kiedy nie skupia się należycie na swoich studiach. W głowie już układałem plan jego kary, która bez wątpienia zakończy się dla niego ostrym rżnięciem z mojej strony. Minęło sporo czasu, odkąd ostatnio uprawialiśmy seks, a ponieważ znałem jego ciało tak dobrze, zawsze bywało to lepsze niż z przypadkowymi uległymi. Powinienem zdołać dotrzeć do klubu dość wcześnie, o ile nie będę wracać do biura po moim ostatnim spotkaniu poza miastem. W ten sposób będę mógł cieszyć się jego towarzystwem przez całą noc.

"Ktoś ma tu naprawdę poważne kłopoty. Widzimy się w moim pokoju zabaw jutro punkt dziesiąta wieczorem."

Klub był pełen takich pokojów zabaw, które można było wynająć na noc lub na miesiąc, ale jednym z przywilejów przyjaźni z właścicielem był fakt, że posiadałem swój własny, prywatny pokój. Musiałem szybko skupić się na czymś innym, jeśli chciałem pozbyć się potężnej erekcji, z którą właśnie się afiszowałem. Wysłałem szybkiego SMS-a do Gideona, informując, że będę jutro w klubie, a następnie wsiadłem do samochodu. Przywitałem mojego kierowcę, gdy ten uruchomił silnik. Był kimś więcej niż tylko szoferem. Zaczął dla mnie pracować, gdy wciąż mieszkałem u ojca, i to w równym stopniu jako ochroniarz, co jako kierowca. Był również bardzo dobry w zdobywaniu informacji, które ktoś inny chciał ukryć.

Był jedyną osobą, której wystarczająco na mnie zależało, by utrzymać ze mną kontakt, gdy zostałem wydziedziczony, a gdy tylko pojawiła się okazja, by go zatrudnić – zrobiłem to. Posiadanie kogoś, komu można bezgranicznie ufać i kto potrafi działać dyskretnie pod radarem, jest wprost nieocenione.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki