languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Aeliana Thorne 30 mar 2026

"Naprawdę mi zaimponowałaś", zakpił. "Czy ty w ogóle wiesz, co mówisz?" Zwolnił uścisk na moich dłoniach, pozwalając im opaść wzdłuż moich boków.

Wpatrywał się we mnie, czekając na odpowiedź, ale nie miałam mu nic do powiedzenia. Spodziewałam się tego, a jednak nadal bolało. Bolało to, że nawet nie spróbował mnie zrozumieć.

Zakochałam się w Adrianie od pierwszego wejrzenia, kiedy byłam w liceum. Miałam wtedy zaledwie szesnaście lat, a moi koledzy z klasy znęcali się nade mną, wyśmiewali i zamknęli w łazience, pozostawiając mnie bezradną i samotną. Tak bardzo się bałam. Wtedy obok przechodził Adrian. Wszedł do środka i mi pomógł.

Retrospekcja:

Dziewczyny zamknęły mnie w toalecie i drwiły ze mnie. Nie rozumiałam, dlaczego tak cholernie mnie nienawidziły, może tylko dlatego, że byłam sierotą. Płakałam i płakałam... dopóki ktoś nie wyłamał drzwi. Adrian.

"A...Adrian, co ty tutaj robisz? To damska toaleta", powiedziała Hannah, jako ich przywódczyni, starając się nie po sobie poznać, jak bardzo jest przerażona.

"Cóż, w tej wataze mogę wejść wszędzie. Macie z tym problem? Co wy tu właściwie robicie? Znęcacie się nad dziewczyną?" zapytał i uśmiechnął się w taki sposób, że dziewczyny skuliły się i szybko uciekły w strachu.

"Dziękuję, Adrianie. Powinieneś stąd szybko wyjść, bo inaczej ludzie zaczną gadać", wyszeptałam. Naprawdę nie chciałam, żeby przez mnie wpadł w kłopoty.

"W porządku". Odszedł z całkowicie obojętną miną, jakby pomoc mi przyszła mu bez najmniejszego trudu. Ale dla mnie znaczyło to tak wiele; był jak mój bohater.

Wciąż pamiętam, jak na mnie spojrzał — jakbym była warta ocalenia. Ale teraz zupełnie o tym nie pamiętał. Nie miał pojęcia, jak wiele znaczył dla mnie ten jeden akt życzliwości.

Od tego dnia wciąż kochałam go w milczeniu, mając nadzieję, że któregoś dnia dostrzeże we mnie coś więcej niż tylko kolejną twarz w wataze. Ale nigdy tego nie zrobił. Gdy dorastałam, uświadomiłam sobie, że serce Adriana zawsze należało do kogoś innego — do Lyndy, jego przyjaciółki z dzieciństwa.

Szukałam na jego twarzy jakiegokolwiek śladu żalu, jakiegokolwiek pęknięcia w zbroi obojętności, ale niczego takiego nie było. Był Adrianem Millerem — alfą Watahy Kryształowej Krwi — a ten rozwód był dla niego zaledwie drobną niedogodnością. Żyłby dalej, jakbym nigdy nie istniała.

Dłoń Adriana nagle zacisnęła się na mojej szyi, a nacisk wzrastał z każdą mijającą sekundą.

W jego spojrzeniu płonęła furia, kiedy wpatrywał się we mnie i wycedził przez zaciśnięte zęby: "Mam nadzieję, że mówisz to poważnie".

Z trudem łapałam oddech, a mój puls przyspieszał, gdy napięcie między nami gęstniało.

"Odejdę z Watahy Kryształowej Krwi", powiedziłam łamiącym się głosem. "Odejdę i nigdy nie wrócę".

Jego dłoń powędrowała z mojej szyi na szczękę, a wargi wykrzywiły się w diabelskim uśmieszku. "Nie mogę się doczekać". Jego głos ociekał pogardą. "Ciekawi mnie tylko, dokąd pójdzie taki wilkołak bez wilka jak ty?"

Spojrzałam w jego pełne nienawiści oczy. Byłam dla niego nikim — przedmiotem, środkiem do celu. Nie darzył mnie żadnym uczuciem. Byłam po prostu kolejną rzeczą, którą można wyrzucić, gdy już skończy się nią bawić.

"Swoją drogą, jeśli naprawdę chcesz odejść, oddaj mi moją kartę bankową. Przez te wszystkie lata musiałaś wydać mnóstwo moich pieniędzy, jesteś taką materialistką", powiedział, trzaskając drzwiami, gdy wychodził.

Moje oczy zaszły łzami. Mylił się. Nie wydałam ani grosza z jego pieniędzy. Rzadko robiłam zakupy, a utrzymywałam się z oszczędności i ciężko zarobionych pieniędzy za leczenie pacjentów w szpitalu.

Zostałam uzdrowicielką, odkąd odkryłam, że posiadam potężną moc leczenia, mając nadzieję, że pewnego dnia uda mi się uleczyć chorobę afektywną dwubiegunową Adriana. Owszem, Adrian musiał długoterminowo przyjmować leki, by ustabilizować swoje emocje; była to tajemnica poliszynela w wataze.

Jednakże, ponieważ mój przybrany ojciec, znany też jako Gamma watahy, odmówił opłacenia mojego czesnego, musiałam pracować w hotelu watahy, aby się utrzymać.

Pewnej nocy, po organizacji dużej imprezy, wylądowałam w łóżku z odurzonym Adrianem w jednym z pokoi hotelowych. Nie pamiętałam szczegółów, ale po tym wszystkim wzięliśmy ślub. Wiedziałam, że to nie było z miłości — to było poczucie obowiązku i jeden wielki błąd.

Minęły trzy lata. Próbowałam wymusić więź, która nigdy nie istniała. Teraz nadszedł czas, by odejść. Zrobię to na własnych warunkach, dla mojej przyszłości i dla moich dzieci. Zbyt długo nosiłam w sobie tę tajemnicę — Adrian nigdy mnie nie naznaczył, nigdy nie zaakceptował mnie jako swojej prawdziwej przeznaczonej. Ale teraz miałam coś cenniejszego niż jego miłość: byłam w ciąży z trojaczkami i zamierzałam chronić je z całych sił.

Otarłam łzy, otworzyłam komputer i zaczęłam przeglądać regulamin watahy. Mam!

"Syn Alfy potrzebuje zgody Alfy na wzięcie rozwodu."

W porządku, jutro pójdę do Alfy, by poruszyć ten temat. Mam nadzieję, że uda mi się uzyskać rozwód z Adrianem tak szybko, jak to tylko możliwe...

Otarłam łzy z oczu, wiedząc, że nie mogę tu dłużej zostać. Nie mogłam pozostać w miejscu, które tak naprawdę nigdy nie było moim domem.

To był koniec.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 - Za późno, Alfo: Ucieczka z jego bliźniakami | StoriesNook