Bonnie
Budzę się z grubą warstwą potu oblepiającą całe moje ciało i próbuję złapać oddech. Maltretowanie ze strony ojca rzadko przenika do moich snów, ale kiedy już tak się dzieje, staje się to istnym piekłem. Zwykle w nocy nawiedzają mnie te najgorsze pobicia, a po laniu, jakie dostałam we wtorek w nocy, wcale nie dziwi mnie to, że o nim śnię. Śniłam o tym przez dwie ostatnie noce i nie sądzę, by w najbliższym czasie miało to ustąpić.
Tak, dobrze słyszeliście. Powiedziałam „pobicia”, jako o liczbie mnogiej. Widzicie, wiedziałam i zdążyłam już zaakceptować to, że po szkole spotka mnie kara. Po pierwsze, bo ojciec nie skończył ze mną rano, zanim Alfa nawiązał z nim połączenie telepatyczne, a po drugie, bo wymknęłam się do szkoły bez słowa. Wiedziałam, że to go jeszcze bardziej rozwścieczy, ale po prostu musiałam uciec.
Jednak tego, jakiego rodzaju zemstę na mnie zgotuje, zupełnie się nie spodziewałam. Fizyczne lub psychiczne znęcanie się w połączeniu z głodzeniem i zabieraniem mi ubrań to standardowe praktyki mojego ojca, ale tym razem postanowił powiedzieć bratu o tym, że to go „obwiniałam”, co w rezultacie doprowadziło do tego, że nie tylko dostałam lanie od ojca, ale też od brata i powiem szczerze, przez moment myślałam, że tamtej nocy nie przetrwam, ale niestety stało się inaczej.
Krzywię się, siadając i trzymając się za bok. Miałam już połamane żebra, ale to jest naprawdę najgorsze. Myślę, że ten stary dobry dupek, mój brat, załatwił więcej niż jedno. Jakie to, kurwa, miłe z jego strony! Jakby złamanie żeber nie było wystarczająco złe, kolejną częścią mojej kary była utrata łóżka, więc musiałam spać na podłodze przykryta zaledwie jednym prześcieradłem.
Głośne uderzenie w drzwi sprawia, że podskakuję i kwilę z bólu. „Kundlu, lepiej dla ciebie, żebyś nie spała!” Głos ojca niesie się rykiem przez drzwi. „Nie śpię, panie” Odkrzykuję. Tak, kolejną rzeczą, której nie wolno mi robić, jest nazywanie go ojcem w domu. Kiedy jesteśmy w towarzystwie, muszę to robić, ale w przeciwnym razie jest on „panem” lub „władcą”. „Lepiej bądź na dole w ciągu pięciu minut, żeby zrobić śniadanie, albo niech mi bogowie pomogą, wyślę twojego brata, żeby się z tobą policzył. Nie mam dziś rano czasu, by prać cię po tyłku.” Spoglądam na stary budzik stojący na parapecie i jęczę na widok godziny: 4:30. Pieprzone życie.
Prawie nic nie spałam i zebranie się z podłogi pochłania wszystkie moje siły, ale robię to i schodzę na dół, by przygotować śniadanie. Po chwili mam już usmażony stos naleśników i kładę na stole miski z owocami oraz butelkę syropu, obok boczku i jajek. „To już wszystko? Niezbyt imponująca uczta, biorąc pod uwagę to, że przed nami sześć godzin podróży.”
To dzień balu i wiem, że oczekuje obfitego śniadania, by nasycić wszystkich przed podróżą, ale to wszystko, na co mnie obecnie stać, i modliłam się, by to wystarczyło. Jaka ja głupia. „Przepraszam, panie. Czy mogę przygotować coś jeszcze?”
Zanim udaje mu się odpowiedzieć, do kuchni dumnym krokiem wkraczają Blue i Rowan; oboje ubrani tak, by imponować i wyglądają na bardzo z siebie zadowolonych. Rowan ubrany jest w czarny garnitur z białą koszulą pod marynarką i błyszczące czarne buty. Jego włosy są perfekcyjnie ułożone na żelu, a obłok wody po goleniu, który wypełnia pomieszczenie, każe mi się zastanowić, czy została mu w ogóle chociaż resztka we flakonie.
Blue ma na sobie obcisłą jak druga skóra, niebieską sukienkę, która nie pozostawia absolutnie niczego dla wyobraźni. Jej długie, blond włosy są proste i sięgają tuż za ramiona, na nogach ma szpilki, a na twarzy tonę makijażu. Wiem, że dziś wieczorem odbędzie się bal, ale nie sądziłam, że zacznie ubierać się na niego już teraz. Z pewnością chciałaby wyszykować się na miejscu? Tak czy inaczej, wygląda, jakby wybierała się do klubu nocnego, a nie na bal dla poszukujących przeznaczonych.
Ja i Blue jesteśmy bliźniaczkami dwujajowymi i podczas gdy ja mam pełno wad, ona jest przepiękna, co sprawia, że tym większa szkoda, iż jest tak gigantyczną suką. Gdyby jej charakter dorównywał wyglądowi, byłaby czyjąś niesamowitą przeznaczoną. Na ten moment ledwo znoszę przebywanie z nią przez dłuższy czas. Jeszcze nie poznała swojego mate, ale kiedy to się stanie... och, jakże będzie mi go żal, kimkolwiek by był. Zdecydowanie wyszedłby na tym lepiej, gdyby nigdy jej nie poznał, niż musiał ją mieć za swoją partnerkę. Jednak wiedząc, jak dobre zawsze wydaje się mieć szczęście, nie mam wątpliwości, że skończy z jakimś niesamowitym mate, który po prostu będzie znosił jej głupoty. Biedny facet.
„Halo!” Ryczący głos ojca wyrywa mnie z moich błąkających się myśli i sprowadza z powrotem do podłej rzeczywistości. „Przepraszam, panie. Na moment się zdekoncentrowałam.” Przemierza całe pomieszczenie, dopóki nie staje tuż przede mną, po czym pochyla się, aż jego twarz znajduje się naprzeciwko mojej. Jest tak blisko, że czuję jego oddech na mojej skórze i mam ochotę zwymiotować, ale na szczęście powstrzymuję się od tego. „To już drugi raz tego ranka, gdy muszę na ciebie krzyczeć. Dziękuj swoim szczęśliwym gwiazdom, że muszę zachować twoją twarz czystą na dzisiejszy wieczór, bo inaczej zarobiłabyś właśnie uderzenie, na które zasługujesz.”
Kiwam głową w milczeniu, gdy odwraca się i odchodzi. Obchodzi stół i siada u szczytu, wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku. „Nie martw się, kundlu, nie zapomnę o tym. Kiedy wrócimy z balu, zostaniesz odpowiednio ukarana. A teraz, co powiesz na to, żebyś zaserwowała śniadanie, zanim spakujesz rzeczy, byśmy mogli wyruszyć? A kto wie, może za pierwszym razem uda ci się zrobić to bezbłędnie i nie będę musiał dorzucać kolejnych kar.”
Na jego słowa Rowan i Blue wybuchają śmiechem, bo doskonale znają prawdę. Oboje wiedzą, że bez względu na to, jak spakuję wszystko co niezbędne, nieważne na jak wysokim poziomie to zrobię, mój ojciec i tak znajdzie jakiś błąd i do stosu zostanie dorzucona kolejna kara.
„Och, i w razie gdybyś jeszcze o tym nie wiedziała, nie zjesz z nami dzisiaj śniadania.” Zdążyłam się już domyślić, że będzie to częścią mojej kary, co naturalnie sprawiło, że po prostu obudziłam się głodna, ale chociaż burczy mi w brzuchu z głodu, opuszczenie śniadania czy jakiegokolwiek innego posiłku nie jest dla mnie niczym niezwykłym, a ja nauczyłam się sobie z tym radzić, więc dzisiejszy dzień nie będzie inny.
Wkrótce potem posprzątałam, odłożyłam wszystko po śniadaniu i spakowałam wszystkim torby nocne. Jeśli watahy mieszkają dość blisko watahy organizującej Bal Błękitnego Księżyca, wracają do domu po zabawie, ale te, które mieszkają zbyt daleko, zatrzymują się na noc i uczestniczą w śniadaniu następnego dnia, zanim wyruszą w drogę powrotną. Niektórzy zatrzymają się w domu watahy lub na jej ziemiach, podczas gdy inni wybiorą lokalne hotele lub inne wybrane przez siebie miejsce. Nasza wataha od niedawna stała się sojusznikiem watahy Diamentu, przez co zostaliśmy zaproszeni, by przenocować w ich domu watahy.
„Wychodzimy za pięć minut!” Mój ojciec wykrzykuje w stronę schodów. Szybko jeszcze raz sprawdzam swoją torbę, by upewnić się, że mam wszystko przed wyjściem. Nikt z mojej rodziny nie wie, że po balu nie mam w planach powrotu z nimi do domu. Obie z Lily obmyśliłyśmy plan, który zakłada opuszczenie watahy Diamentu w środku nocy i ucieczkę ze wszystkich sił. Na szczęście nie mam zbyt wiele, właściwie ledwie cokolwiek, więc nawet gdy spakuję trochę ubrań i kilka rzeczy osobistych, w tym zdjęcie mojej mamy, nadal mogę zmieścić je do torby na noc i nikt nie nabierze podejrzeń.
Kiedy wychodzimy na zewnątrz, żeby wsiąść do SUV-a mojego ojca, widzę Lily i jej tatę opuszczających swój dom i kierujących się do samochodu. Posyła mi spojrzenie i od razu dostrzegam to w jej oczach. Jest tak samo spakowana i gotowa na to, jak ja. Ruszając do watahy Diamentu, rozglądam się po raz ostatni po własnej i zdaję sobie sprawę, że wcale nie jest mi smutno wyjeżdżać.
Za nikim i niczym w tym miejscu nie będę tęsknić. Owszem, jest tu kilku miłych ludzi, ale nie na tyle, by mnie tu zatrzymać. Próbuję nie okazywać żadnych emocji, ale wewnątrz aż pękam z ekscytacji na myśl, że nigdy nie będę musiała tu wracać, i wreszcie będę wolna, tylko ja i Lilly. W końcu wolna od bólu, którym jest moja rodzina.






