languageJęzyk

Rozdział 7

Autor: Jodi4 kwi 2026

  Alfa Nicholas

  "Wszystkie ostateczne kontrole zostały przeprowadzone i wszystko jest gotowe na dzisiejszy wieczór" – ogłasza mój brat, Shane, wchodząc do mojego gabinetu z Willem tuż za nim. Shane to nie tylko mój brat, ale także mój Beta, podczas gdy Will to również mój brat i Gamma. To prawdziwie rodzinny interes. Naszemu najmłodszemu bratu, Robbie'emu, niejednokrotnie oferowano tytuł; zarówno Shane, jak i Will z radością podzieliliby się z nim swoimi rolami, a mając w sobie krew Alfy, jest on w pełni zdolny do pełnienia obu z nich, ale tego nie chce i nigdy nie chciał.

  Lubi trenować z wojownikami i pomagać też w treningach dzieciaków. Kilka miesięcy temu przyszedł do mnie z pytaniem, czy może oficjalnie zostać wojownikiem, i na to mu pozwoliłem. Wie, że w każdej chwili może przyjść do nas i to zmienić, ale wszyscy widzimy, jak bardzo jest szczęśliwy, i nie sądzę, by w najbliższym czasie miało się to zmienić. W momencie, gdy został wojownikiem, stał się najlepszym wojownikiem w watasze i nie, wcale nie stało się tak przez to, z jakiej pochodzi rodziny.

  Po oficjalnym dołączeniu do wojowników został poddany testom i ocenie, i to właśnie tam wylądował. Będę szczery, przez jakiś czas martwiłem się, że z tego powodu mogą wyniknąć kłopoty, ale oczywiście członkowie mojej watahy, będąc dobrymi ludźmi jakimi są, nigdy nie pozwolili, by im to przeszkadzało. Właściwie, to traktują to jako wyzwanie, by spróbować odebrać mu ten tytuł, i bardzo mi się to podoba.

  "Zrobiłeś wszystkie potrzebne rezerwacje w mieście?" Kiwa głową. Dzisiaj przyjeżdża do nas kilka watah, a sześć z nich zostanie na noc. Niedawno zostaliśmy sojusznikami z Watahą Zielonej Skały, więc właściwym posunięciem było zaproszenie ich do zatrzymania się w domu watahy. Mamy też dwie inne watahy, które zatrzymają się na terenach i w obrębie domu watahy, a reszta zakwateruje się w pobliskim mieście i wróci rano na śniadanie przed wyjazdem do swoich watah.

  "A co z wartą? Wszystko w porządku, Will?" Jako Gamma ma za zadanie dbać o wojowników watahy i zarządzać nimi, a jego obowiązki obejmują również organizowanie ochrony na wszelkie organizowane przez nas wydarzenia. "Tak, wszystko w porządku, Alfo" – uśmiecha się drwiąco. Wie, że nienawidzę, gdy nazywa mnie Alfą, kiedy jesteśmy sami. Nienawidzę, gdy ktokolwiek z mojej rodziny czy bliskich przyjaciół zwraca się do mnie w ten sposób, jeśli nie ma takiej potrzeby, ale moi bracia to oczywiście gigantyczne dupki i często robią to tylko po to, żeby mnie wkurzyć.

  Po prawie dwóch godzinach odpowiadania na pytania i żądania z ostatniej chwili oraz szykowania się, w końcu mogę usiąść w swoim gabinecie i zaszyć się na szybkiego drinka, zanim będę musiał wyjść i powitać gości, którzy zaczną przybywać. Oczywiście każdy zaplanowany przeze mnie spokój trwa zaledwie minuty, bo wkrótce w moim gabinecie pojawiają się wszyscy moi bracia i ojciec, by dołączyć do mnie na drinka, podczas gdy czekamy, aż goście, Lottie i moja mama będą gotowi.

  "Nigdy nie zrozumiem, jak kobietom może tak długo zajmować szykowanie się" – chrząka Will po spojrzeniu na zegarek. "Ja też tego nie kumam, a w dodatku zarówno mama, jak i Lottie są piękne, i wątpię, żeby musiały wiele robić, by czuć się ładnie" – mówi Robbie, zaczynając nalewać nam wszystkim kolejną kolejkę whiskey.

  "Moi chłopcy, kiedy spotkacie swoje przeznaczone, szybko zrozumiecie, że bez względu na to, jak piękna jest kobieta, ani ile razy będziecie jej to powtarzać, ona i tak w to nie uwierzy i całe życie spędzi na nieustannym udoskonalaniu siebie. To bywa irytujące, gdy uważacie, że i tak wyglądają idealnie, ale takie już są kobiety. A nastolatki... Cóż, one są zupełnie innym rodzajem wrzodu na tyłku."

  Moi bracia i ja śmiejemy się, kiwając mu głowami. "Nawet mi nie mów." Lottie ma prawie szesnaście lat i jest absolutnym koszmarem, jeśli chodzi o jej wygląd, włosy i paznokcie. Zrozumcie mnie dobrze, kocham tę dziewczynę bardziej niż samo życie, ale bardzo tęsknię za czasami, kiedy była mała i dużo prostsza w obyciu. O, i łatwa do przekupienia. To sprawia, że wszyscy wybuchają śmiechem, chociaż doskonale wiedzą, że to prawda.

  Spoglądam na mojego ojca i mimo uśmiechu, w jego oczach widać ból serca. Cholera, wiem, że wszyscy to czujemy. Rozglądam się po pokoju i wznoszę szklankę. "Za naszego Aniołka." Moi bracia i ojciec przestają rozmawiać, wznoszą szklanki i dołączają do mojego toastu za naszego aniołka, za naszą młodszą siostrę, której już z nami nie ma. Od jej śmierci minęło już prawie osiem lat, ale każdego dnia tęsknię za nią coraz bardziej i wiem, że reszta mojej rodziny czuje to samo.

  Nasza siostra miała na imię Angelina, ale wołaliśmy na nią Aniołek. Miała zaledwie trzynaście lat, kiedy zginęła. Ona i kilka jej przyjaciółek postanowiły błąkać się bez ochrony poza granicami watahy i zostały zaatakowane przez Wyrzutka. Wyrzutek był trzy razy większy od nich i mimo że ich było kilka, a on tylko jeden, wciąż nie miały z nim najmniejszych szans.

  Tamtego dnia zginęły trzy z czterech dziewcząt, a chociaż najlepsza przyjaciółka Aniołka, Sophie, przeżyła, została z trwałą blizną ciągnącą się od spodu lewego oka aż do podbródka. Sophie ma teraz dwadzieścia jeden lat, a my od tamtego dnia pozostajemy z nią w bliskich stosunkach. Ona i Lottie stały się ze sobą niezwykle bliskie przez ostatnie trzy lata.

  "Za Aniołka" – niesie się echem po pokoju, podczas gdy wszyscy poświęcamy chwilę, by o niej wspomnieć. Po kolejnych kilku minutach zwykłych pogaduszek, mama łączy się telepatycznie z ojcem, aby dać mu znać, że zarówno ona, jak i dziewczyny są już gotowe. "Za znalezienie naszych przeznaczonych" – krzyczy Will, gdy wszyscy wznosimy jeszcze jeden toast, zanim wyjdziemy, by spotkać się z nimi na dole schodów. Ja może i nie chcę znaleźć swojej przeznaczonej, ale wiem, że oni chcą. Shane najbardziej ze wszystkich, biorąc pod uwagę, że ma dwadzieścia sześć lat; mam nadzieję, że wkrótce je znajdą. Nie mogę się doczekać, aż po tym miejscu będą biegać siostrzenice i bratankowie.

  Aż nazbyt szybko jesteśmy na zewnątrz, a ja już krążę po okolicy, witając każdego, kogo tylko mogę, ale przede wszystkim upewniam się, że witam wszystkich Alfów, którzy przybyli tu tego wieczoru. Eskortowałem Lottie na zewnątrz, a kiedy odeszła ode mnie, zobaczyłem, że Robbie podąża za nią. Moja dziewczynka to prawdziwa piękność i nie ma mowy, by jakiś pieprzony nastoletni palant to wykorzystał. Na moje szczęście ma trzech nadopiekuńczych wujków, więc zazwyczaj zawsze znajdzie się ktoś, kto ma na nią oko. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to przesada, ale nie obchodzi mnie to. Ma szesnaście lat czy nie, jest moją małą dziewczynką, a moim zadaniem jest jej chronienie.

  "Alfo Nicholasie, muszę przyznać, że zorganizowaliście dziś przepyszny bal." Starszy Stone zatrzymuje się przede mną i ściska moją dłoń. "Dziękuję, Starszy Stone." Rozgląda się z zadowoloną miną i chociaż cieszę się, że podoba mu się wygląd tego miejsca, nie powinien dziękować mnie. Powinien dziękować mojej mamie, Lottie, Sophie i kilkunastu członkom watahy, którzy pomogli im w organizacji.

  Jedyne, co ja zrobiłem, to podpisanie czeków i zatwierdzenie kilku transakcji. Mogłem zorganizować to sam, ale bądźmy szczerzy, nie ma mowy, żeby wyglądało to choć w połowie tak dobrze, jak wygląda teraz. Kobieca ręka zawsze czyni takie rzeczy lepszymi, a Luny tym bardziej, i chociaż nie mam przeznaczonej, moja matka technicznie nadal pełni rolę Luny. Czasami czuję się źle z tym, że nadal spada na nią rola Luny, ale w głębi duszy wiem, że wciąż to uwielbia. To sprawia, że czuje się potrzebna i pożądana – nie to, żeby w ogóle taka nie była.

  "Zakładam, że twój ojciec rozmawiał z tobą na temat dzisiejszego wieczoru?" Głos Alfy Stone'a sprowadza mój umysł z powrotem do teraźniejszości, a przerażająca rozmowa, której chciałem uniknąć, spada wprost na mnie. "Zgadza się." Wciąż nie jestem z tego zadowolony, ale zrobię to dla ojca. "Świetnie. Poinformowano mnie o całkiem sporej liczbie samotnych wilczyc obecnych tutaj dzisiejszego wieczoru, które byłyby skłonne rozważyć związek bez przeznaczenia. Jak chciałbyś to rozegrać?"

  Zanim zdążę odpowiedzieć, mój wilk, Storm, zaczyna skomleć w mojej głowie. On jest jeszcze bardziej przeciwny posiadaniu partnerki bez przeznaczenia niż ja i nie boi się mi tego uświadomić. Jest niesamowitym wilkiem, zawsze był, i choć praktycznie zawsze zgadzaliśmy się ze sobą we wszystkim w naszym życiu, jedyną rzeczą, co do której nie mamy zgodności, jest moja niechęć do znalezienia przeznaczonej.

  Wkurza go to i nie boi się dawać tego po sobie poznać. "Co powiesz na to, żebym przyprowadzał je do ciebie pojedynczo, byś nie musiał martwić się o ich szukanie, a już będziesz wiedział, kto szuka więzi?" Wyraźnie Starszy Stone wziął moje milczenie za coś innego, ale w porządku, bo szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie, jak to zrobimy.

  "Co to za zapach?" Głos Storma jest niespodziewany, donośny i sprawia, że w mojej głowie zaczyna huczeć. Zaledwie ułamek sekundy po tym, jak wypowiada te słowa, do mojego nosa dociera najwspanialszy zapach, jaki kiedykolwiek znałem, wprawiając moje zmysły w totalne szaleństwo. To mieszanka truskawek i cynamonu; w mgnieniu oka moje nogi zaczynają same się poruszać.

  W miarę jak przeciskam się przez tłum, zapach przybiera na sile, a potem wszystko dzieje się tak szybko, że czuję, jak kręci mi się w głowie. Taki zapach może oznaczać tylko jedno... Znalazłem swoją przeznaczoną. Kiedy zdaję sobie sprawę z tego, co się stało, ona wyłania się z domu watahy i zapiera mi dech w piersiach. "Kurwa, nie!"

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 7: Rozdział 7 - Złamana Maleńka Partnerka Alfy | StoriesNook