languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Jodi4 kwi 2026

  Alpha Nicholas

  „Ten bal jest po prostu durny! Co się stało z poznawaniem swoich przeznaczonych w zwykły sposób? Na imprezach, czy normalnych uroczystościach, takich jak ceremonie Alfy i tak dalej. Dlaczego w ogóle musi istnieć bal przeznaczony tylko po to, by wilki łączyły się w pary, i dlaczego do kurwy nędzy każda wataha musi go organizować po kolei? To z pewnością powinien być wybór Alfy!”

  „Miło widzieć, jak emanujesz swoim zwyczajowym, radosnym usposobieniem, bracie!” Pokazuję Shane’owi środkowy palec, a on tymczasem zrywa z tego boki. „Przysięgam, im jesteś starszy, tym bardziej robisz się zrzędliwy.” Parskam na jego słowa, gdy do pokoju wchodzą nasi rodzice, oboje roześmiani. Ewidentnie słyszeli naszą rozmowę. Głupi wilkołaczy słuch! „Odpieprz się. Przebywanie ze mną to czysta przyjemność!” Burczę, pijąc kawę i próbując zignorować jego irytujący głos.

  „Znowu narzekasz na bal, tato?” Pyta Lottie, moja córka, wchodząc do jadalni i zajmując miejsce naprzeciwko mnie. Lottie za kilka tygodni skończy 16 lat i jest całym moim światem. Ma w sobie typowy nastoletni bunt, ale za nic na świecie bym jej nie zmienił, nawet jeśli jest wiernym odbiciem swojej matki, kobiety, o której wolałbym nigdy więcej nie musieć myśleć.

  „Nie narzekam, tylko stwierdzam fakt.” Śmieje się, gdy drzwi znów się otwierają i wkraczają moi pozostali bracia, Will i Robbie, wyglądający na lekko wymęczonych. „Czy on nadal narzeka na sobotę?” Pyta Will, sprawiając, że wszyscy przy stole kiwają głowami ze śmiechem, podczas gdy ja z frustracją kręcę głową. Pozwalam innym mieć własne zdanie na różne tematy, dlaczego więc sam nie mogę mieć swojego? „Aż tak źle, tato? To tylko jedna noc, a poza tym... Mógłbyś poznać swoją mate.”

  Uśmiecham się na wyraz jej twarzy, ale wewnątrz skręca mnie na samą myśl. Mam 28 lat i jeśli miałbym poznać swoją przeznaczoną, na pewno już by do tego doszło, prawda? To rzadkość, by wilk nie znalazł partnerki do mojego wieku, a jeszcze rzadziej zdarza się to Alfie, ale widać taki po prostu mój los. Rodzice trują mi dupę przez ostatnie 10 lat, żebym bardziej postarał się ją odnaleźć, ale szczerze mówiąc, ja wcale nie chcę jej szukać, już nie.

  Kiedyś nie potrafiłem wyobrazić sobie niczego wspanialszego niż spotkanie mojej mate. To jedyne o czym myślałem, ale teraz... Cóż, teraz jest to ostatnia rzecz, jakiej bym pragnął. Zasadniczo jestem zadowolony ze swojego życia. Jestem Alfą niesamowitej watahy. Mam wspaniałą rodzinę; córkę i mojego najlepszego przyjaciela, Tony'ego. Nie brakuje mi propozycji ze strony kobiet, więc nie muszę się martwić zaspokajaniem jakichkolwiek potrzeb. Dlaczego miałbym to niszczyć?

  „Synu, po śniadaniu chciałbym z tobą porozmawiać.” Kiwam głową w stronę ojca, ale już wiem, o czym chce ze mną rozmawiać i choć bardzo chciałbym powiedzieć mu, by dał sobie spokój, mam do niego zbyt wielki szacunek, żeby to zrobić, chociaż pożałuję tego, jak tylko rozpocznie się ta rozmowa.

  W ciągu 30 minut śniadanie dobiega końca, a ja jestem w moim biurze z ojcem siedzącym naprzeciwko. „Wiem, czego będzie dotyczyć ta rozmowa, tato. Nie zmienię zdania, więc po prostu daj sobie spokój.” Milczy przez kilka sekund, wpatrując się we mnie, co przyprawia mnie o podenerwowanie. „Nicky, już czas.” Wstaję i zaczynam krążyć po biurze, zastanawiając się, jak to przerwać.

  „Wejdź, skarbie.” Wołam, gdy wyczuwam, że Lottie jest w pobliżu. Wchodzi z uśmiechem, ubrana w sukienkę o wiele za krótką, jak na mój gust, ale nauczyłem się wybierać swoje bitwy, jeśli chodzi o nastoletnią dziewczynę, a to nie jest jedna z nich. „Mogę pojechać do galerii z dziewczynami? Będzie z nami mama Hanny. Chcemy tylko zrobić sobie paznokcie i włosy na dzisiejszy bal.”

  „Oczywiście, skarbie. Baw się dobrze.” Posyła mi spojrzenie i zanim cokolwiek powie, dokładnie wiem, co zaraz padnie z jej ust. „Co się z nią stało tym razem?” Pytam, wyciągając z kieszeni kartę kredytową i wręczając jej ją, składając jednocześnie pocałunek na jej czubku głowy.

  Wzrusza ramionami, próbując ze wszystkich sił przybrać niewinną minę, co oznacza, że po raz kolejny zgubiła swoją kartę i czeka na nową. Przysięgam, ta dziewczyna musi zamawiać nową co kilka tygodni. „Pilnuj telefonu i daj mi znać, kiedy wrócisz.” Kiwa głową ze zgodą, zanim żegna się z moim ojcem i wymyka się z biura.

  Odwracam się z powrotem do ojca i nie potrafię powstrzymać westchnienia, które opuszcza moje wargi. „Jestem szczęśliwy, tato. Po co to zmieniać?” Bada mnie przez moment wzrokiem, po czym przeciera twarz dłonią. „Rozumiem, co mówisz, synu, naprawdę rozumiem, ale wciąż uważam, że byłoby to dla ciebie dobre z wielu powodów. Wiem, że przeszłość nadal cię prześladuje, ale to nie znaczy, że nie możesz mieć wszystkiego, co zostało ci przeznaczone w przyszłości.” Sama wzmianka o mojej przeszłości sprawia, że natychmiast wpadam w furię.

  Minęło ponad 15 lat, odkąd to się wydarzyło, a jednak wciąż nie potrafię o tym zapomnieć.

  „Mówisz, że jesteś szczęśliwy, synu, ale czy tak jest? Czy naprawdę jesteś? Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek spotkałem wilka, który nie chciałby swojej mate, a już na pewno nie spotkałem Alfy, który nie chciałby swojej Luny. To po prostu niespotykane.” Ma rację, wiem to, i może głęboko, gdzieś bardzo, bardzo głęboko we mnie tkwi mała cząstka, która pragnie swojej mate, ale ja po prostu nie potrafię... Na samą myśl o ponownym cierpieniu... Nie mogę tego zrobić. Jak zawsze, ojciec zdaje się wyczuwać moje myśli, biorąc moje milczenie za znak czegoś więcej. „Nicky, pomijając oczywistości, Starsi nie odpuszczą tego tematu.”

  „Czego oni ode mnie oczekują, tato? Że magicznie wyczaruję sobie mate?” Starsi nienawidzą, gdy Alfa nie ma Luny, ale czego oni ode mnie oczekują? Nawet gdybym chciał partnerki, jeszcze jej nie spotkałem, więc nie jestem pewien, czego ode mnie chcą, chyba że...

  „Proszę, nie mów mi, że zamierzają zrobić to, o czym myślę?” Wzdycha i potakuje, co sprawia, że jestem jeszcze bardziej wściekły. „Proszę, powiedz, że żartujesz, tato. Poważnie?” On również nie wygląda na zbyt zachwyconego, więc mam nadzieję, że chociaż w tym jest po mojej stronie. „Choć tak bardzo pragnę, byś miał partnerkę, chcę, żeby była twoją prawdziwą przeznaczoną, a nie podróbką. Powiedziałem o tym Starszemu Stone'owi, ale obawiam się, że nie chciał słuchać.”

  „Więc co teraz? Czy mam chociaż jakiś wybór, czy po prostu ubiorą mnie w garnitur i zaprowadzą przed ołtarz, bym spotkał moją przyszłą partnerkę w dniu naszego ślubu, nie widząc jej nigdy wcześniej na oczy?” Zachowuję się jak gnój, wiem o tym, ale nic nie mogę na to poradzić. Wiem, że to nie wina mojego ojca, i doceniam to, że próbował pomóc, ale w tej chwili jako jedyny znajduje się w pokoju i to na nim skupia się cały ciężar mojego paskudnego nastroju.

  Osuwam się na krześle i przecieram dłonią twarz. „Więc nie dość, że muszę organizować bal, którego nie chcę, to jeszcze muszę zmierzyć się z wilczycami, które nie mają mate i są gotowe zostać moją Luną? Tato, czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, jakie to szaleństwo? Skąd pewność, że niektóre z nich nie będą tylko bezdusznymi sukami, którym zależy wyłącznie na pieniądzach i tytule, który się z tym wiąże?”

  „Wiem, synu, wiem.” Kręcę głową, ale on unosi dłoń, powstrzymując mnie przed dalszym mówieniem. „Naprawdę wiem. I choć nie w pełni pojmuję twoje nastawienie w kwestii potrzeby czy chęci posiadania mate, zdaję sobie sprawę, że to niekoniecznie jest właściwy sposób na załatwienie tej sprawy.” Chociaż nie wpłynie to na całe jego życie tak jak na moje, wyraźnie widać, że wcale nie jest z tego zadowolony. Wygląda na zestresowanego i zmęczonego, a tego najmniej bym dla niego chciał. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i osobistym pragnieniom postanawiam dać mu spokój.

  „Zrobię to. Spotkam się z tymi kobietami i z nimi porozmawiam. Będzie ich tylko kilka do obskoczenia, ale niczego nie obiecuję.” Czasami, gdy Alfa nie spotyka swojej przeznaczonej, Starsi nakłaniają go do wybrania partnerki, zamiast czekać na tę zrządzoną przez los. Kiedy to robią, zazwyczaj wyznaczają kilka wyselekcjonowanych do spotkania z Alfą, zazwyczaj około cztery do pięciu. Z tym sobie poradzę.

  Wyraz jego twarzy natychmiast stawia mnie w stan gotowości. „Co się dzieje?” Przysuwa się nieco, wyglądając na zakłopotanego. „Zgaduję, że nie sprawdziłeś dziś jeszcze poczty?” Kręcę przecząco głową. „Cóż, Starsi wprowadzili w tym roku nowe prawo, zgodnie z którym wszystkie samotne wilki – i samce, i samice – muszą teraz stawić się na dorocznym Balu Błękitnego Księżyca. To obowiązkowe.”

  „Och, chyba sobie, kurwa, żartujesz!” On kręci głową, podczas gdy mi zaczyna w niej wirować. „Przykro mi, synu, ale zjawi się tu mnóstwo wolnych wilczyc gotowych zostać twoją Luną.” Kurwa!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Złamana Maleńka Partnerka Alfy | StoriesNook