Bonnie
Podróż do Watahy Diamentu jest długa. Odliczając przerwy na toaletę, tankowanie i jedzenie, jedziemy już prawie siedem godzin i wciąż jesteśmy w trasie. Opóźnienie na autostradzie dołożyło nam dodatkową godzinę, z czego bardzo się cieszyłam. Utknięcie w samochodzie z ojcem, bratem i siostrą mogłoby się wydawać koszmarem, ale prawda jest zupełnie inna.
Uwielbiam podróżować, nawet jeśli to tylko jazda samochodem. Uwielbiam obserwować krajobrazy i wszystkie te piękne rzeczy, które kryją się na świecie. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że kiedy podróżujemy, mój ojciec jest zajęty prowadzeniem, Rowan siedzi na fotelu pasażera, a Blue zawsze ma na uszach słuchawki i czegoś słucha, co oznacza, że zostawiają mnie w spokoju.
Chciałabym móc wykorzystać ten czas na przeczytanie jedynej książki, jaką posiadam. To moja ulubiona, należała do mojej mamy. Choć przez lata mojemu ojcu udało się odebrać mi wszystko, co dla mnie ważne, to tej jednej rzeczy nie zdołał znaleźć i zniszczyć. A jeśli ten bal pójdzie zgodnie z planem, nigdy nie dostanie szansy, by to zrobić.
Ponieważ nie mogę czytać, zazwyczaj słucham muzyki, którą akurat wybrał Rowan, i snuję marzenia o tym, jak wyglądałoby moje życie bez rodziny, o tym, jakie będzie pewnego dnia... wkrótce.
Burczenie w brzuchu sprowadza moje myśli z powrotem do samochodu; zastanawiam się, czy będę mogła coś zjeść, gdy dotrzemy do watahy. Wiem, że na mniejszych balach zazwyczaj serwowane są posiłki, ale przy tych większych to częściej szwedzki stół. Jeśli tak będzie i tym razem, modlę się tylko, żebym zdołała zdobyć trochę jedzenia, zanim ojciec mnie powstrzyma. Jestem przyzwyczajona do długich okresów bez posiłku, ale z jakiegoś powodu dziś znoszę to gorzej. Nie jadłam od wczorajszej pory obiadowej i umieram z głodu.
Kiedy kilka godzin temu zatrzymaliśmy się na jedzenie, ojciec powiedział reszcie, że mam chorobę lokomocyjną i nie chcę jeść, więc miałam czekać w samochodzie, podczas gdy oni jedli. Chciało mi się płakać, ale wiedziałam, że lepiej nie robić wokół tego zamieszania. Przyniósł mi butelkę wody, kiedy skończyli, ale okazało się, że dał mi ją tylko dlatego, że jedna z wilczyc zasugerowała, iż to pomoże na moją "chorobę lokomocyjną". Mimo to nie dbałam o to, w jaki sposób weszłam w jej posiadanie, byłam po prostu wdzięczna.
"Za chwilę będziemy na miejscu" – ryczy ojciec z przodu SUV-a. Rowan ścisza muzykę, a ja łapię spojrzenie ojca w lusterku wstecznym, gdy mnie szuka. "Kundlu, powiem to tylko raz i lepiej dobrze słuchaj. Jeśli chociaż przez chwilę wyczuję, że źle się zachowujesz albo robisz cokolwiek, by przynieść wstyd naszej rodzinie lub watasze, przysięgam na samą Boginię Księżyca, że już nigdy nie ujrzysz światła dziennego. CZY. WYRAŻAM. SIĘ. JASNO!" Zaczyna mówić cicho, ale oczywiście wkrótce ryczy tak głośno, że cały SUV się trzęsie.
"Tak, proszę pana. Rozumiem." Mój głos brzmi normalnie dla ucha każdego innego, ale dla mnie brzmi na wyczerpany, smutny i po prostu mający dość tego życia. A jeśli ojciec słyszy to samo, to mogę sobie tylko wyobrazić, jak bardzo musi go to cieszyć.
"I na litość boską, jeśli spotkam swojego przeznaczonego, trzymaj się od nas z dala. Nie chcę, żeby wiedział, że jesteśmy spokrewnione, to by wystarczyło, żeby rzucił się do ucieczki. Nie, nie musi cię poznawać, dopóki nie będzie to absolutnie konieczne" – mówi Blue ze swojego miejsca, zaczynając szczotkować włosy. Zgaduję, że będziemy na miejscu lada minuta. "Ta, popieram to" – chrząka Rowan z przedniego siedzenia.
"Może zrujnuje życie jakiemuś biedakowi i zostanie jego przeznaczoną, wtedy nie będzie musiała kręcić się wokół nas" – dodaje Blue, wydając się zadowolona z siebie. "Nie ma na to szans, skarbie. Jeśli ten biedak, który jest jej przeznaczonym, pojawi się tu dzisiejszej nocy, to się o tym nie dowiemy, bo ucieknie, gdy tylko zda sobie z tego sprawę, i to zanim ona w ogóle zdąży go zobaczyć. Cholera. Mam nadzieję, że go tu nie ma. Wyobrażacie sobie ten wstyd dla naszej rodziny?" Słowa ojca powinny boleć, ale to nic, czego nie słyszałabym już od niego tysiące razy.
"Wątpię, żeby w ogóle miała przeznaczonego. Nie ma mowy, żeby Bogini Księżyca była tak okrutna, by zrzucać to coś na kogokolwiek." Blue chichocze, uznając swoje słowa za przezabawne. Przestaję zwracać na nią uwagę i wyglądam przez okno w samą porę, by zobaczyć, że dotarliśmy na ziemie watahy. Rany, to miejsce wygląda niesamowicie. Wow, jest po prostu piękne.
Z racji tego, że mój ojciec jest Betą naszej watahy, nasz samochód jedzie jako drugi w kolumnie wjeżdżających aut i już po chwili parkujemy, by ruszyć w stronę domu watahy. Czekając na wejście do środka, poświęcam chwilę, by rozejrzeć się dookoła. Dom watahy jest ogromny i wydaje się mieć około pięciu pięter, co jest całkiem sporym rozmiarem jak na taki budynek. Dom naszej watahy słynie z tego, że jest duży, a ma zaledwie cztery piętra.
Cała fasada budynku jest pomalowana na jasnoszary kolor, a wszystkie drzwi i ramy okienne są białe i mocno się wyróżniają. Wszędzie wokół są ludzie, wyraźnie czuć w powietrzu ekscytację i pomimo tego, jak się czuję i jakie mam plany, wciąż łapię się na nadziei, że uda mi się nacieszyć tym krótkim czasem, który tu spędzimy.
Gdy tylko wychodzimy z naszego SUV-a, zostajemy powitani i zaprowadzeni do pomieszczenia, które wygląda jak sala balowa. Sala jest gigantyczna i już wydaje się być całkiem pełna. Z tego, co wiem, wszyscy tutaj zatrzymują się albo w samym domu watahy, albo na otaczających go terenach, ale to przecież niemożliwe, prawda? Nie rozumiem, jak mogą mieć miejsce dla tak wielu wilków. Zaledwie kilka minut później dwaj mężczyźni wychodzą przed tłum i stają na scenie, której wcześniej nie zauważyłam, skupiając na sobie uwagę całej sali.
"Dobry wieczór wszystkim. Dla tych z was, którzy mnie jeszcze nie znają, nazywam się Shane i jestem Betą tutaj, w Watasze Diamentu. To mój brat i Gamma, Will. Na wstępie chciałbym wam wszystkim podziękować za dzisiejsze przybycie. Rozumiem, że niektórzy z was pokonali spory dystans i chcieliby trochę odpocząć przed dzisiejszym wieczorem, więc nie będę was zatrzymywał dłużej, niż to konieczne.
Chociaż powitania zazwyczaj przeprowadza Alfa watahy, to przy tak wielu watahach przybywających dzisiaj i to w tak krótkich odstępach czasu, jest to dla niego niemożliwe. Przesyła wam jednak swoje podziękowania i nie może się doczekać, by zobaczyć was wszystkich dziś wieczorem, kiedy to osobiście każdego przywita."
Nie mam nic przeciwko dłuższemu oczekiwaniu na spotkanie z Alfą. Nigdy wcześniej go nie spotkałam, ale z tego, co mi powiedziano, jest znany z tego, że to zrzędliwy dupek, a tego akurat mam już w życiu pod dostatkiem. Nie potrzebuję ani odrobiny więcej.






