Bonnie
Po kolejnych kilku minutach rozmów Gamma eskortuje połowę wilków na zewnątrz domu watahy, podczas gdy Beta Shane prowadzi resztę z nas do naszych pokoi wewnątrz budynku. Przy tak dużej liczbie wilków zatrzymujących się tutaj oprócz tych, którzy już tu mieszkają, wiele osób dzieli pokoje, ale to tylko na jedną noc, więc nie sądzę, by stanowiło to problem. W tej chwili jestem po prostu wyczerpana i bardziej niż gotowa na drzemkę w prawdziwym łóżku.
Wkrótce zaprowadzają nas do naszego pokoju i muszę przyznać, że biorąc pod uwagę fakt, iż to tylko pokój gościnny, wciąż zapiera mi dech w piersiach. Pod tylną ścianą stoi masywne łóżko, w którym z łatwością mogłyby spać cztery osoby, a może i więcej. Ściany są pomalowane na kolor złamanej bieli, podczas gdy dywan, zasłony i dodatki mają odcień głębokiej czerwieni.
Po bokach znajdują się dwoje drzwi, które – jak zakładam – prowadzą do łazienki i garderoby, a na dolnej ścianie wisi gigantyczny telewizor. Przysięgam, że musi mieć co najmniej siedemdziesiąt cali. Sam pokój jest potężny i więcej niż wystarczająco duży, abyśmy we czworo mogli w nim nocować. Cholera, nigdy nie zrozumiem, dlaczego jedna osoba mogłaby potrzebować aż tyle przestrzeni.
"Okej, zrobimy sobie drzemkę, zanim będziemy musieli się przygotować do balu. Rowan i Blue, oboje podzielicie łóżko ze mną. Bonnie, znajdź sobie jakieś miejsce na podłodze. Trzymaj się z dala od tych dwóch drzwi tam. Aha, i upewnij się, że nie wchodzisz nam w drogę. Jeśli ktoś na ciebie nadepnie, to nie mój problem." Przez chwilę jestem w szoku, bo szczerze mówiąc, myślałam, że obecność tutaj będzie oznaczała dla mnie możliwość spania w łóżku, ale w rzeczywistości byłam po prostu głupia, tak myśląc. "Tak, proszę pana." Kiwam głową, starając się powstrzymać wszelkie emocje z mojego tonu głosu czy wyrazu twarzy.
"Kiedy my będziemy drzemać, możesz rozpakować nasze torby i upewnić się, że sukienka twojej siostry zostanie wyprasowana na dzisiejszy wieczór." Warczy ostro, wchodząc już pod pościel. Więc jestem na podłodze i nawet nie mogę się zdrzemnąć. Ponownie kiwam głową, ale nie mówię nic więcej, obserwując, jak cała trójka szybko zapada w sen, podczas gdy ja, po raz kolejny, upewniam się, że wykonam wszystko, co jest do zrobienia.
Prawie trzy godziny później budzą się. Do tego czasu zdążyłam się rozpakować, wyprasować sukienkę Blue i upewnić się, że garnitury Rowana i ojca są schludne i gotowe do założenia. Kiedy tylko Blue otwiera oczy, widzi godzinę i zdaje sobie sprawę, że do rozpoczęcia balu zostały zaledwie trzy godziny, wpada w szał. "Dlaczego mnie nie obudziłaś, ty głupia suko!"
"Przepraszam, Blue. Nie wiedziałam, że miałam to zrobić." Podchodzi prosto do mnie i wymierza mi szybki, lecz mocny policzek w lewy policzek; moja twarz natychmiast zaczyna płonąć. "Blue, przestań." Ojciec szybko doskakuje do nas i odciąga Blue do tyłu, ale nie rozumiem dlaczego. Nigdy wcześniej jej nie powstrzymywał, a wyraz jej twarzy wyraźnie pokazuje, że myśli to samo.
"Nie w twarz, córeczko. Nie chcemy, żeby ktoś zobaczył na niej jakieś ślady, które będą wymagały tłumaczenia." Aha, więc o to w tym chodzi. Dlaczego nie jestem zaskoczona? "Masz rację. Przepraszam, tatusiu." Gdy tylko Blue kończy z nim rozmawiać, odwraca się w moją stronę, bierze zamach i uderza mnie pięścią w bok, sprawiając, że krzyczę z bólu.
"To o wiele lepiej. Dopóki nie ma żadnych widocznych śladów i dopóki zdoła dzisiaj chodzić, możesz szaleć, córko." Uśmiecha się do niego, a następnie odwraca z powrotem do mnie, zrzucając na mnie kolejne grady ciosów, które pozostawiają mnie dyszącą ciężko na podłodze. Tymczasem cała trójka ze śmiechem wychodzi z pokoju. Blue uderzała mnie od czasu do czasu. Zdarzył się jakiś pojedynczy cios tu i tam, ale dzisiaj wydaje się, że zamierza wejść na wyższy poziom, i nie do końca wiem dlaczego. Ale niech lepiej dobrze to wykorzysta, bo już niedługo zniknę.
Potrzebuję trochę czasu i kilku słów otuchy od Lexi, by w końcu podnieść się z podłogi. Myślę, że ponownie złamała kilka z moich żeber, które zaczęły się już zrastać; oddychanie przychodzi mi teraz z trudem i sprawia ból. Mam właśnie ruszyć do łazienki, by ocenić zniszczenia, kiedy powstrzymuje mnie pukanie do drzwi sypialni. Przyklejając na twarz sztuczny uśmiech, otwieram drzwi i osuwam się z ulgą, stając twarzą w twarz z Lily; od razu widać, że ona natychmiast wie, że coś się wydarzyło.
"Och, Bonnie" – płacze, wchodząc do mojego pokoju i zamykając za sobą drzwi. "Wszystko w porządku." To kłamstwo, ale muszę wciąż to powtarzać, muszę wciąż w to wierzyć, w przeciwnym razie się załamię, a nie mogę tego zrobić, przynajmniej jeszcze nie teraz. Gdy tylko znajdziemy się w jakimś bezpiecznym miejscu, będę mogła się rozkleić; obie będziemy mogły i obie to zrobimy. "Wiem, że to kłamstwo, ale rozumiem cię. Widziałam, jak wychodzili, więc przyszłam sprawdzić, co u ciebie, i upewnić się, że jesteś gotowa na dzisiejszy wieczór. Chciałam mieć pewność, że nie zmieniłaś zdania."
Widzę zmartwienie na jej twarzy, ale nie musi się martwić; nic na tym świecie nie powstrzyma mnie przed dzisiejszą ucieczką, jedynie śmierć. A jeśli ma do tego dojść, to w porządku, bo wolałabym umrzeć, niż zostać z rodziną choćby o jedną noc dłużej. "To nic złego, jeśli zmieniłaś zdanie, Bonbon." Zrozumiała moje milczenie opacznie. "Nie, wchodzę w to. Wchodzę w to na całego, a ty?" Ochoczo kiwa głową, ale wszelkie kolejne słowa zostają wstrzymane przez powrót mojego ojca do pokoju, za którym w ślad wchodzi mój brat.
Lily szybko znajduje wymówkę i wychodzi, a ja rzucam się biegiem w stronę łazienki. "Ej, kundlu. Twoja siostra poszła zrobić sobie fryzurę, makijaż i paznokcie. Zanesiesz jej sukienkę, gdy tylko będzie gotowa. Aha, i na litość Bogini, doprowadź swój tyłek do porządku na dzisiejszy wieczór. Wiem, że to zadanie niemalże niemożliwe, ale chociaż spróbuj." Kiwam głową. "Tak, proszę pana." Następnie zamykam drzwi łazienki i płaczę bezgłośnie, podczas gdy ból powoli staje się nie do zniesienia.
Aż nazbyt szybko nadchodzi pora zejścia na dół na bal, i skłamałabym mówiąc, że się nie denerwuję. Będzie tu tak wielu ludzi, znacznie więcej, niż kiedykolwiek w jednym miejscu widziałam. Na domiar złego po prostu wiem, że ojciec będzie nieustannie dyszał mi w kark, przypominając, bym nie robiła tego czy tamtego.
Zżerają mnie nerwy, z powodu których jeszcze przed wyjściem muszę pędzić do łazienki. Myjąc ręce, po raz ostatni spoglądam na siebie w lustrze, cały czas modląc się, żeby to wystarczyło mojemu ojcu. Blue została zmuszona do oddania mi niektórych swoich starych rzeczy, abym mogła spróbować się ogarnąć, podczas gdy ona poszła na zabiegi upiększające. Zostawiłam swoje długie, rozpuszczone blond włosy, ale zakręciłam końcówki. Mam na sobie podstawowy makijaż i trochę starej biżuterii, którą posiadam od lat. Chociaż policzek wymierzony mi wcześniej przez Blue faktycznie zostawił ślad, jest na tyle jasny, że udało mi się go zakryć.
Sukienka, którą mam na sobie, również należy do Blue. Oczywiście mam ją tylko dlatego, że nasz ojciec zmusił ją do oddania mi jej, bo nie posiadam żadnych sukienek. Nie mam w ogóle żadnych ładnych ubrań, bo wszystkie moje rzeczy to stare łachmany lub ubrania odziedziczone po Blue, kiedy ta kupuje sobie nowe, i, rzecz jasna, upewnia się, by przedtem w jakimś stopniu je zniszczyć.
Spoglądam na swoje odbicie i, mimo wszystko, jestem zadowolona z sukienki. To biała, długa do samej ziemi kreacja z rozcięciem po lewej stronie, które odsłania większą część mojej nogi. Z przodu jest jak na mój gust wycięta nieco zbyt głęboko, pokazując więcej moich piersi, niż bym chciała. Pomimo mojej drobnej budowy ciała, są one dość duże i niełatwo je ukryć. Sukienka jest na mnie za duża, ale nie ma w tym nic dziwnego,
zważywszy na to, że jestem chudsza od Blue. Jednakże, po odrobinie spinania, udało mi się sprawić, by wyglądała trochę lepiej. Otrzymałam od niej także parę jej starych, białych butów na obcasie. Są dość mocno znoszone, ale zakryte wystarczająco dobrze pod sukienką, że niemalże nie da się tego zauważyć. "Ruszamy!" – ryczy mój ojciec, sprawiając, że pospiesznie zabieram stąd swój tyłek.
Zaledwie kilka minut później docieramy na dół i wychodzimy na zewnątrz, wprost na bal.
Noc jest piękna, a samo miejsce zostało tak przepięknie udekorowane, że przez kilka minut trwam w pełnym podziwie, po prostu chłonąc otoczenie. Przemierzając tereny posiadłości, kilka razy jesteśmy zatrzymywani przez ludzi pragnących porozmawiać z ojcem. Oczywiście zarówno Blue, jak i Rowan dołączają do konwersacji, ale ja milczę, chyba że ktoś się do mnie zwraca. Znam zasady.
Kiedy to wszystko ma miejsce, zauważam, że Lexi wydaje się niespokojna, co staje się trudne do zignorowania. "Wszystko w porządku, Lex?" Skomli w mojej głowie, przyprawiając mnie o niepokój. "Nie wiem, Bon. Coś wydaje się inne." Zanim zdążę ją o cokolwiek zapytać, w mój nos uderza najbardziej niesamowity zapach. Przypomina cynamon i mam wrażenie, że zapiera mi dech w piersiach.
"Przeznaczony tu jest!" – warczy Lexi, sprawiając, że aż podskakuję. Co? Oh, chwila... oh nie. "Błagam, powiedz mi, że sobie ze mnie żartujesz, Lex?" Wyczuwam jej szczęście, ale mnie ogarnia tylko i wyłącznie przerażenie. Skręcamy za róg, by udać się do naszego stolika, gdy nagle zapach uderza mnie ze zdwojoną siłą. Rozglądam się wokół, próbując to jakoś rozwikłać, gdy wtem mój wzrok skupia się na chłopaku stojącym kilka stóp ode mnie, ale nie mam okazji mu się dłużej przyglądać, bo wypowiada słowa: kurwa, nie! A potem ucieka. Odwraca się i ucieka ode mnie. Mój przeznaczony... ucieka.






