languageJęzyk
Strona główna/Bóg/Ulegając Panu Miliarderowi/Rozdział 5: Kocham całkowitą kontrolę

Rozdział 5: Kocham całkowitą kontrolę

Autor: Aeliana Thorne13 kwi 2026

Rozdział 5: Kocham całkowitą kontrolę

Lucious

Faya, mój kierowca, był niesamowicie pomocny, odkąd zaczął ze mną pracować. Jego szczególne umiejętności przydawały się do wykrywania wszelkich podejrzanych działań w tej czy innej firmie rolniczej, dzięki czemu mogliśmy szybko zerwać z nimi wszelkie powiązania, zanim wizerunek naszej firmy zostałby zrujnowany.

Droga powrotna do domu upłynęła w ciszy, bo Faya z natury był raczej małomówny. Właśnie skończyłem odpowiadać na kilka e-maili na telefonie – poszło mi całkiem sprawnie, ponieważ moje biuro znajduje się w głównym budynku firmy. Mieściło się ono w jednym z tych luksusowych apartamentowców z portierem, siłownią, basenem i oczywiście zapierającym dech w piersiach widokiem na Central Park. Szybko przebrałem się i udałem na siłownię, gdzie ćwiczyłem przez prawie godzinę. To doskonały sposób na zrelaksowanie się po stresujących dniach, a poza tym musiałem wyglądać jak najlepiej, by móc sobie podporządkować uległego do dłuższego związku. Zazwyczaj fantazjowali oni o niesamowicie przystojnym mężczyźnie ze wszystkimi mięśniami na właściwym miejscu. Więc lepiej, żebym dobrze wyglądał, jeśli nie chciałem, by inny dominujący odbił mi najsłodszych chłopaków. Chociaż to akurat rzadko się zdarzało.

Po długim prysznicu udałem się w kierunku salonu. Kiedy mijałem korytarz po prawej, do mojej głowy zaczął wkradać się nikły powiew nostalgii. Przez ostatnie trzy miesiące ani razu nie użyłem tutejszego pokoju zabaw, chociaż uprawiałem mnóstwo seksu – tyle że wyłącznie z uległymi pragnącymi zaliczyć dziką noc, nic poza tym. Brakowało mi kogoś, o kogo mógłbym się troszczyć w pełnym wymiarze czasu; nigdy nie tkwiłem w tym stylu życia po to, żeby po prostu pieprzyć każdego wieczoru innego kolesia. Wiedziałem, że to właśnie bawiło moich przyjaciół, chociaż Gideon akurat się ustatkował. Nawet przed Aaronem miałem kilka długoterminowych relacji. Zastanawiałem się, czy rozważyłby podpisanie nowego kontraktu, gdybym zgodził się trochę poluzować stopień kontroli, którego zazwyczaj wymagałem.

Myślenie o nim tylko pogłębiało moją melancholię. Pamiętałem, jak czekałby na mnie na środku salonu w samej bieliźnie, bo dobrze wiedział, jak bardzo to lubiłem. Wieczór rozpocząłby się od wspaniałego loda, potem długo bym się z nim droczył, by na koniec pozwolić mu dojść w potężnym orgazmie. Nienawidziłem samego siebie za te podróże w przeszłość; byłem przecież pewien, że już o nim zapomniałem. Chodziło po prostu o to, że brakowało mi w domu uległego. Ten wieczór i tak był już zrujnowany. Gdybym tylko włączył telewizor, natychmiast pomyślałbym o tym, jak klęczałby między moimi udami, dopóki nie wziąłbym go na kolana. Każde miejsce w tym domu przypominało mi chwile, w których uprawialiśmy seks, bo właściwie robiliśmy to wszędzie.

Przygotowałem sobie szybką kolację, starając się skupić na wadach Aarona, po czym wcześnie położyłem się spać. Jestem dominującym, uwielbiam mieć całkowitą kontrolę nad moimi partnerami, wydawać im rozkazy, których posłusznie słuchają. Myślę, że to mój sposób radzenia sobie z dzieciństwem, które przetrwałem przy moim kontrolującym i znęcającym się nade mną ojcu. Myślałem, że znalazłem uległego idealnego, ale on mnie opuścił, czując się zbyt przytłoczony moją dominacją. Przyznaję, że jestem przesadnie surowy, dlatego wciąż szukam kogoś wyjątkowego. Chciałbym po prostu, żeby pojawił się w moim życiu w najbliższym czasie.

******

Z perspektywy Nelsona.

To był jeden z tych długich dni. Zeszłej nocy nie miałem ani koszmarów, ani mokrych snów, i udało mi się zaliczyć pięć godzin snu. Ale to w żaden sposób nie rekompensowało całego skumulowanego przeze mnie zmęczenia. Mój mózg był bardziej ociężały niż kiedykolwiek, co było w porządku, gdy uczyło się dziesiątoklasistów podstawowych definicji wektorów, ale o wiele gorzej sprawdzało się, gdy próbowałem poczynić postępy w moich badaniach. Od miesiąca utknąłem w martwym punkcie, co było bardzo frustrujące. Pomysły, które testowałem wczoraj, ponownie okazały się kompletnym gównem. Niestety, obudziłem się o trzeciej nad ranem i, jak to zwykle bywało, nie zdołałem już zasnąć.

Mój dzień w szkole minął bez incydentów. Jason Moreli zostawił mi liścik, w którym informował, że jego brat spotka się ze mną jutro. Miałem nadzieję, że uda mi się trochę przespać tej nocy, by być jutro w lepszej formie niż dziś, ale nauczyłem się już nie robić sobie wielkich nadziei. Powinienem poradzić sobie z tym spotkaniem nawet, jeśli będę zmęczony. Dzisiejszy wieczór powinien być udany, bo chłopaki chcieli wyskoczyć na drinka. Będą tam też Liam i jego chłopak, Eric. Poznali się pół roku temu w pracy i, z tego co zrozumiałem, Eric był jakimś programistą. Z tą swoją chłopięcą twarzą, kręconymi włosami i piwnymi oczami był niesamowitym słodziakiem. Był trochę niższy ode mnie, zaledwie o parę cali, i cholernie nieśmiały. Zawsze rumienił się na mój widok.

Stanowił przez to niesamowity kontrast dla Liama. Liam miał szeroką i muskularną klatkę piersiową, brązowe włosy i niebieskie oczy. Nie to żebym do niego ślinił – absolutnie nic pomiędzy nami nie zaszło. To byłoby niemal kazirodcze, a poza tym jak dla mnie był zdecydowanie zbyt napakowany. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam potężnych mężczyzn ze wszystkimi mięśniami na właściwym miejscu, ale u Liama było tego chyba trochę za dużo. Jak już wspominałem, poznaliśmy się na uniwersytecie, a nasze pokoje sąsiadowały ze sobą, rozdzielone bardzo cienką ścianą. Więc nasze pierwsze spotkanie twarzą w twarz miało miejsce, kiedy uprzejmie poprosiłem go o ściszenie głośności po nocy, którą spędził na dzikim pieprzeniu z jakimś przypadkowym kolesiem. Pomiędzy odgłosami uderzającego o ścianę łóżka a piskliwymi jękami jego jednonocnej przygody nie zmrużyłem oka, dopóki nie skończyli, co nastąpiło dosyć późno w nocy.

Zatem za punkt honoru postawiłem sobie zapukanie do jego drzwi o szóstej rano, żebyśmy mogli o tym porozmawiać. Zemsta to danie, które najlepiej smakuje serwowane bardzo wcześnie rano... O dziwo jednak, jeszcze tego samego dnia przyniósł mi obiad i zostaliśmy wspaniałymi przyjaciółmi. A od czasu tamtego incydentu starał się, w miarę możliwości, chodzić na noc do domów swoich zdobyczy. Nadal byłem zaskoczony ich związkiem z uwagi na to, co zawsze opowiadał mi Liam – a był to typ kumpla, który zdradza mnóstwo szczegółów o swoim życiu seksualnym. Jeśli chodzi o seks, lubił, kiedy było ostro, i naprawdę nie wyobrażałem sobie, by taki słodziak jak Eric miał z tego czerpać przyjemność. Ale widać nie ocenia się książki po okładce. Poza tym, Liam należał do facetów, którzy nigdy się nie ustatkowują, tylko mają co noc innego partnera. Więc dziwnie było widzieć go w stałym związku.

Tak więc, planowaliśmy spotkać się we czwórkę – ja, Liam, Eric i Eddy, nasz wspólny znajomy jeszcze z czasów studenckich. Nie pochodził z tego stanu, ale uczęszczał do naszej uczelni jako student z wymiany. On również sprzedał duszę diabłu dla pieniędzy i pracował teraz jako analityk dla funduszu powierniczego. Aż dziw brał, że zdołał się dziś wyrwać, bo zazwyczaj pracował w jakichś chorych godzinach.

Założyłem parę dżinsów, które kupiłem kilka tygodni temu. Koszula, którą miałem dziś na sobie z ładnym kardiganem, była prezentem od moich rodziców na urodziny. Na zewnątrz było piekielnie zimno, więc musiałem nałożyć swój gruby, zimowy płaszcz i rękawiczki. Słuchawki wystarczą, by ochronić mi uszy, bo nienawidzę psuć sobie fryzury czapką. Skierowałem się do metra, bo na miejsce spotkania wybrali lokal znajdujący się trochę bardziej na południe...

Czterdzieści minut później stałem przed wybranym przez nich barem. Gdy wszedłem do środka, stało się jasne, że to na pewno nie Liam wybierał dzisiejszą miejscówkę. Muzyka grała absurdalnie głośno, a on świetnie zdawał sobie sprawę, że to dla mnie ogromny czynnik wyzwalający stres, zważywszy na to, że bywał wobec mnie trochę nadopiekuńczy. Byłem wręcz zdziwiony, że nie przeniósł spotkania w spokojniejsze miejsce. Zrobiłem krok do środka i niemal natychmiast wyszedłem z powrotem, czując, jak cały świat zaczyna mnie osaczać, a mój oddech staje się urywany.

"Dasz radę. To tylko głupi bar." – powiedziałem do siebie.

Gdy spróbowałem zrobić kolejny krok do wnętrza, zobaczyłem Liama, który zmierzał w moją stronę. Szybko zorientował się, jak bardzo niekomfortowo się czuję, i zamknął mnie w ciasnym uścisku.

"Wybacz, stary." – powiedział.

"Nie sądziłem, że będzie tu tak głośno. Chcesz iść gdzieś indziej?"

"Nie, nie, wszystko będzie w porządku." – odpowiedziałem, choć najchętniej bym się zgodził.

Nie było w porządku, ale byłem po prostu dość żałosny i nie chciałem, by mój najlepszy przyjaciel się o tym dowiedział.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5: Kocham całkowitą kontrolę - Ulegając Panu Miliarderowi | StoriesNook