languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Aeliana Thorne 30 mar 2026

Następnego dnia.

Obudziłam się wcześnie i poszłam do kuchni, przygotowując sobie proste śniadanie: tosty z jajkami, nic wyszukanego. W przeszłości spędzałabym czas przygotowując obfity posiłek dla Adriana, upewniając się, że wszystko jest wręcz idealne dla jego wrażliwego żołądka. Jednak dzisiaj nie miałam nastroju, by mu pomagać.

Kiedy usiadłam do jedzenia, usłyszałam kroki na schodach. Pojawił się Adrian, rzucił okiem na moje śniadanie i uniósł brew.

"A gdzie moje śniadanie?" zapytał zimnym tonem.

Nawet nie podniosłam wzroku. "Nie przygotowałam ci go. Możesz poprosić jedną z pokojówek, żeby to zrobiła".

Jego oczy się zwęziły. "Och, rozumiem. Czy to twój nowy sposób na przyciągnięcie mojej uwagi?" zakpił, a jego ton ociekał sarkazmem.

Moje wargi wykrzywiły się w pozbawionym cienia humoru uśmiechu. "Mów, co chcesz. I tak bierzemy rozwód".

Te słowa zabolały mnie bardziej, niż chciałam przyznać. Nie tak wyobrażałam sobie zakończenie tego wszystkiego, ale stało się. Nie musiałam mu się już z niczego tłumaczyć.

Adrian zmarszczył brwi jeszcze mocniej i przez chwilę myślałam, że może coś powie — ale w tym momencie zadzwonił jego telefon.

Zerknął na ekran i jego cała postawa momentalnie się zmieniła. "Co? Skręciłaś kostkę? Zaraz tam będę". Spojrzał na mnie ponownie. "Lynda złamała kostkę, zabieram ją do szpitala. Masz pomóc w jej leczeniu! Bądź tam za godzinę".

Poczułam mdły skurcz w żołądku, ale nie mogłam mu odmówić, ponieważ gdybym nie zrobiła tego, o co prosił Adrian, burza tylko by przybrała na sile.

Z ostrym westchnieniem zaczęłam sprzątać ze stołu. Jako żona syna alfy nie miałam nawet pokojówki. Musiałam wykonywać wszystkie obowiązki domowe sama i byłam już do tego przyzwyczajona.

^^^^^^

Dotarłam do szpitala niedługo później.

"Przepraszam, czy wiecie państwo, w której sali jest Adrian?" zapytałam uprzejmie w recepcji.

"Och, ma pani na myśli salę panny Lyndy. Adrian jest z nią w pokoju 407".

"Dobrze, dziękuję", odparłam z gorzkim uśmiechem. W wataze było powszechnie wiadomo, gdzie zawsze można było znaleźć Adriana — nieustannie tkwił u boku Lyndy. Lynda wyjechała na studia do innej watahy i wróciła dopiero w tym roku. I przez cały ten rok Adrian był z nią, podróżując i zwiedzając.

Kiedy weszłam do 407, mój wzrok natychmiast przyciągnął widok Adriana. Siedział obok Lyndy, trzymając ramię wokół jej ramion. Kiedy oczy Adriana spotkały się z moimi, jego głos zabrzmiał, zanim zdążyłam nawet przetworzyć to, co się dzieje.

"Spóźniłaś się! Dlaczego tak stoisz jak kołek?" zawołał. "Nie jesteś lekarzem? Idź i ją zbadaj".

Naprawdę miałam ochotę mu powiedzieć, że byłam kimś więcej niż tylko uzdrowicielką dla Lyndy — kimś więcej niż kobietą, która była zmuszona stać z boku, podczas gdy on obsypywał uwagą swoją przyjaciółkę z dzieciństwa. Ale nie powiedziałam nic.

Zamiast tego podeszłam do łóżka. Gdy tylko dotknęłam jej nogi, Lynda krzyknęła: "Sprawiasz mi ból!" Adrian natychmiast odciągnął mnie na bok i zapytał: "Co ty wyprawiasz?"

Wymusiłam gorzki uśmiech i odpowiedziałam: "Przeprowadzam zwykłe badanie. Proszę, nie kwestionuj moich kompetencji, dobrze?"

Lynda pozostała niewzruszona. "Nie bądź taka dramatyczna, Natalio. Po prostu mi pomóż, okej?" Jej ton był słodki, ale kryło się pod nim coś złośliwego.

Powstrzymałam westchnienie. Tak wyglądało teraz moje życie. Tym właśnie się stałam: cichą obserwatorką nieustannego przedstawienia Adriana i Lyndy.

Skupiłam swoją uwagę na kostce Lyndy, ostrożnie sprawdzając, czy nie ma obrzęku lub zasinienia. Uraz nie był poważny, ale wystarczający, by sprawiać jej dyskomfort. "Wszystko będzie dobrze. Musisz tylko odpocząć przez kilka dni".

Adrian, siedząc po drugiej stronie łóżka, obserwował ją uważnie z przymrużonymi oczami. "Widzisz? Mówiłem ci, że o ciebie zadba. Zawsze taka odpowiedzialna". W jego słowach kryła się pewna ostrość.

Lynda uśmiechnęła się do niego słodko. "Jesteś dla mnie taki dobry, Adrianie".

Oczy Adriana złagodniały, a on pochylił się, odgarniając włosy z jej twarzy. "Wszystko dla ciebie".

Nie mogłam już dłużej na to patrzeć. Słowa, które wymieniali, sposób, w jaki na siebie patrzyli — to było tak, jakby mnie w ogóle tam nie było. Szybko wstałam, ruszając w stronę drzwi.

Adrian nawet na mnie nie spojrzał i rzucił rozkazem: "Czekaj na mnie w samochodzie. Niedługo wyjeżdżamy".

Tym razem jednak nie zamierzałam słuchać jego rozkazów. Wyszłam, ruszając w stronę wyjścia bez oglądania się za siebie.

W tym momencie mój telefon nagle zadzwonił. Kiedy odebrałam, w słuchawce rozległ się głos Adriana: "Nie zapomnij o dzisiejszym spotkaniu, 20:00 w Raven. Przygotuj się, by przeprosić Lyndę na oczach wszystkich".

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki